wtorek, 16 października 2018

Orfeusz i Eurydyka w Katowicach

Akademie fur Alte Musik Berlin; fot. Kristof Fischer; mat. prom. NOSPR
Orfeo ed Euridice Christopha Willibalda Glucka to dzieło niezwykłe. Nie tylko dlatego, że porusza jeden z najbardziej ulubionych tematów, czyli tragiczną historię miłości Orfeusza i Eurydyki, a pośrednio stanowi refleksję nad kondycją artysty i znaczeniem sztuki. I nawet nie dlatego, że jest kamieniem milowym w reformie opery, którą przeprowadził Gluck - zwłaszcza wersja wiedeńska z 1762 roku, jeszcze w języku włoskim, a już tak daleka od barokowej opery neapolitańskiej, królującej w pierwszej połowie XVIII wieku na europejskich scenach. Ale własnie dlatego, że jest to po prostu wyjątkowo przejmująca, ekspresyjna muzyka, której urodzie wciąż ulegają współcześni inscenizatorzy i wykonawcy. Żeby wspomnieć kontrowersyjną inscenizację Mariusza Trelińskiego z 2009 roku zrealizowana w warszawskim Teatrze Wielkim - Operze Narodowej (do obejrzenia tutaj).
I własnie wiedeńską wersję opery Glucka usłyszymy w sali koncertowej katowickiego NOSPR w piątek 19 października w wykonaniu Akademie fur Alte Musik Berlin po kierunkiem Alexandra Liebreicha, a w rolach tytułowych wystąpią Sonia Prina jako Orfeusz i Roberta Mameli jako Eurydyka. Będzie to zapewne wersja koncertowa bądź półsceniczna, a ranga wykonawców zacheca wielbicieli Glucka do uczestnictwa w tym koncercie!

poniedziałek, 8 października 2018

Andreas Scholl w Łodzi

Andreas Scholl; fot. DECCA/Jamen McMillan
Od czasu do czasu organizatorzy rozmaitych wydarzeń potrafią zrobić nam prawdziwa niespodziankę. Tak też jest i w tym miesiącu, kiedy okazało się, że Duszpasterstwo Środowisk Twórczych w Łodzi organizuje obchody swojego XXV-lecia, a cykl imprez z tej okazji otwiera 16 października koncert - Stabat mater Pergolesiego w znakomitej obsadzie: zagra międzynarodowy zespół a Austrii Morphing Chamber Orchestra, a zaśpiewają belgijska sopranistka Jodie Devos i niemiecki kontratenor Andreas Scholl.
Jego ciepły alt zna każdy miłośnik śpiewu barokowego. A choć kariery tak błyskotliwych głosów jak Philippe'a Jarousskiego czy Franca Fagiolego przyćmiły nieco sławę wybitnego niemieckiego kontratenora, jednak jego mistrzowskie interpretację wciąż robią ogromne wrażenie. Zaryzykuję twierdzenie, że nikt tak jak Andreas Scholl nie potrafi zaśpiewać Verdi prati!
A na dokładkę nie jest to jedyny koncert z udziałem Scholla w Polsce w tym roku! Zajrzyjcie do kalendarium pod datę 1 grudnia.

wtorek, 25 września 2018

Juliusz Cezar w Poznaniu

Bohaterki opery: Sesto, Cornelia i Cleopatra;
fot. Bogna Dziewulska
Niestety Georg Friedrich Haendel nie napisał takiej opery. Żałuję, ale nic już na to nie poradzimy. Powstała za to opera Juliusz Cezar w Egipcie i to jedno z najpiękniejszych dzieł mistrza zawitało w ostatni weekend do Poznania. 22 i 23 września międzynarodowe grono wykonawców pod wodzą Paula Esswooda uczestniczyło w wystawieniu koncertowym tej opery na rozpoczęcie sezonu w Teatrze Wielkim w Poznaniu.
Od poprzedniej polskiej inscenizacji tej opery pod kierunkiem tego samego maestro zresztą minęło już dziewięć lat, więc czas był najwyższy!
Giulio Cesare in Egitto to prawdziwa kopalnia Haendlowskich przebojów - cudowna muzyka, przepiękne, różnorodne arie, znakomite pole do popisu dla wielu głosów.
Jak to wypadło w Poznaniu? Zapraszam do lektury mojej relacji!

środa, 19 września 2018

Juliusz Cezar zamiast Alciny

Dzisiejsze wykonanie Alciny w wersji koncertowej, które miało stanowić finał IV Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica zostało odwołane  z powodu choroby artystów, a właściwie przełożone na 12 listopada. Szkoda, oczywiście, ale - myśląc pozytywnie - ciesze się, że moja ukochana opera rozświetli nieco listopadową warszawska szarugę.
Za to już w najbliższa sobotę 22 września w Teatrze Wielkim w Poznaniu inna ze znanych oper mistrza Haendla, czy Giulio Cesare in Egitto. Opiekę artystyczną nad tym wykonaniem sprawuje Paul Esswood, który będzie też dyrygował orkiestrą. Opera zostanie wystawiona w wersji koncertowej, w oprawie graficznej (cokolwiek to znaczy) Michała Leśkiewicza. W roli tytułowej kontratenor Kacper Szelążek - nieustająca nadzieja polskiej sceny. Tolomea zaśpiewa Rafał Tomkiewicz, którego uczestnicy IV FOB mogli posłuchać podczas jednego z koncertów. Pozostałych wykonawców nie znam, ciekawi mnie zwłaszcza sopranistka Anna Gorbachyova - Cleopatra to bardzo duża i wymagająca rola, ciekawe, jak sobie z nią poradzi.
I tak intensywny wrzesień mija, a najbliższe miesiące nie zapowiadają się jakoś szczególnie rewelacyjnie. Program warszawskiej Filharmonii kiepski - dopiero w grudniu Orliński zaśpiewa w Mesjaszu!

sobota, 15 września 2018

Alcina, ach, Alcina!

Owacje po premierze 14.09.2018; fot. IR
To był dzień, na który długo czekałam. Podobno wielbiciele Haendla dziela się na dwa stronnictwa. Jedni kochaja Ariodantego, drudzy - Alcinę (tak jak fani zupy pomidorowej kochaja ją albo z ryżem, albo z makaronem). Ja zdecydowanie kocham makaron, tfu! Alcinę. Znam z nagrań kilka wykonań, bardzo różnych zresztą, ale to jak jedzenie rzeczonej pomidorowej przez szybę. Marzyłam, żeby zobaczyć moją ukochaną opere na scenie. No i wreszcie się udało. Wczoraj, 14 września, miałam niepowtarzalną okazję uczestniczyć w premierze Alciny w ramach IV Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica w zupełnie niezwykłym miejscu, czyli w Małej Warszawie na warszawskiej Pradze.
Obsada jak marzenie - w roli tytułowej Olga Pasiecznik (do tej pory śpiewała raczej Morganę, udowodniła, że na tę jedną z najbardziej dramatycznych haendlowskich ról w pełni zasługuje), jako Ruggiero - Anna Radziejewska (jak zwykle znakomita w rolach męskich, kolejna wybitna rola), jako Bradamante - Joanna Krasuska-Motulewicz (świetna), jako Morgana - Olga Siemieńczuk (również bardzo dobra), w drugoplanowych rolach Artur Janda, Karol Kozłowski, Joanna Lalek - wszyscy świetni, nie było słabych punktów w tej obsadzie!
Royal Baroque Ensemble pod kierunkiem Lilianny Stawarz, z Grzegorzem Lalkiem jako koncertmisatrzem, orkiestra, która do tej pory zawsze towarzyszyła festiwalowym premierom - fantastyczna! Byłam naprawdę zbudowana, jak znakomita orkiestra powstała przy okazji warszawskiego festiwalu - siedziałam dość blisko (zresztą wnętrze Małej Warszawy nie jest zbyt duże) i mogłam z bliska obserwować muzyków. To było wykonanie naprawdę bezbłędne!
Spektakl wyreżyserował choreograf i tancerze Jacek Tyski, stąd w spektaklu dużo tańca, a ruch sceniczny chwilami również bardzo taneczny. Na scenie pojawiło sie jeszcze sześciu tancerzy i epizodycznie Chór Collegium Musicum (przyznam, że partie chóralne wydały mi się obce, znałam do tej pory zupełnie inne wersje). Spektakl - mimo niewielkich skrótów - trwał z dwiema przerwami bite cztery godziny. Po premierze Mała Warszawa ugościła artystów i publiczność szampanem i przekąskami, stwarzając niepowtarzalną okazję do spotkań i rozmów. Dziś drugi spektakl, a w środę 19 września na zakończenie Festiwalu - wersja koncertowa w Studio Lutosławskiego. Ostrzę sobie na nią zęby - oczywiście!
Bardziej szczegółowa relacja tutaj.

wtorek, 11 września 2018

Serenata Haendla w Studio Lutosławskiego

Trójka solistów i orkiestra Gradus ad Parnassum; fot. IR
Czekam oczywiście na moją ukochana Alcinę, ale nie mogłabym odmówić sobie uczestnictwa w koncercie, na którym można posłuchać innego dzieła mistrza - serenaty Acis, Galatea i Polifemo.
To wczesne dzieło Haendla z 1708 roku. Istnieje inna wersja opery pastoralnej pod prawie tym samym tytułem: Acis i Galatea HWV 49 z 1718 roku z librettem w języku angielskim i w kilku wersjach (od jednego do trzech aktów). Całkiem niedawno - w styczniu tego roku - ten właśnie utwór przedstawiony został w katowickim NOSPR przez Gabrieli Consort & Pleyers pod batutą Paula McCreesha (wrażenia tutaj).
Treść serenaty Acis, Galatea i Polifemo jest oparta na "Metamorfozach" Owidiusza - szczęśliwe uczucie pomiędzy nimfa Galateą i pasterzem Akisem zostaje gwałtownie skonfrontowane z adoracją, jaka spotyka nimfę ze strony Polifema. Olbrzym nie przyjmuje odmowy i zraniony obojętnością wybranki zabija jej kochanka. Zrozpaczona Galatea zamienia Akisa w strumień, unieśmiertelniając w ten sposób obiekt swojej miłości. W późniejszej, "angielskiej" serenacie występuje kilka postaci dodatkowych, wersja włoska, której słuchaliśmy wczoraj, 10 września, w Studio Koncertowym im. W. Lutosławskiego, w ramach IV edycji Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica, jest rozpisana tylko na trzy głosy głównych bohaterów dramatu. Akisa śpiewała wczoraj Dagmara Barna, Galateę - Magdalena Pluta, Polifema zaś - Patryk Rymanowski. Grała orkiestra Gradus ad Parnassum pod wodzą Krzysztofa Garstki, dyrygującego od klawesynu.
Orkiestra grała w dość rozszerzonym składzie i spisywała się całkiem nieźle. Nie można tego niestety powiedzieć o solistach. Dagmarę Barnę słyszałam już kilkakrotnie i napisałam na jej temat wiele dobrego (np. po spektaklach Orlanda i Ariodantego). Była zdecydowanym filarem tego koncertu, choć ze swoim delikatnym sopranem jest raczej predestynowana do arii lirycznych - i te wypadły najlepiej.
Z kolei Magdalena Pluta ma głos silny i wyrazisty, jednak jeszcze zdecydowanie surowy, a Patryk Rymanowski był chyba głosowo niedysponowany (chrypka?).
Po raz kolejny przekonaliśmy, że "mały" Haendel jest równie wymagający, co wielki, a jego dzieła pozornie małego kalibru stawiają przed wykonawcami równie wysokie wymagania, co wielogodzinne opery. Cóż - swego czasu w jego teatrze śpiewały głosy najlepsze na świecie. I tak też powinno być dzisiaj. Czyli - czekam na Alcinę!


sobota, 8 września 2018

Gwiazda i pęknięta struna, czyli Orliński na Zamku

Jakub Józef Orliński na Zamku Królewskim w Warszawie
 8.09.2018; fot. IR
Za nami najbardziej wyczekiwany recital czwartej edycji Festiwalu Oper Barokowych, czyli występ Jakuba Józefa Orlińskiego na Zamku Królewskim. Organizatorzy zadbali o odpowiednią i prestiżową oprawę, publiczność dopisała nadzwyczajnie, gwiazdor dał popis, a fani zgotowali owacje - jednym słowem - koncert dokładnie taki, jakiego oczekiwaliśmy!
Orliński jest w tej chwili naszym "towarem eksportowym". Jego piękny, ciepły altowy głos bywa urzekający, urodą i scenicznym wdziękiem potrafi oczarować nawet sceptyków, no i na dokładkę - choć doceniają go na europejskich scenach, koncertuje także w Polsce, ostatnio nawet dość często. Miałam nawet wrażenie, że w ciągu kilku ostatnich miesięcy wszędzie go było pełno - i w Teatrze Wielkim, gdzie wystąpił z recitalem, i w Krakowskim Centrum Kongresowym ICE, gdzie zaśpiewał w Haendlowskim Samsonie, i nawet podczas charytatywnego koncertu dla warszawskiej fundacji Śpiewaj. Ucieszyłam się, że to własnie on będzie główną atrakcją koncertów kameralnych Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica, choć żałuję, że nie zobaczymy go w żadnej roli operowej. Jest jeszcze artystą bardzo młodym - co ma swoje dobre strony (wdzięk i uroda) i złe (pewna interpretacyjna "naiwność"). To, co pokazał wczoraj w pełni, to ogromna biegłość techniczna i piękna barwa kontratenorowego głosu. A do dojrzałych interpretacji potrzebny jest, niestety, bagaż lat i doświadczeń, które przyjdą z czasem. Mam nadzieję, że zobaczymy kiedyś Orlińskiego na scenie w dużej roli podczas dramatycznego spektaklu i poznamy i tę stronę jego talentu.
Trzeba przyznać, że artysta spełnił oczekiwania publiczności, wypełniającej Salę Balową na Zamku Królewskim do ostatniego krzesła. Dobrze ułożył program, w którym dominował Vivaldi, począwszy od jego Stabat Mater po kantatę Amor hai vinto, przeplatając jego kompozycje utworami wcześniejszymi (Cavalli) i mniej ogranymi (Fago, Schiassi). Na bis oczywiście wykonał fantastyczną arię z Giustinia - Sento in seno ch'io pioggia di lagrime, jakby w prezencie dla swojej mistrzyni - Anny Radziejewskiej, która tydzień temu śpiewała tę sama arię na gali otwarcia festiwalu, a wczoraj siedziała w pierwszym rzędzie.
Śpiewakowi towarzyszył kameralny zespół Gradus ad Parnassum pod dyrekcja klawesynisty Krzysztofa Garstki, dodając do utworów wokalnych dwa instrumentalne "przerywniki" -  Concerto/Sinfonię e-moll RV 134 Vivaldiego i Sonatrę da camera op. 2 nr 4 Corellego (Ach! czemu Corelli tak rzadko gości na naszych scenach!)
I nawet przykry wypadek - pęknięta struna w skrzypcach Joanny Gręziak - stała się okazją do krótkiego dialogu z publicznością i nawiązania bezpretensjonalnego kontaktu z widzami. Zamiast katastrofy, mieliśmy niemal dodatkową atrakcję!


piątek, 7 września 2018

Barok niemiecki na IV FOB

Grupka wykonawców wczorajszego koncertu w Domu Polonii;
fot. IR
Za nami wczorajszy kameralny koncercik, na którym kilkoro młodych instrumentalistów - Ludmiła Piestrak, Ewa Chmielewska, Agnieszka Mazur,  Jakub Kościukiewicz i Ewa Mrowca - grało kameralne utwory Telemanna i Bacha. Koncert był też - w zapowiedziach - inauguracją nowego koncertowego wnętrza w Warszawie i muszę przyznać, że akustyka holu Domu Polonii przy Krakowskim Przedmieściu, w którym odbył się występ, jest całkiem niezła.
Po kilku początkowych kiksach muzycy wyraźnie się rozgrzali i z każdym utworem było lepiej. Pomiędzy partitami i suitami młody kontratenor Rafał Tomkiewicz zaśpiewał dwie arie z kantat BWV 22 i 12 Jana Sebastiana Bacha, a w finale cała grupa artystów wykonała Psalm 6 Telemanna i był to prawdziwie żywiołowy finał.
W sumie koncert (koncercik) bardzo przyjemny - poszłam z ciekawości, bo nie znałam wcześnie Tomkiewicza, a w Poznaniu za dwa tygodnie zaśpiewa Tolomea w operze Haendla - mam nadzieję, że podoła temu prawdziwemu wyzwaniu. Wydaje się obiecujący i z aktorskim zacięciem, ale to rola duża i wymagająca. Trzymam kciuki!

środa, 5 września 2018

IV FOB: "Farnace" - wersja koncertowa

Finał Farnace - 4.09.2018; fot. IR
Podczas ubiegłorocznego Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica premiera opery Antonia Vivaldiego Farnace była centralnym wydarzeniem. Pokazano ją kilkakrotnie w Teatrze Królewskim w Łazienkach, spektakl został też zarejestrowany przez Ninotekę. Jednak dobry zwyczaj wznowienia premiery po roku, podczas kolejnej edycji festiwalu, uważam za bardzo trafny - można coś sobie przypomnieć, coś porównać, a poza tym powtórzyć i odnaleźć tę samą przyjemność!
Bo niewątpliwie była to wielka przyjemność - spektakl został bardzo przyzwoicie zrealizowany, a obsada i wykonanie były (i są) na światowym poziomie. Bardzo więc żałowałam, że nie mogę zobaczyć jedynego w tym roku spektaklu w Łazienkach, ale na pociechę pozostała możliwość posłuchania opery w wersji koncertowej w Studio Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego - koncert odbył się wczoraj, 4 września.
Potwierdził w pełni pozytywne wrażenia z ubiegłego roku, świetną formę orkiestry kierowanej przez Liliannę Stawarz i dyspozycję solistów - przede wszystkim Anny Radziejewskiej w roli tytułowej, ale również Urszuli Kryger, Joanny Krasuskiej-Motulewicz (już się cieszę, że zobaczę ją jako Bramadamante w Alcinie!), Elżbiety Wróblewskiej, Kacpra Szelążka, Przemysława Baińskiego (chyba największe postępy od ubiegłego roku) i Jana Jakuba Monowida. To naprawdę przedstawienie na poziomie, którego nie powstydziłaby się żadna scena operowa w Europie!
I tylko żal, że publiczność dopisała średnio - czyżby wszyscy zmieścili się w Łazienkach w niedzielę?
I niestety duża pretensja do organizatorów - ustawienie solistów za orkiestrą to poważny błąd! Być może dobrze służący nagraniu, ale fatalnie wpływający na komfort odbioru przez widzów na sali. Części arii wprost nie dało się słuchać, a wiele wokalnych subtelności, modulacji głosowych i dynamiki śpiewu po prostu było niesłyszalne! Nie powtórzcie tego błędu podczas pozostałych koncertów w Studio!

poniedziałek, 3 września 2018

Namiotowa wojna, czyli "Gismondo, Re di Polonia" w Gliwicach

Gliwice, 2.09.2018 - Ruiny Teatru Victoria; fot. IR
Im więcej oper Leonarda Vinciego poznaję, tym bardziej jestem zdziwiona, że mógł popaść w kompletne zapomnienie. Jego muzyka jest naprawdę wyjątkowa i znakomita, inwencja melodyczna i talent sceniczny najwyższej próby. Mimo legendarnych trudności, jakie piętrzy przed wykonawcami, odkrywanie Vinciego warte jest wysiłku.
Właśnie dlatego ogromnie się cieszę, że świetne grono solistów - w większości bardzo młodych - oraz zespół instrumentalistów pod kierunkiem Martyny Pastuszki porwał się na nieznane dotąd publiczności dzieło Vinciego o wielce obiecującym (dla nas) tytule: Gismondo, Re di Polonia.
Nie dajmy się jednak zwieść temu tytułowi - treść opery ma niewiele wspólnego z Polską i jej historią. Co jednak zupełnie nie przeszkadza w recepcji fantastycznej muzyki Vinciego.
Na realizację dzieła zdecydowała się {oh!}Orkiestra Historyczna - chylę czoła przed działalnością i aktywnością tej formacji. Pracowitość ewidentnie popłaca - obecny poziom Orkiestry Historycznej w niczym nie ustępuje innym znanym europejskim zespołom!
Do projektów udało się pozyskać świetne i bardzo wyrównane grono solistów. Maxa Emanuela Cencica nie trzeba przedstawiać nikomu, kto zetknął się z operą barokową. Także Yuriy Mynenko i Dilyara Idrisowa to artyści, którzy dali się już poznać podczas koncertów w Polsce. Ale i pozostali młodzi śpiewacy: Aleksandra Kubas-Kruk, Jake Ardritt, Nicholas Tamagna, a przede wszystkim fenomenalna Sophie Junker spisali się znakomicie.
To był niezapomniany wieczór, wart podróży do Gliwic, a nawet do Wiednia, gdzie 25 września spektakl zostanie powtórzony. Wróżę mu duży sukces.
Szczegółowa relacja i wyjaśnienie, o co chodzi z tym namiotem, tutaj.

sobota, 1 września 2018

Festiwal Oper Barokowych - gala otwarcia

Bohaterowie wieczoru: koncertmistrz Grzegorz Lalek, Olga Pasiecznik, 
Anna Radziejewska, Lilianna Stawarz, Kacper Szelążek i Artur Janda; fot. IR
Dramma per Musica zaplanowała koncert galowy na otwarcie IV Festiwalu Oper Barokowych z prawdziwym przytupem. Udało się go zorganizować w naprawdę prestiżowym miejscu - na Zamku Królewskim. Wystąpiły prawie wszystkie największe festiwalowe gwiazdy, a program ułożono jak prawdziwą barokowa listę przebojów!
Czego tam nie było! Duet Io t'abbraccio z Haendlowskiej Rodelindy w wykonaniu Olgi Pasiecznik i Anny Radziejewskiej vs. duet Brame aver mille vitte Ariodantego wykonany przez Olgę Pasiecznik i Kacpra Szelążka. Brawurowe arie z oper Vivaldiego świetnie wykonane przez Szelążka (Nel profondo z Orlando furioso) i Radziejewską (Agitata da due venti z Griseldy), Artur Janda z kolei arią Sorge infausta przypomniał swoją znakomitą rolę czarodzieja Zoroastra z Orlanda Haendla, Olga Pasiecznik zaś znów była Cleopatrą i z niebywałą ekspresją zaśpiewała Se pieta z Haendlowskiego Giulio Cesare in Egitto. Trochę humoru wprowadził Artur Janda Purcellowskim What power art thou z Króla Artura - naprawdę zrobiło się zimno! Na koniec cała czwórka solistów wykonała Dolcissimo amore - finałowy chór z Siroe Haendla.
Jak przystało na galę po koncercie goście zostali zaproszeni na lampkę wina. Wspaniały wieczór i znakomita zapowiedź tego, co czeka nas w kolejnych dniach. Apetyt rośnie!

czwartek, 30 sierpnia 2018

"Giulio Cesare in Egitto" w Poznaniu

Obejrzeć operę Haendla na dużej scenie? To w Polsce wielka rzadkość. Jak dotąd taką możliwość stworzył artystom Bydgoski Festiwal Operowy, na którym w 2016 roku pokazano Les Indes Galantes Rameau w reżyserii Natalii Kozłowskiej.
Długie i wymagające opery Haendla mogą liczyć co najwyżej na sceny kameralne - i po prawdzie brzmią na nich najlepiej. A tu proszę!
Teatr Wielki w Poznaniu zaprasza na premierę Giulio Cesare in Egitto Haendla pod batutą Paula Eswooda. Rolę tytułową zaśpiewa Kacper Szelążek, którego kariera - jak widać - rozwija się znakomicie. Na początku września będziemy mogli posłuchać go we wznowionym przez Festiwal Oper Barokowych Farnacem Vivaldiego (2 i 4 września), a 22 września - premiera w Poznaniu! Cleopatrę zaśpiewa Anna Gorbachyova, a Tolomea - Rafał Tomkiewicz. Ten ostatni będzie miał na warszawskim FBO swój recital 6 września.
W planie Teatru tylko dwa spektakle - 22 i 23 września!

środa, 29 sierpnia 2018

"Gismondo, re di Polonia" Vinciego w Gliwicach

Trzeba przyznać, że dobra passa Leonarda Vinciego trwa. A pomyśleć, że jeszcze niedawno w polskiej Wikipedii w ogóle go nie było, a biogram angielski poprzedzała notka - nie mylić z Leonardem da Vinci! Dziś już wielbiciele opery barokowej znają to nazwisko i na pewno z nikim go nie pomylą!
Po znakomitych premierach Artaserse i Catone in Utica, no i po premierze Semiramide riconosciuta na Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica, dobrze już wiemy, że Vinci był znakomitym kompozytorem, a jego opery to prawdziwe uczty muzyczne. Choć niewątpliwie stawiają przed wykonawcami wysoką poprzeczkę - podobał mi się komentarz jednego z fanów po premierze Artaserse - Vinci musiał nienawidzić śpiewaków, skoro pisał dla nich tak "mordercze" arie!
A jak to jest z ariami Vinciego będziemy mogli przekonać się już wkrótce. W najbliższą niedzielę, 2 września na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Dawnej Improwizowanej All'Improvviso w Gliwicach będziemy mogli uczestniczyć w światowej premierze kolejnego dzieła Vinciego - Gismondo, re di Polonia. Znakomite grono wykonawców, w tym dwóch świetnych kontratenorów - Max Emanuel Cencic i Yuriy Myneneko (obaj śpiewali w Artasersem) i - nieoczekiwane polonicum - zagra znakomita  formacja {oh!} Orkiestra Historyczna prowadzona przez Martynę Pastuszkę, zespół, który robi ostatnio światową karierę.
Sama opera jest również swoistym polonicum, choć historyków i purystów historii może przyprawić o ból zębów - tytułowy bohater to nikt inny, jak nasz nieszczęsny król Zygmunt August, jednak cała reszta, włącznie z jego dziećmi, to wytwór bujnej fantazji librecisty. Ale to przecież bez znaczenia! Liczy się muzyka i to dla niej z całą pewnością warto wybrać się do Gliwic! A jak ktoś nie zdąży - powtórka w wiedeńskim Theater an der Wien 24 września.

sobota, 25 sierpnia 2018

"Halka" po włosku

Koncertowa wersja Halki Moniuszki w Studio Lutosławskiego 24.08.2018;
fot. IR
Muszę ze wstydem przyznać, że do tej pory nie widziałam Halki na scenie. Sentymentalna opera
XIX-wieczna, na dokładkę Moniuszki, była tak daleko od moich muzycznych klimatów, że mimo kilku okazji, nie poświęciłam czasu, żeby posmakować tej najbardziej polskiej z polskich oper. Choć oczywiście - podobnie jak wszyscy - znam mnóstwo "kawałków": od Szumią jodły... po słynnego Mazura.
Dopiero tak karkołomna z pozoru konstrukcja jak koncertowe wykonanie włoskiej wersji opery na festiwalu "Chopin i jego Europa", pod batutą bardzo cenionego przeze mnie skrzypka i dyrygenta Fabio Biondiego prowadzącego orkiestrę Europa Galante, które odbyło się wczoraj, 24 sierpnia w Studio Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego w Warszawie, zmobilizowało mnie do wyprawy na koncert. Kierowana bardziej ciekawością niż miłością do narodowego repertuaru zasiadłam na zapełnionej do ostatniego miejsca widowni i... znakomicie się bawiłam!
Pomijając nieoczekiwane efekty humorystyczne, gdy pada ze sceny Dove Jontek i Nostro buon sinore, Halka to naprawdę kawał dobrej muzyki! Wyjęcie opery z lokalnego kontekstu uwypukliło wszystkie te cechy, które są w niej uniwersalne i znakomicie się sprawdzają i dramaturgicznie, i muzycznie. Usłyszałam nawet od melomana siedzącego obok mnie: Halka to przecież prawie Tosca! I coś w tym jest!
Europa Galante, orkiestra specjalizująca się w wykonawstwie historycznym muzyki baroku, grająca jeszcze tydzień wcześniej w tym samym miejscu Vivaldiego, została wzmocniona obsadowo i rozbudowana do rozmiarów dużej orkiestry symfonicznej. Towarzyszył jej Chór Opery Podlaskiej i międzynarodowa grupa solistów. Nie zabrakło wśród nich Polaków: Artur Siwek śpiewał Stolnika (znakomicie jak zwykle), Robert Gierlach - Janusza (z pewnym wysiłkiem, jakby nie była to rola, w której czuje się dobrze), Karol Kozłowski wystąpił w epizodycznej roli Młodzieńca w III akcie, a Monika Ledzion-Porczyńska śpiewała Zofię (mocnym, dość głębokim, choć nieco szorstkim sopranem).

Bohater wieczoru, czyli Matheus Pompeu jako Jontek; fot. IR
Jednak główne role przypadły dwójce niepolskich wykonawców. Katalońska sopranistka Tina Gorina wykonała partię Halki - bardzo ekspresyjnie i z dużym oddaniem, choć jej chwilami piskliwy głos nie wzbudził mojego zachwytu. Za to niekwestionowaną gwiazdą wieczoru był brazylijski tenor Matheus Pompeu kreujący Jontka. To fantastyczny, dramatyczny głos o przepięknej głębokiej barwie, świetny technicznie i interpretacyjnie - niezapomniana aria Szumią jodły (w wersji włoskiej Fra il abeti il vento geme) w jego wykonaniu doczekała się zasłużonej długiej owacji.
Fabio Biondi prowadził cały zespół z iście muzyczna ekspresją, a na dodatek widać było, że wszyscy bawią się przy tym świetnie. Po długich brawach zaserwował nam na bis największy przebój Halki, czyli ognistego Mazura. Z prawdziwym przytupem! To było super!

środa, 22 sierpnia 2018

Festiwal spełnionych marzeń? IV FBO - konferencja prasowa

Już niewiele czasu pozostało do wydarzenia, na które fani muzyki barokowej w stolicy (i nie tylko!) czekają z zapartym tchem. Myślę oczywiście o Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica, którego czwarta (a tak naprawdę piąta) edycja rozpocznie się w Warszawie 31 sierpnia. Festiwal z roku na rok udowadnia, że mimo ograniczonych środków i braku stałej siedziby grupa prawdziwych zapaleńców jest w stanie zorganizować wydarzenie, którego nie powstydziłaby się żadna scena muzyczna. Zwłaszcza, że pomimo rosnącej renomy kłód pod nogami nie ubywa.
Tegoroczna edycja spotkała się przede wszystkim z problemem miejsca. Kilkuletnia sielanka współpracy z Łazienkami Królewskimi najwidoczniej się skończyła. Mimo umowy i harmonogramu przygotowanego tuż po ubiegłorocznej edycji festiwalu, w marcu tego roku okazało się, że jedynie jeden spektakl Farnacego (powtórka premiery 2017) odbędzie się (2 września)  na scenie Teatru Królewskiego. Trzeba było na gwałt szukać miejsc na tegoroczne koncerty, a pod znakiem zapytanie stanęła inscenizacja aktualnej premiery, czyli Haendlowskiej Alciny. Szczerze podziwiam energię i determinację organizatorów - wygląda na to, że poszukiwania zakończyły się sukcesem i każde z wydarzeń znajdzie swoje nowe i w dodatku całkiem interesujące miejsce.
Inauguracja odbędzie się na Zamku Królewskim 31 sierpnia i tam również zaśpiewa 7 września młoda gwiazda  sceny operowej, czyli Jakub Józef Orliński, wychowanek Anny Radziejewskiej i wielka nadzieja naszego śpiewu kontratenorowego. Koncerty kameralne poświęcone różnym kręgom barokowej sztuki muzycznej (niemieckiej i francuskiej - 6, 8 i 16 września) są planowane w holu Domu Polonii przy Krakowskim Przedmieściu, co stanowić ma równocześnie inaugurację nowej sceny muzycznej stolicy, czyli Polonia Open Art Stage. Konferencja odbyła się własnie w tym miejscu i wnętrze ma niewątpliwy klimat, choć na temat jego akustyki nic mi na razie nie wiadomo.
Koncert oratoryjny odbędzie się 1 września w kościele Franciszkanów na Zakroczymskiej.
Główne wydarzenia tegorocznej edycji, czyli premiera Alciny odbędzie się w Małej Warszawie (dawnej Fabryce Trzciny) na warszawskiej Pradze (premiera 14 września, powtórka 15 września). Reżyserujący spektakl Jacek Tyski nie bardzo chciał zdradzić, jaki wpływ na inscenizację będzie miało umieszczenie tej opery w przestrzeni określanej jako postindustrialna. Mam jednak nadzieję, że wyjęcie tego zupełnie niebywałego dzieła z muzealnych ram stworzy nowe i nieoczekiwane możliwości jego odczytania i "przyrządzenia". Poza tym to również spełnienie marzeń Olgi Pasiecznik, która do tej pory bywała Morganą, ale chyba nigdy Alciną. To również spełnienie marzeń wielu fanów tego genialnego dzieła mistrza, w tym - nie ukrywam - mojego.

Organizatorzy (od lewej): producent Sebastian Wypych, Jacek Tyska,
Lilianna Stawarz, Anna Radziejewska oraz gospodarze gościnnych scen 
- Zamku Królewskiego,  Domu Polonii i Małej Warszawy; fot. IR
Osobną i jak się okazuje bardzo obiecującą rzeczą jest możliwość zorganizowania trzech koncertów w Studio Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego. Odbędą się tam wszystkie trzy operowe spektakle w wersji koncertowej, czyli powtórka Farnacego Vivaldiego (4 września), serenata Acis, Galatea e Polifemo  Haendla (10 września) i w końcu Alcina (19 września). Koncerty mają być nagrywane i istnieje możliwość, że zostaną wydane na płytach! To wspaniała nowina i zupełnie nieoczekiwany bonus dla wszystkich fanów.
Jednym słowem - będzie się działo! Festiwal zapowiada się bardzo interesująco i chyba po raz pierwszy wrzesień nie będzie dla mnie czasem żalu, że nie mieszkam we Wrocławiu. A poza wszystkim - możliwość usłyszenia Ah! Mio cor w wykonaniu Olgi Pasiecznik to spełnienie kolejnego marzenia!


sobota, 18 sierpnia 2018

Jarzębski i Vivaldi na festiwalu "Chopin i jego Europa"

Europa Galante i Fabio Biondi ; fot. IR
Sierpień wcale nie jest sezonem muzycznie ogórkowym. W całej Polsce aż roi się od muzycznych wydarzeń, które mogą zainteresować wielbicieli muzyki barokowej: Świdnica, Biecz, Paradyż, Leszno...
Na szczęście także Warszawa ma festiwal Chopin i jego Europa, który wypełnia skutecznie wakacyjną pustkę muzyczną w filharmonii i na scenach operowych.
Co prawda w tym roku organizatorzy nie rozpieszczają fanów muzyki dawnej, ale pośród wielu koncertów trafił się wreszcie i taki, który wart był wyprawy do Studia Polskiego Radia, gdzie odbywa się większość tegorocznych koncertów. Wczoraj, 17 sierpnia w Studio Lutosławskiego zagrała niezawodna Europa Galante z Fabio Biondim, który - na szczęście! -  bardzo lubi występować w Polsce.
Koncert został zgrabnie zaplanowany - pierwsza część w całości instrumentalna z trzema canzoni Jarzębskiego - to punkt polski programu (czyżby warunek organizatorów? - pamiętającym dawny festiwal w Sopocie coś to musi przypominać). Po Jarzębskim trzy koncerty Vivaldiego (C-dur RV 186, F-dur RV 288 i B-dur RV 380), wiązane z jego domniemaną podróżą do Pragi i praskimi zleceniodawcami (informacja w programie, że rękopisy są zapisane na papierze czeskiej proweniencji wzbudziła mój zachwyt - niech żyje Sherlock!). Kameralny skład nie przeszkadzał w żadnym razie w pełnej pasji interpretacji muzycznych perełek Rudego Księdza, a Fabio Biondi prowadził swoją orkiestrę i grał solówki z wprawą i wdziękiem. Wszystkie trzy koncerty w tonacjach durowych, dynamiczne i energetyczne - bardzo pobudzający punkt programu!

Obie solistki odbierają brawa i kwiaty; fot. IR
W drugiej części do orkiestry dołączyły dwie solistki  - Martina Belli i Vivica Ganaux - wspólnie wykonali serenatę Vivaldiego Gloria e Imeneo RV 687. Dzieło powstało na zamówienie francuskiego ambasadora przy Republice Weneckiej dla uczczenia zaślubin Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej i zostało wykonane 12 września 1725 w ogrodach ambasady. Treść jest w pełni konwencjonalna: Hymen (Imeneo), patron zaślubin, wraz z Glorią, symbolizującą monarchię, sławią miłość i życzą młodym małżonkom spełnienia i pomyślności. Serenatę przewidziano na dwa głosy mezzosopranowe, co jest zabiegiem dość oryginalnym (Vivaldi lubił bardzo te barwę głosu, stąd np. w Farnacem aż pięć mezzosopranowych partii!). Serenata - jak to u Vivaldiego - krótkie recytatywy i błyskotliwe, efektowne arie, całość wieńczą dwa duety, oba urocze. Ciekawy był przy tym kontrast obu głosów - mocnego, nieco ciężkiego mezzosopranu Martiny Belli i lżejszego, ale o większej ekspresji interpretacyjnej głosu Viviki Genaux. W sumie wieczór bardzo udany, choć repertuar błahy, jednak każdy haust Vivaldiego nastraja mnie zwykle optymistycznie i wzbudza ochotę na jeszcze.
Vivaldiego w tym roku jednak już nie będzie (aż do wrześniowej powtórki Farnacego!), za to w przyszły piątek Europa Galante wykona włoską wersję Halki Moniuszki - umieram z ciekawości!

środa, 1 sierpnia 2018

"Judas Maccabaeus" Capelli Cracoviensis

Orkiestra i Chór Capelli Cracoviensis pod dyr. Jana Tomasza Adamusa
 w sali ICE; fot. CC
Capella Cracoviensis pod wodzą Jana Tomasza Adamusa proponuje widzom kolejne oratorium Georga Friedricha Haendla. Premierowe wykonanie Judasa Maccabaeusa odbędzie się w piątek 3 sierpnia w krakowskim kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej.
Już dzień później, 4 sierpnia Capella powtórzy Haendlowskie arcydzieło podczas Festiwalu Bachowskiego w Świątyni Pokoju w Świdnicy.
To - jak opisuje sama Capella - starotestamentowy fresk,w którym tytułowy bohater przewodzi ludowi Izraela w walce o wyzwolenie spod rzymskiej dominacji. Do zespołu chóralnego i instrumentalnego Capelli dołączą soliści: Rebecca Bottone, Marta Wryk, Joshua Ellicott i Peter Hervey. Organizatorezy zapowiadają burzę emocji i monumentalne chóry, czyli - jak to u Haendla - pełnowartościowe "oratorium z trąbami". Sądząc z niedawnej premiery Samsona - na pewno warto obejrzeć i usłyszeć efekt kolejnych zmagań Capelli z oratoryjną materią!

sobota, 28 lipca 2018

Thamos w Łazienkach

Pośrodku dyrygent, dalej soliści i chór; fot. IR
Swój Festiwal Polska Opera Królewska postanowiła zakończyć spektakularnie. I to nie wyłącznie muzycznie, choć Mozart to zawsze mocny punkt. Dyrektor Peryt zapewnił ostatniej premierze naprawdę wyjątkową scenerię. Na spektakl zaproszono wczoraj, 27 lipca, w nocy, o 22.00 do królewskiego Amfiteatru. Kto nie widział Łazienek w nocy, ten może sobie tylko wyobrazić, jak niezwykle wygląda taka sceneria!
Sam Thamos nie jest dziełem na miarę oper Mozarta, oczywiście. To muzyka, którą zaledwie siedemnastoletni kompozytor napisał do sztuki Tobiasa Philippa von Geblera. Wielokrotnie ją później poprawiał i zmieniał, co jednak dziełu nie pomogło. Sztuka Geblera była słaba i teatry po prostu nie chciały jej wystawiać, nad czym Mozart szczerze ubolewał. Uważał bowiem intermezza i chóry napisane do Thamosa za bardzo dobre, czemu dał wyraz, wykorzystując niektóre motywy w swoich późniejszych dziełach, np. Don Giovannim.
Same instrumentalne antrakty i wstępny i finałowy chór nie składały się nijak na przedstawienie, dlatego dołączono do nich dwie masońskie kantaty Mozarta Maurerfreude KV 471 i Freimaurerkantate KV 623. Jednak inscenizując taką wersje Thamosa, Ryszard Peryt z pewnością zdawał sobie sprawę, że spektaklu z jakąkolwiek akcją z tego nie ułoży. Dlatego cały ruch sceniczny został zaplanowany jako dostojny pochód chóru i równie mnajestatyczne kroczenie solistów po scenie, śpiewających statycznie, frontem do publiczności. Tę koncepcję podkreślały też efektowne stroje projektu Marleny Skoneczko: długie czarne peleryny i wysokie konstrukcje na głowach i chóru, i solistów - w takich konstrukcjach, niemal całych rzeźbach, nie można było poruszać się inaczej.
Scenografia ograniczała sie dwóch posagów stylizowanych na egipskie w głębi sceny Amfiteatru i do projekcji autortwa Marka Zamojskiego na ścianach bocznych i kolumnach - wypadły bardzo dobrze i w zupełności wystarczały za tło koncertu.

Dyrygent i soliści. I orkiestra w kanale; fot. IR
Orkiestrę prowadził Przemysław Fiugajski, radząc sobie z materią całkiem dobrze, a jak wiadomo muzycy POK Mozarta grają świetnie - nawet w wąskim kanale przy samej wodzie - wolę sobie nie wyobrażać ilości komarów, którym musieli stawić czoła!
Jako soliści wystąpili Iwona Lubowicz, Aneta Łukaszewicz, Sylwester Smulczyński i Piotr Chwedorowicz. Chór Polskiej Opery Królewskiej równie dobrze wypadał w partiach posepnie dramatycznych, jak i w triumfalnych. Całość zamknęła się w zgrabnej godzinie, po której puiblicznośc wychodziła z Łazieneki z zupełnie zrozumiałym ociąganiem.
Z tego wszystkiego zapomniałam nawet o zaćmieniu księżyca. Mozart rządzi!

środa, 18 lipca 2018

Arie i duety, czyli Haendlowska lista przebojów

Jakub Józef Orliński 17.07 w Warszawie; fot. IR
Wieczorny koncert Arie i Duety zorganizowany przez Fundusz Śpiewaj im Staszka Jończyka 17 lipca w kościele ewangelicko-reformowanym przy Alejach Solidarności w Warszawie był nad wyraz przyjemnym wydarzeniem.
Bohaterem wieczoru był z pewnością Jakub Józef Orliński, który w krótkim wystąpieniu przed koncertem wspominał swoją znajomość ze Staszkiem i wspólne śpiewanie w zespole Gregorianum. Wespół z Orlińskim wystąpiła sopranistka Dagmara Barna i cztery instrumentalistki - skrzypaczki Ludmiła Piestrak i Alicja Sierpińska, wiolonczelistka Maria Piotrowska i klawesynistka Ewa Mrowca. Widać było, że skład i program był przygotowywany naprędce, ale na szczęście wykonawcy na tym poziomie radzą sobie nawet w trudnych sytuacjach...
Wybór arii śpiewanych przez Orlińskiego pokrywał się w dużym stopniu z tym, co śpiewał w lipcu ubiegłego roku w Sopocie, choć muszę przyznać, że brzmiał dużo lepiej, i to mimo znacznie skromniejszego instrumentalnego "tła". Może akustyka w warszawskim kościele była lepsza. Wierzę jednak, że to dowód artystycznego postępu w karierze młodego polskiego kontratenora - teraz już bywalca światowych sal koncertowych. Operował głosem bezbłędnie, z piękną, głęboką ekspresją i prawdę mówiąc brzmiał nawet lepiej niż 8 lipca w Krakowie.

Całe grono wykonawców w komplecie; fot. IR
Dagmara Barna była początkowo lekko zablokowana, ale z każda arią "rozkręcała się" i pod koniec przypomniałam sobie, za co tak ją chwaliłam po premierze Ariodantego, a zwłaszcza Orlanda.
Koncert zamykał rozdzierający duet z Haendlowskiej Rodelindy - cały zresztą program był "naszpikowany" przebojami. Ale jak wiadomo "najbardziej lubimy te kawałki, które już znamy"...
A na deser, czyli bis dostaliśmy "Pur ti miro" - najwyraźniej Koronacja Poppei panuje w tym sezonie od Zurichu i Berlina po - w tym skromnym, niestety, rozmiarze - Warszawę!

wtorek, 10 lipca 2018

Orliński w Warszawie

Jakub Józef Orliński w Haendlowskim Samsonie 8 lipca 2018
w Krakowie;  fot. Capella Cracoviensis
Jakub Józef Orliński postanowił dopieścić nieco polską publiczność. I bardzo dobrze!
Niedawno śpiewał w Teatrze Wielkim Operze Narodowej, ostatnio w oratorium Samson w Krakowie. Czekamy na jego wrześniowy recital na Zamku Królewskim w ramach Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica.
Niespodziewanie okazało się jednak, że w najbliższym tygodniu, we wtorek 17 lipca zaśpiewa w warszawskim kościele ewangelicko-reformowanym w Alejach Solidarności razem z Dagmarą Barną w koncercie zatytułowanym Arie i Duety.
Po koncercie organizator wydarzenia - Stowarzyszenie Śpiewaj - zbierać będzie datki na Fundusz Śpiewaj im. Staszka Jończyka.
Stowarzyszenie zapraszało nie tak dawno - 13 czerwca - na renesansowe madrygały do Fundacji Batorego na Sapieżyńską. Z koncertem wystąpił wówczas zespół Gregorianum. A Jakub Józef Orliński kilka lat temu, jako student, śpiewał wszak w tym zespole. Szlachetne cele Stowarzyszenia są na pewno bliskie jego sercu. A nam dają okazję do posłuchania pięknych głosów i i to podczas koncertu, na który wstęp jest wolny, a przy tej okazji do wsparcia Funduszu!

poniedziałek, 9 lipca 2018

Samson pokonany, Samson zwycięski

Samson 10.07.2018 - soliści w komplecie:
od lewej Stober, Sancho, Abadie, Orliński; fot. CC
Mając jeszcze świeżo w pamięci świetne wykonanie oratorium Haendla podczas tegorocznego festiwalu Misteria Paschalia, jechałam do Krakowa z ogromna ciekawością. Sam fakt, że szef Capelli Cracoviensis postanowił rzucić niedawnej premierze Johna Butta - która nota bene również odbyła się w sali koncertowej ICE - swoiste wyzwanie, wydał mi się nieco ryzykowny. Niepotrzebnie! Koncertowe wykonanie Samsona 10 lipca było świetne, miejscami nawet lepsze (np. w partii tytułowej kreowanej przez Juana Sancho) od poprzedniego. Grupa solistów mniejsza, stąd dźwigająca niekiedy podwójne role. Oba koncerty warte były podróży, jednak wczorajszy, może z racji tego, że mam go na świeżo w pamięci, był prawdziwym przeżyciem. Nawet jeśli "oratoria z trąbami"  nie są tym kawałkiem Haendla, który tygrysy lubią najbardziej...
Więcej zarówno o premierze kwietniowej, jak i wczorajszym koncercie na stronie www.dolcetormento.pl i w zakładce relacje.

sobota, 7 lipca 2018

"Samson" znów w Krakowie

Jaku Józef Orliński; fot. Piotr Porebsky
To wydarzenie, na które czekamy już od ponad miesiąca. Capella Craviensis przygotowała swoją wersję monumentalnego oratorium Georga Friedricha Haendla Samson.
O samym oratorium miałam okazje czytać i pisać całkiem niedawno. To właśnie dzieło wieńczyło tegoroczny wielkanocny festiwal Misteria Paschalia i jego oryginalną wersję mieliśmy okazję zobaczyć i wysłuchać 1 kwietnia tego roku w sali krakowskiego ICE. Grupę solistów, chór i orkiestrę Dunedin Consort prowadził John Butt, a koncert był rejestrowany i transmitowany przez telewizję Mezzo.
Tym razem wystąpią orkiestra i chór Capelli pod kierunkiem Jana Tomasza Adamusa, a grono solistów będzie zupełnie inne: Heidi Stober, Jakub Józef Orliński (polski kontratenor robiący ostatnio dość spektakularną karierę), Juan Sancho i Lisandro Abadie.
Ogromnie jestem ciekawa tej wersji - świeżo jeszcze mając w pamięci koncert kwietniowy.
Wrażenia z koncertu wielkanocnego można sobie przypomnieć tutaj, a o samym oratorium poczytać tutaj.
Jak zabrzmi Samson tym razem? Przekonamy się już jutro!

piątek, 6 lipca 2018

IV Festiwal Oper Barokowych Dramma per Musica

Plakat tegorocznego festiwalu; niestety, nie znam autora
No, nareszcie! Program pojawił się na stronie Stowarzyszenia Dramma per Musica i wszystkie nasze nadzieje nabrały realnego kształtu.
Jak pisałam - Łazienki Królewskie nie będą w tym roku gościnne i jedynie jeden spektakl Farnacego (przypomnienie ubiegłorocznej premiery) odbędzie się w Teatrze Stanisławowskim 2 września.
Ale organizatorom udało się znaleźć salę na premierę Haendlowskiej Alciny. 14 września jedno z najpiękniejszych dzieł operowych mistrza zabrzmi w Małej Warszawie (dawnej Fabryce Trzciny) na Otwockiej. Muzyka barokowa w tym wnętrzu może nabrać całkiem nowego charakteru! Tegoroczną premierę reżyseruje Jacek Tyski. W rolach głównych protagonistów, czyli Alciny i Ruggiera, Olga Pasiecznik i Anna Radziejowska. Od czasu gdy obserwowałam tę parę jako Kleopatrę i Juliusza Cezara w spektaklu w WOK wiem, że wspaniale współpracują ze sobą na scenie. Fantastyczne widowisko gwarantowane! Nie mogę się wprost doczekać!
Pozostałe koncerty operowe odbędą się w Studiu Lutosławskiego i w związku z tym możemy liczyć jedynie na wersje koncertowe, ale na osłodę 10 września usłyszymy piękną Haendlowską serenatę Aci, Galatea e Polifemo.
Szczegółowy program na stronie stowarzyszenia i w naszym kalendarium, oczywiście.
A oprócz tego koncert oratoryjny, recitale i koncerty kameralne poświęcone sprawiedliwie muzyce włoskiej, niemieckiej i francuskiej. No i zapowiadany recital Orlińskiego na Zamku 7 września!
Czyż życie nie jest piękne?

środa, 4 lipca 2018

Don Giovanni - próba generalna

Jutro, 5 lipca oficjalna premiera Don Giovanniego i inauguracja Festiwalu Polskiej Opery Królewskiej w Łazienkach. A wczoraj dyrektor Peryt umożliwił nam uczestnictwo w pierwszej próbie generalnej spektaklu. I mimo jeszcze dość roboczego charakteru przedstawienia i wynikających z tego problemów - z ruchem scenicznym i swobodą gry w kostiumach, a także zgraniem solistów i orkiestry - był to spektakl bardzo dobry i z pewnością wart polecenia.
Widzieliśmy pierwszą z obsad (mają być trzy), która będzie śpiewała na jutrzejszej premierze.

Don Giovanni zabija komandora;  M. Czerski / Polska Opera Królewska
Na warsztat wzięto pierwszą, praską wersję, nieco krótszą od wiedeńskiej, bez kilku pięknych arii - ale całości to nie zaszkodziło. Przedstawienie było zwarte, dobrze i konsekwentnie zbudowane, z logicznie i zrozumiale prowadzoną akcją - mimo bariery językowej i braku polskich napisów - które zwykle spektaklom w języku oryginału towarzyszą. Ale w końcu - kto nie zna tej historii!
Uderzająca była dla mnie nieco inna niż zwykle i niż się spodziewałam interpretacja roli tytułowej. Don Giovanniego można widzieć różnie - jako wyrachowanego cynika, libertyna, oziębłego uczuciowo seksoholika, a nawet ukrytego impotenta. Jednak reżyser poszedł tu ścieżką prostą, a Robert Gierlach (w dobrej dyspozycji głosowej i aktorskiej) konsekwentnie i brawurowo ją zrealizował. Jego Don Giovanni to arogancki i pełen pychy prostak, typowo "przemocowy" na wielu poziomach: słownie, seksualnie i w końcu czysto fizycznie. Jest górą, ponieważ jest silniejszy - bogatszy, sprytniejszy, brutalniejszy i pozbawiony skrupułów. Jego działaniom nie towarzyszy żadna wyrafinowana filozofia. Ot, rozdaje kopniaki na prawo i lewo i brak w tym jakiegokolwiek drugiego dna.
Podobnie trzy - jakże różne i jak niezwykłe - postacie kobiece. Także wydają się stosunkowo jednoznaczne, choć każda znaczy coś innego.
Donna Anna to postać tragiczna - ofiara Don Giovanniego, który brutalnie ją napastuje (gwałci?), zabija jej ojca i rujnuje życie. Olg Pasiecznik jak nikt inny potrafi nasycić swój śpiew emocją i dramatem. Jej Donna Anna jest tragiczna, rozdzierająca, chwytająca za gardło.
Donna Elwira, Zerlina i Donna Anna w jednym z tercetów;
fot.  M. Czerski / Polska Opera Królewska.
Donna Elwira z kolei swoim natręctwem i brakiem godności prowokuje Don Giovanniego do kolejnych upokorzeń. Bezradność, z jaką je przyjmuje, balansuje - w interpretacji Anny Wierzbickiej dość udanie - pomiędzy groteską a budzeniem współczucia.
Zerlina w interpretacji Marty Boberskiej przypomina nieco jej Zuzannę z poprzedniej premiery POK, czyli Wesela Figara. Jest zalotna, wdzięczna i bardzo słodka, a pod tą maską skrywa się mała spryciara, która manipuluje mężczyznami. Z Don Giovannim jej się nie udaje, ale już Masetto daje się wodzić za nos bez wysiłku.
Wszystkie trzy solistki śpiewają świetnie i konsekwentnie realizują wizję reżysera - co z półmetrowymi perukami na głowach nie jest chyba proste!  Ale o kostiumach za chwilę.
Andrzej Klimczak jako Leporello wyjątkowo mi w tej roli odpowiadał. Zawsze podziwiałam jego warunki głosowe, a tym razem dał z siebie dużo także aktorsko. Sylwester Smulczyński jako Don Ottavio miał do zaśpiewania tylko jedną arię, ale podał ją z imponującą wirtuozerią!
Ryszard Peryt przygotowuje swoje produkcje dość tradycyjnie - daleko tu do tzw. reżyserskiego nurtu w operze. Soliści nie dialogują, a śpiewają "do publiczności". Trochę jak w wersji koncertowej. Ale koncepcja była zrealizowana konsekwentnie i jeśli się taką manierę przyjmie - można nad jej sztucznością przejść do porządku.
Duże wrażenie robiła oprawa plastyczna - nie scenografia uproszczona do granic, a właściwie niemal nieobecna - a kostiumy. Stylizowane na XVIII-wieczne, kojarzące się z malarstwem weneckim: rozpięte na rusztowaniach krynoliny, wysokie peruki pań oraz trójgraniaste kapelusze i powłóczyste peleryny panów. Marlena Skoneczko ograniczyła paletę barw do czerni, bieli i srebrzystej szarości z mocnymi akcentami czerwieni, co nie tylko mocno działało, ale też dało efekt plastycznego wysmakowania.

Don Giovanni finał;  M. Czerski / Polska Opera Królewska.
Orkiestrę prowadził młody dyrygent Łukasz Borowicz, momentami ponosił go temperament, podkręcał tempo i muzycy dostawali lekkiej zadyszki. Przygnębiająca jest ciasnota wąskiego kanału, w którym cała orkiestra pomieścić się nijak nie może. Muzycy ponadto często wchodzili w kostiumach na scenę, co stanowiło dla nich zapewne dodatkowe i wcale niełatwe zadanie.
Podczas festiwalu przewidziano tylko trzy spektakle arcydzieła Mozarta. Na pewno warto wybrać jeden z lipcowych wieczorów na spotkanie z Don Giovannim w najpiękniejszej operowej sali w Warszawie!

wtorek, 26 czerwca 2018

Plany Opery Królewskiej nie tylko na festiwal

Konferencja w Łazienkach - stoi dyrektor Ryszard Peryt; fot. IR
Dyrekcja Polskiej Opery Królewskiej zaprosiła dziś do Łazienek na konferencję prasową poświęconą swojemu lipcowemu Festiwalowi. Spotkanie było dość krótkie, ale za to odbyło się w Sali Balowej Pałacu na Wodzie, co jest kolejnym dowodem na to, że stosunki tej instytucji z szefostwem Łazienek są całkiem niezłe. Wielbicieli spektakli muzycznych cieszy to bardzo, bo naprawdę nigdzie tak dobrze nie słucha się opery - zwłaszcza barokowej, ale i Mozartowskiej - jak w Teatrze Stanisławowskim.
Festiwal zacznie się spektakularnie od Don Giovanniego Mozarta (już 5 lipca), w obsadzie m.in. obaj Gierlachowie, Olga Pasiecznik, Marta Boberska i Andrzej Klimczak, za dyrygenckim pulpitem debiutuje w POK Łukasz Borowicz. W kolejnych dniach można będzie zobaczyć wszystkie premiery minionego sezonu i posłuchać kilku dodatkowych koncertów w niebanalnym entourage'u, czyli na przykład w Pałacu na Wodzie. Szczegółowy plan festiwalu na stronie Opery.
Finał 27 lipca w Amfiteatrze na spektaklu Thamosa - zapoznanej sztuki do której Wolfgang Amadeusz napisał muzykę. Dodatkowy finał - 28 lipca w Świątyni Opatrzności podczas mszy dziękczynnej okraszonej Te Deum i Mszą Koronacyjną Mozarta.
Dyrektor Peryt w długim wywodzie pełnym cytatów i poetyckich przenośni przemycił jednak i zdradził kilka konkretów odnośnie do następnego sezonu. Najbardziej zainteresowało mnie powstanie formacji muzycznej, grającej na instrumentach historycznych, o nazwie Capella Regale Polonia. Swój pierwszy, a zarazem spektakularny występ będzie ona miała 24 lutego przyszłego roku na Zamku Królewskim, gdzie zaplanowano premierę Orfeusza Monteverdiego!
Wygląda więc na to, że Polska Opera Królewska na dobre zagościła na muzycznej mapie Warszawy, a bitwa na Festiwale Mozartowskie będzie miała w lipcu prawdziwą kulminację.
A swoja drogą przyszły tydzień z Don Giovannim w Teatrze Stanisławowskim i Samsonem Haendla w Krakowie wygląda nad wyraz smakowicie!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Trochę Wiednia w Gliwicach

Max Emanuel Cencic; fot. Parnassus
Nie tak dawno, bo w kwietniu, zachwycałam się programem operowym Theater an der Wien, a w nim m.in. koncertowym wykonaniem Gismondo re di Polonia Leonarda Vinciego w doborowej obsadzie, z Maxem Emanuelem Cencicem w roli tytułowej i {oh!}Orkiestrą Historyczną. Dlaczego Wiedeń może, a u nas posucha? Zwłaszcza, że akurat ta opera naprawdę "nam się należy"!
No i proszę! Przed koncertem wiedeńskim będziemy mieć wykonanie w Polsce! Właśnie przeczytałam anons Parnassusa: 2 września w Gliwicach wystąpi katowicka orkiestra z grupą solistów, czyli Cencicem, a także z m.in. Yuriyem Mynenko, Aleksandrą Kubas-Kruk, Dilyarą Idrisową. Najwyraźniej Maxa nie odstraszył chłód ruin Teatru Victoria, w których w ubiegłym roku śpiewał ponoć w kufajce!
Tak czy owak - cudownie! Może udałoby się jakoś tak wystawić pozostałe z wiedeńskich premier gdzieś w kraju? Proszę...

czwartek, 14 czerwca 2018

Pojedynek na festiwale

Podobno od przybytku głowa nie boli. Mimo wszystko jednak sytuacja jest z lekka groteskowa.
Mieliśmy w Warszawie Operę Kameralną i Festiwal Mozartowski, który od wielu lat był stałym punktem na muzycznej mapie stolicy i szczycił się inscenizacją wszystkich oper Mozarta, ciesząc melomanów nie tylko warszawskich. A przy okazji rozlegały się co jakiś czas utyskiwania, że to strasznie droga instytucja, a festiwal to rozpustny zbytek, na który nas nie stać.
No to teraz mamy dwie opery i dwa festiwale!
Warszawska Opera Kameralna pod kontrowersyjnym kierownictwem Alicji Węgorzewskiej przeprowadziła połowiczną samolikwidację, zwalniając jedną z orkiestr (Sinfoniettę), wszystkich solistów i dyrygentów. Scena przygotowuje premiery (nie za wiele), zgromadziła wokół siebie nowe grono śpiewaków (nie wiem, na jakich warunkach), choć co jakiś czas dochodzą nas słuchy, że współpraca zarządu z zapraszanymi artystami układa się - delikatnie mówiąc - niełatwo (link do listu Friedricha Haidera tutaj).
Zwolnieni muzycy Sinfonietty wraz z gronem reżyserów, dyrygentów i solistów zostali przygarnięci przez Ministerstwo Kultury i utworzyli Polską Operę Królewską pod wodzą Ryszarda Peryta i z siedzibą w Teatrze Stanisławowskim w Łazienkach. I regularnie wystawiają, choć program na uczczenie 100-lecia Niepodległości, polegający na odkurzeniu kilku mocno wyliniałych dzieł - w rodzaju Nędzy uszczęśliwionej Kamieńskiego czy Alexandra i Apellesa Kurpińskiego - nie powala. Grają też jednak Mozarta i w tym są naprawdę dobrzy! Premiera Wesela Figara w Łazienkach na przełomie roku była tego najlepszym dowodem.
Obie przywołane wyżej instytucje mają - oczywiście - ambicję zorganizowania festiwalu.
Pierwsza startuje WOK - już 16 czerwca - za galą otwarcia, na która udało się zaprosić znaną solistkę Veronikę Cangemi. Do połowy lipca zaplanowano wiele koncertów i recitali, a także wystawienie: Czarodziejskiego fletu, Wesela Figara, Łaskawości Tytusa, Cosi fan tutte i Uprowadzenia z seraju. Festiwal zakończy 14 lipca gala finałowa w Teatrze Polskim.
Polska Opera Królewska nie nazwała swojego festiwalu Mozartowskim, ale stratuje 5 lipca premierą... Don Giovanniego! Pokaże oczywiście "swoje" Wesele Figara, a kończy w Teatrze na Wyspie Thamosem Mozarta. A oprócz tego - większość premier sezonu, na czele z Moniuszkowskimi Dziadami-Widmami.
Wszystko to wydaje się dość absurdalne, choć dla melomanów i wielbicieli Mozarta w sumie korzystne. Wszak mistrza nigdy nie dość. A więc do dzieła! Pojedynek na festiwale czas zacząć...

środa, 13 czerwca 2018

Madrygały na Sapieżyńskiej

Taki program to naprawdę rzadkość! Zespół Męski Gregorianum pod wodzą Bereniki Jozajtis zaprasza w piątek 15 czerwca na godzinę 19.00 do sali w Fundacji Batorego na Sapieżyńską na wieczór włoskich madrygałów, przede wszystkim miłosnych. W programie głównie twórczość Luca Marenzio, ale przewidziano też kilka utworów Orlanda di Lasso.
Koncert wspiera Fundusz Śpiewaj im. Staszka Jończyka, ale datki są dobrowolne, a wstęp wolny!

środa, 6 czerwca 2018

Orliński w Teatrze Wielkim

Jakub Józef Orliński; fot. J. Wąsik
Cieszy bardzo, że największa nadzieja naszego śpiewu kontratenorowego jest ostatnio obecna na polskich scenach. Jakub Józef Orliński to niewątpliwy talent, wyjątkowo piękna barwa głosu i coraz większe umiejętności.
Kiedy kilka lat temu słuchałam na Uniwersytecie Warszawskim Zespołu Męskiego Gregorianum, prowadzonego przez Berenikę Jozajtis, moją uwagę przykuł wyjątkowo piękny głos młodziutkiego kontratenora. Potem na chwilę straciłam go z oczu, aż tu okazało się, że ten właśnie śpiewak - o urodzie równie anielskiej, jak jego głos - robi światową karierę. Kiedy w lipcu ubiegłego roku chciałam na żywo posłuchać, jak rozwija się jego talent, musiałam pojechać aż do Sopotu. Za to w tym sezonie Jakuba Józefa Orlińskiego będzie znacznie łatwiej "złapać" niż w ubiegłym.
Razem z pianistą Michałem Bielem 3 czerwca wystąpili w Katowicach na koncercie zatytułowanym "Piękno i perfekcja", a w najbliższy piątek powtórzą koncert na prestiżowej scenie Teatru Wielkiego Opery Narodowej. W programie m.in. Haendel, Purcell, Schubert i Szymanowski. Bilety oczywiście wyprzedane!
Ci, którzy nie zdążą ani do Katowic, ani do Warszawy, mogą zaryzykować Londyn z kolejną powtórką programu, choć bilety do Wigmore Hall ponoć dawno nie do zdobycia...
Ale nie wszystko stracone. Już 8 lipca w sali koncertowej krakowskiego ICE Capella Cracoviensis zaprasza na koncertowe wykonanie oratorium Samson G.F. Haendla, a jednym z wykonawców będzie własnie Orliński.
Wiemy też, że młody kontratenor wystąpi z recitalem podczas Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica w Warszawie we wrześniu - dokładnego terminu jeszcze nie znamy, ale koncert odbędzie się podobno na Zamku Królewskim. Jednym słowem - Orlińskiego ci u nas dostatek! Na szczęście.

środa, 9 maja 2018

Co w operze piszczy

Pierwsze damy polskiego baroku ze stowarzyszenia Dramma
 per Musica  na ubiegłorocznej konferencji prasowej
 w Łazienkach; fot. IR
Wczorajszy wieczór w Filharmonii Narodowej na pół-scenicznej wersji Nais Rameau zaowocował niespodziewanymi wieściami. O samym koncercie już szerzej tutaj, teraz jednak spieszę przekazać, co mi zdradzono.
Mimo że strona internetowa Dramma per Musica milczy jak zaklęta, jednak według wszelkich znaków na niebie i ziemi Festiwal Oper Barokowych jednak się we wrześniu odbędzie. Niestety stracił przychylność dyrekcji Łazienek i w Teatrze Królewskim uda się jedynie wznowić ubiegłoroczną premierę, czyli Farnace Antonia Vivaldiego.
Dlatego organizatorzy nie ustają w poszukiwaniu gościnnej sali, w której mogliby zrealizować zaplanowaną premierę, a jest nią... Alcina Georga Friedricha Haendla (ktoś czyta w moim sercu...)! Jeśli te poszukiwania nie zakończą się powodzeniem, możemy przynajmniej liczyć na wersję koncertową w sali Studio Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego. Gościnny jest również Zamek Królewski, w którym odbędzie się kilka koncertów, w tym m.in. recital Jakuba Józefa Orlińskiego!
Chcecie więcej? Ja też!
Wobec niepokojących wieści dobiegających z WOK-u i nieco rozczarowującego (przynajmniej fana baroku) programu Wratislavia Cantans - to prawdziwy miód na moje złaknione serce.
Dramma per Musica - trzymam za was kciuki!

poniedziałek, 7 maja 2018

Rameau w Filharmonii Narodowej

Il Giardino d'Amore i Stefan Plewniak; mat. prom FN
No i po Bydgoskim Festiwalu Operowym. W tym roku wyjątkowo łaskawym dla wielbicieli opery barokowej - aż dwa spektakle!
O finałowym Herculesie Haendla i o wrażeniach z tego spektaklu szerzej tutaj.
A tymczasem wrócimy na chwilę do festiwalowego klimatu dzięki powtórce opery Jeana Philippe'a Rameau Naïs, którą będziemy mogli zobaczyć na deskach Filharmonii Narodowej w Warszawie już jutro, 8 maja.
Spektakl w Bydgoskiej Opera Nova pokazano 30 kwietnia i przyniósł różne opinie, ale pamiętając triumfalne przyjęcie Zamorskich zalotów tegoż kompozytora w Bydgoszczy dwa lata temu, mamy nadzieję na powtórkę! Naïs jest stanowczo mniej znana, co tylko pogłębia apetyt, oczywiście. W głównej roli Natalia Kawałek, a międzynarodowym zespołem Il Giardino d'Amore pokieruje oczywiście Stefan Plewniak.

wtorek, 1 maja 2018

Bydgoski Festiwal Operowy - "Hercules" Haendla

Mary-Ellen Nesi; fot. Kostas Mitropoulos
Wczorajsza premiera Nais wzbudziła mieszane uczucie. Jedni chwalą, inni są rozczarowani. Kto ma rację, przekonamy się już wkrótce w Warszawie, bowiem spektakl w wersji pół-scenicznej zostanie pokazany w Filharmonii Narodowej 8 maja.
A tymczasem przed nami wielki finał 5 maja! A na finał BFO zaprosiło Nationaltheater Mannheim ze sceniczną wersją dramatu muzycznego Georga Friedricha Haendla Hercules, uważanego co prawda oratorium, ale przedstawianego scenicznie, żeby wspomnieć znakomitą inscenizację Williama Christiego z 2005 roku ze genialną Joyce DiDonato w roli Dejaniry. Do dziś żałobna aria My brest with tender pity swells w wykonaniu Ingeli Bolin wyciska mi łzy z oczu...
Spektakl, który zobaczymy w Bydgoszczy, poprowadzi Bernhard Forck, a wyreżyserował Nigel Lowery, obsada jest na razie nieznana, poza facebbokowa informacją Mary-Ellen Nesi, że do Bydgoszczy przyjedzie. Czyżby jako Dejanira? To świetna śpiewaczka i chętnie znów usłyszę ją na żywo. A i nowej inscenizacji bardzo jestem ciekawa, bo przebić Christiego nie będzie łatwo...

czwartek, 26 kwietnia 2018

XXV Bydgoski Festiwal Operowy -"Naïs" Rameau

Czyżby nieśmiała jaskółka zmian? W poprzednim poście rozpaczałam nad mizerią barokowego repertuaru naszych scen muzycznych, a tu proszę!
Podczas tegorocznej edycji Bydgoskiego Festiwalu Operowego przewidziano aż dwa(!) spektakle barokowe. Każdy z całkiem innej bajki, co należy chyba traktować jak zaletę. Info oczywiście w naszym kalendarium.
Na pierwszy ogień - Jean-Philippe Rameau. Dla tych, którzy mieli okazję obejrzeć Les Indes Galantes dwa lata temu - wiele elementów wydaje się znajomych. Tym razem opera-ballet Naïs francuskiego mistrza zobaczymy w wersji półscenicznej, grać będzie dobrze znane w Bydgoszczy Il Giardino Amore po dyrekcją Stefana Plewniaka, zaśpiewa z pewnością Natalia Kawałek (prywatnie żona dyrygenta), a także Sean Clayton, Erwin Aros, Cecile Achille i David Witczak, a zatańczą uczniowie Szkoły Baletowej w Poznaniu. Spektakl reżyseruje Oliver Lexa, reżyser ze znakomitym dorobkiem, myślę więc, że będzie co podziwiać.
A dla tych, którzy nie mogą 30 kwietnia wybrać się do Bydgoszczy - powtórka 8 maja w Filharmonii Narodowej w Warszawie!


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Tak się to robi w Wiedniu!

No i masz babo placek! Po przestudiowaniu programu nowego sezonu operowego w Theater an der
Wien przeżyłam prawdziwe załamanie nerwowe. Już we wrześniu premiera Alciny z Marlis Petersen jako czarownicą i Davidem Hansenem jako Ruggierem i koncertowa wersja Gismonda Vinciego z Maxem Emanuelem Cencicem i Juriyem Mynenko oraz... naszą swojską Orkiestrą Historyczną pod kierunkiem Martyny Pastuszki. A to dopiero otwarcie!
Max Emanuel Cencic zaprasza na Gismonda; fot. Anna Hoffmann
Czegóż tam nie ma - w listopadzie Teseo Haendla, w styczniu King Arthur Purcella, w kwietniu Orlando (znów Haendel) - a to tylko wersje sceniczne!
Koncertowo równie ciekawie - po wrześniowym Vincim w październiku Serse z Fagiolim, w grudniu Messiah, w marcu Orlando furioso (znów Cencic, a także m.in. Lezhnieva), a w kwietniu Rinaldo pod Spinosim (m.in. z Mineccim). Obsady jak marzenie, cen na wszelki wypadek nie sprawdzałam - i tak nie da się bywać w Wiedniu (albo jak mówią w Krakowie - we Wiedniu) co miesiąc.
W sercu bunt i gorycz - dlaczego Wiedeń może mieć tyle barokowych premier (cztery na dziewięć scenicznych - trzy Haendlowskie i jedna Vivaldiego), a u nas... Szkoda gadać!
Na pociechę pozostaje nam Bydgoski Festiwal Operowy i tak nadzwyczaj barokowy w tym roku (Rameau i Haendel), spróbuję się tym pocieszyć...
Dla zasobnych i chętnych - szczegółowy program tutaj.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Vivaldi i Carmignola na Zamku

Giuliano Carmignola; mat. prom. WOK
W oczekiwaniu na zaskakująco barokową tegoroczną edycję Bydgoskiego Festiwalu Operowego można w stolicy udzielić się instrumentalnie. W ubiegłym tygodniu Haendel w Filharmonii Narodowej, a w najbliższą niedzielę Vivaldi, czyli Cztery pory roku na Zamku Królewskim. Vivaldi jak Vivaldi - śliczny, efektowny (żeby nie napisać efekciarski) i wart słuchania. Zwłaszcza że wykonanie będzie niezwykłe - solistą tego koncertu będzie Giuliano Carmignola, a klasę tego skrzypka nikomu przedstawiać nie trzeba - samo wymienienie znamienitych orkiestr i dyrygentów, z którymi współpracował, zajęłoby zbyt dużo czasu i miejsca. Nie wspominając o nagrodach, rozmaitych Diapazonach itd. Towarzyszyć mu będzie Cappella Gedanensis.
A ja przypominam niezwykłe zupełnie wykonanie tego hitu Vivaldiego na nieistniejącym już festiwalu Masovia Goes Baroque w 2012 przez Il Tempo Armonico z absolutnie genialnym solistą Davide Montim. Lata mijają, a ja wciąż mam wrażenie, że dotknęłam wówczas dzieła mistrza w jego najczystszej, najautentyczniejszej postaci. Czy Carmignola przykryje to wspomnienie?

czwartek, 12 kwietnia 2018

"Concerti grossi" Haendla w Filharmonii Narodowej

Dziś kolejna odsłona cyklu Po prostu Filharmonia!, a w niej Concerti grossi op. 6 (nr 4-8 i 10)
Georga Friedricha Haendla. Podobno powstały w ekspresowym tempie na sezon artystyczny  1739/40 dla wypełnienia przerw podczas koncertów oratoryjnych w londyńskim Lincoln's inn Fields Theatre.  Bo koncerty organowe znudziły się publiczności. Ot! dla Heandla zwykła muzyczna konfekcja. A przy okazji jedna ze szczytowych form instrumentalnych muzycznego baroku. Jednym słowem - uczta dla ucha!

Orkiestra Kore; fot. mat. prom FN
Concerti grossi Haendla są typowe dla ówczesnej muzyki koncertującej, wzorowane na formach wypracowanych na początku XVIII wieku przez Corellego. Czyli ripeno concertino dialogujące ze sobą, niekiedy rywalizujące, niekiedy współpracujące.
Jak zrealizuje je Orkiestra Kore pod kierunkiem klawesynisty Eduarda Lopeza Banzo? Przekonamy się już dziś!