piątek, 10 maja 2019

"Dopo notte", czyli recital Kacpra Szelążka w Studio Lutosławskiego

Solista i Capella podczas koncertu w Studio; fot. IR
Aktywność wszystkich formacji muzycznych związanych z Polską Operą Królewską jest imponująca. Ostatnio zagarnęła pod swoja skrzydła jednego z najpopularniejszych polskich kontratenorów - Kacpra Szelążka. Nie wiem, czy formalnie, czy w ramach współpracy, ale recital w Studio Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego w czwartek 9 maja odbył się pod szyldem POK, a soliście towarzyszyła związana z Operą Królewską orkiestra grająca na instrumentach historycznych, czyli Capella Regia Polona. Bardzo mnie to zresztą cieszy, bo wydarzenia obsługiwane przez POK mają zwykle bardzo dobrą reklamę, odpowiednią oprawę i porządnie wydany program - widać dbałość o widza i jego komfort.
Co do samego koncertu to mam uczucia mieszane. Obserwuję karierę Szelążka do wielu lat, pierwszy raz na scenie widziałam go pięć lat temu w Haendlowskiej Agrippinie na scenie w Łazienkach w ramach pierwszego, jeszcze nienumerowanego Festiwalu Oper Barokowych. (Nota bene we wznawianej w tym roku Agrippinie go nie zobaczymy). A i na tym blogu jedna z najwcześniejszych relacji z marca 2015 recenzują koncert, w którym brał udział (Baroque Living Room w Filharmonii Narodowej). Chwaliłam wówczas nie tylko głos śpiewaka, ale również jego talent aktorski i sceniczną charyzmę, przepowiadając błyskotliwą karierę.
Co do możliwości głosowych i muzycznego talentu wiele z tych przypuszczeń się sprawdziło. Szelążek jest na pewno jednym z najlepiej dziś ocenianych kontratenorów na polskich scenach, w ostatnich latach udało mu się zagrać kilka znaczących ról (Ariodante na scenie WOK, Juliusz Cezar w Teatrze w Wielkim w Poznaniu rok temu). Znaczną część swoich możliwości pokazał też wczoraj, także w ariach z Agrippiny, Ariodanego i Giulio Cesare. Ale to nie zaplanowane Haendlowskie arie stanowiły clou koncertu. Po pierwszej części na bis Szalążek zaśpiewał Glido in ogni vene, dramatyczną arię z Farnacego Vivaldiego, którą niedawno mroziła krew w żyłach Anna Radziejewska - tytułowy bohater inscenizacji przygotowanej przez FOB w 2017 roku, jeszcze w Łazienkach. Czyżby uczeń chciał rzucić wyzwanie mistrzyni? Na zakończenie natomiast usłyszeliśmy na bis Alto Giove z opery Polifemo Porpory - to niezwykłe popularna, popisowa aria, znana z emocjonalnego, kanonicznego dziś wykonania Philippe'a Jaroussky'ego. Jak na tym tle wypada Szelążek? Był wczoraj w niezłej formie, daleko lepszej niż rok temu w Poznaniu podczas wspomnianego Giulio Cesare, ale nie w idealnej. Miał pewne problemy z dołem skali, zdarzały mu się kiksy, a w brawurowej arii Arsace z Partenope w części środkowej kompletnie się pogubił. Co nie zmienia faktu, że wiązanka Haendlowskich przebojów w jego na ogól niezłym wykonaniu okazała się całkiem przyjemna.

Kacper Szelążek w pozie obronnej; fot. IR
I tu pojawia się ta część moich przewidywań, która się nie sprawdziła. Sceniczna charyzma. Już relacjonując premierę poznańską zwracałam uwagę na dość dziwaczne zachowanie Szelążka - jest zupełnie wycofany, unika kontaktu z publicznością, zakłada ręce na piersi w obronnym geście (swoją drogą czy to mu nie przeszkadza w głębszym oddechu?), jakby spodziewał się ataku albo na widok zapełnionych rzędów widzów i słuchaczy odczuwał jakąś nieprzyjemność. I to w dodatku zupełnie niepotrzebnie, bo kontratenor ma zagorzałe grono wielbicieli, które zgotowało mu na koniec owację na stojąco!
Nie jestem psychologiem i nie mnie radzić, co należałoby tu zrobić. Na pewno w akademii muzycznej uczą nie tylko śpiewu, ale również tego, co podczas niego robić z rękami. Trudno dziś pisać o Szelążku, że młody i obiecujący, jak jednak widać, ma jeszcze kilka lekcji do odrobienia.
I jeszcze parę słów o Capelli - ta najmłodsza dziś chyba z orkiestr historycznych świetnie się rozwija i zarówno akompaniując soliście, jak i podczas części instrumentalnych (Concerto grosso op 6 nr 3) grała właściwie bez zarzutu. Capella jest niezwykle pracowita i można jej słuchać niemal w każdym miesiącu podczas koncertów na Zamku Królewskim, w Łazienkach albo w Studio Lutosławskiego. Po świetnym Orfeuszu Monteverdiego na Zamku, czekam z nadzieją na następną dużą premierę z udziałem tej formacji.

poniedziałek, 6 maja 2019

Pasterze na scenie, czyli Haendel w Gliwicach

Twórcy i wykonawcy w komplecie; fot. IR
Co prawda minęło już kilka dni (majówka ma swoje prawa), ale premiera Il pastor fido na scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach 1 maja wciąż mnie cieszy. Nie, żeby było to przedstawienie idealne - miało niewątpliwie wiele świetnych momentów i bardzo udanych pomysłów, zrealizowane też zostało całkiem udatnie, zwłaszcza pod względem muzycznych. Mam kilka zastrzeżeń do reżyserii tego spektaklu, ale nie przesłania mi to niewątpliwej przyjemności obcowania z najprawdziwszą operą Haendlowską i to w dodatku na scenie.
Spektakl zostanie powtórzony w Halle podczas Festiwalu Haendel-Festspiele 1 i 2 czerwca tego roku. Mam nadzieję, że festiwalowa publiczność przyjmie go z takim samym entuzjazmem, jak publiczność w Gliwicach.
Wszystkich zainteresowanych zapraszam do przeczytania szczegółowej relacji tutaj.


piątek, 26 kwietnia 2019

"Il pasto fido" w Gliwicach, czyli Haendel na scenie

Właśnie na takie wydarzenia czekamy! Na scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach zobaczymy 1 maja prawdziwą Haendlowską premierę! W ramach XII Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Dawnej Improwizowanej All'Improvviso odbędzie się premiera (polska prapremiera?) wczesnej opery Georga Friedricha Haendla Il pastor fido.
Festiwal All'improvviso ma już swoja renomę. Ubiegłoroczna premiera Gismondo, re di Polonia Leonarda Vinciego była wydarzeniem dużej muzycznej klasy - świetna {oh!} Orkiestra Historyczna pod wodzą niezawodnej Martyny Pastuszki, znakomita obsada na czele z Maxem Emanuelem Cencicem, z udziałem takich śpiewaków jak Juriy Mynenko, Sophie Junker czy Dilyara Idrisowa, powtórzona wkrótce potem z sukcesem w Theater an der Wien - jest tego najdobitniejszym dowodem (obszerna relacja tutaj).
Tym razem organizatorzy, a więc przede wszystkim Towarzystwo Kulturalne FUGA we współpracy z Teatrem Miejskim w Gliwicach oraz Handel-Festspiele w Halle pokusili się o pełną wersję sceniczną. Przedstawienie wyreżyseruje Daniel Pfluger, Zagra oczywiście {oh!} Orkiestra Historyczna, a zaśpiewają głównie młodzi wykonawcy, spośród których najbardziej cieszy mnie kolejny występ Sophie Junker. Podczas ubiegłorocznej premiery była jednym z najjaśniejszych punktów obsady i jestem odtąd wielbicielką nie tylko jej głosu i muzycznego talentu, ale również nieprzeciętnej urody! Również kontratenora Nicholasa Tamagna mogliśmy usłyszeć podczas ubiegłorocznego przedstawienia w drugoplanowej partii Hermana.
Nic mi nie wiadomo o jakiejkolwiek inscenizacji Il pastor fido w Polsce, sądzę więc, że będzie to prapremiera na naszych scenach. A zobaczyć u nas Haendla w wersji scenicznej to absolutny rarytas!
Dla ciekawych informacji o tej operze zapraszam tutaj, a szczegóły dotyczące tej własnie inscenizacji już przedstawione tutaj. Obszerna relacja pewna!

środa, 24 kwietnia 2019

"Scene buffe" w Teatrze Królewskim

Scene buffe w Teatrze Królewskim, 23 kwietnia próba generalna; fot. IR
No i po tygodniu muzycznej uczty festiwalowej dla miłośników muzyki dawnej, mamy wreszcie coś dla fanów baroku - premierę operową na scenie Teatru Królewskiego w Łazienkach. A jest to premiera ze znaczącym backgroundem.
Partytury intermezzi Alessandra Scarlattiego przywiózł z Drezna do Polski Stefan Sutkowski jeszcze w latach 70. XX wieku. Do realizacji wybrał trzy z nich. Do tej historycznej realizacji odwołuje się dziś Polska Opera Królewska, dedykując premierę Scene buffe swojemu zmarłemu patronowi i mistrzowi, którego druga rocznica śmierci przypadała właśnie 22 kwietnia.
Premierowe przedstawienia obu obsad odbywają się 24 i 25 kwietnia, a ja miałam okazję obserwować próbę generalną we wtorek poświąteczny 23 kwietnia.
Przypomnijmy: krótkie jednoaktowe sceny komiczne wplatano jako odskocznię i odpoczynek pomiędzy akty "właściwego" operowego dzieła. Robili tak niemal wszyscy ze znanych kompozytorów włoskich, a ściślej - neapolitańskich. Robił tak również Scarlatti, a odkryty w drezdeńskiej bibliotece zbiór osiemnastu intermezzi zawiera aż dziesięć partytur tego kompozytora. Z tego zbioru wybrano trzy scenki: Gl'inganni felici, Dafni i Il pawstore di Corinto.
Wszystkie są do siebie podobne: występują w nim dwie postaci, czyli frywolna nimfa/pasterka i ubiegający się o jej względy pasterz, treścią są zawsze scenki przekomarzania się tych par, wszystkie także mają niewątpliwie lekką, frywolną wymowę i równie lekką formę muzyczną. Scarlatti - mistrz neapolitańskiej sceny i kompozytor około stu oper - był również mistrzem tych scenek, a ich muzyczna klasa i wdzięk są niewątpliwe.
Realizację reżyserską powierzono Jitce Stokalskiej, scenografię niezawodnej Marlenie Skoneczko, choreografię Przemysławowi Śliwie. Scenki są dość wiernie utrzymane w zwiewnej rokokowej stylistyce, czemu sprzyjają białe kostiumy, scenografia złożona z ozdobionych kwiatami ruchomych płyt i ruch sceniczny nawiązujący do sielskiej komedii pastoralnej. Spektakl podzielono na dłuższy akt pierwszy z dwoma scenkami i drugi - z trzecią z historyjek. Na scenie przewija się sześcioro postaci - w każdej odsłonie dwoje bohaterów scenki i pozostała czwórka w charakterze pomocników - uczestników i świadków wydarzeń, podających rekwizyty i demonstrujących tytuły poszczególnych scenek na ozdobnych transparentach.  Przygotowano dwie obsady - w kolejnych intermezzi: Iwona Lubowicz/Marta Huptas i Robert Szpręgiel/Karol Skwara, Marta Boberska/Anna Parysz i Sławomir Jurczak/Paweł Michalczuk, Agnieszka Kozłowski/Julita Mierosławska i Witold Żołądkiewicz/Michał Janicki.
Kierownictwo muzyczne całości sprawuje Krzysztof Garstka, dyrygujący od klawesynu muzykami Capelli Regia Polona i akompaniujący solistom. Zarówno instrumentaliści, jak i soliści trzymają poziom. Pod względem muzycznym to przedsięwzięcie udane. A stylowe wnętrze Teatru Królewskiego jest przecież stworzone do takiego repertuaru.
Całość sprawia wrażenia nieco zakurzonej muzealnej błahostki, choć dobrze wykonanej i starannie podanej. Myślę, że Stefan Sutkowski ogląda z góry przedstawienie z życzliwą aprobatą.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Weekend z Pergolesim

Pośrodku Krzysztof Garstka kierujący Capellą, obok niego
Katarzyna Krzyżanowska i Sylwester Smulczyński; fot. IR
Wczorajszy koncert na Zamku Królewskim - mimo utrudnień komunikacyjnych - cieszył się pełną widownią. Może to zasługa oryginalnego repertuaru, bo konia z rzędem temu, kto często ma okazje posłuchać utworów Dietricha Buxtehudego, zwłaszcza jego kantat.
Oczywiście nazwanie tego kompozytora nauczycielem Bacha jest pewną przesadą, jednak jego wpływ na młodego Jana Sebastiana jest niewątpliwy. Uważa się go głównie za kompozytora utworów organowych, ale zachowało się także sporo dzieł wokalnych, pośród których Membra Jesu nostri patientis sanctissima BuxWV 75 zajmuje miejsce szczególne. To zbór kantat opisujących kolejne części ciała umęczonego Jezusa (czyli tytułowe membra), które prawdopodobnie stanowiły całość, być może wykonywaną łącznie, być może w kolejnych dniach Wielkiego Tygodnia. Niewątpliwie stanowią formę zamkniętą, co podkreśla finałowe Amen (powtórzone wczoraj na bis).
Kolejne kantaty mają podobną budowę - krótkie instrumentalne concerto, chór, trzy króciutkie arie (ariosa?) solowe, w duecie bądź trio, i powtórzenie chóru. Wyróżnia się kantata szósta, poświęcona sercu Jezusa - nie tylko dużą emocjonalnością, ale również wprowadzeniem consortu viol da gamba. Poszczególne kantaty są różne w nastroju - część bardzo liryczna, część ekspresyjna bądź dysonansowa.
To niewątpliwie muzyka zupełnie inna niż ta, którą uprawiał Bach, ale jej uroda jest niewątpliwa - zwłaszcza dla miłośników XVII-wiecznego baroku z jego lekkością i zamiłowaniem do improwizacji. Mnie koncert zachwycił, zwłaszcza że był całkiem przyzwoity wykonawczo - zespół grający w Polskiej Operze Królewskiej na instrumentach dawnych, czyli Capella Regia Polona niewątpliwie się rozwija, co obserwuję ze wzrastającą satysfakcją. Śpiewały Marta Boberska i Katarzyna Krzyżanowska oraz Sylwester Smulczyński i Patryk Rymanowski.
Z miłych nowinek: na 24 kwietnia POK przygotowuje nową premierę barokową w Teatrze Królewskim w Łazienkach. Będą to trzy intermedia Alessandra Scarlattiego ułożone jeszcze przez Stefana Sutkowskiego w przedstawienie pod tytułem Scene Buffo.
A barokowa passa trwa: dziś kantaty Bacha w ramach cyklu Bach 200, jutro na Stabat Mater Pergolesiego w Bemowskim Centrum Kultury zaprasza Warsaw Camerata, w sobotę Pasja Janowa na Zamku w realizacji Warszawskiej Opery Kameralnej, która również w niedzielę 14 kwietnia zaprasza do Wilanowa na koncert poświęcony w największej części Stabat Mater Pergolesiego. Uff...
A od poniedziałku Misteria Paschalia, czyli trzeba się pakować do Krakowa!

czwartek, 4 kwietnia 2019

Muzyczna Wielkanoc

Trzeba przyznać, że okres przed Wielkanocą jest muzycznie bardzo intensywny. Przede wszystkim
przed każdym miłośnikiem muzyki dawnej staje dylemat: Gdańsk czy Kraków, czyli Actus Humanus Recutectio czy Misteria Paschalia. Oba festiwale mają fantastyczny repertuar, znakomite programy i znanych, często wybitnych wykonawców. Najgorzej, jak ktoś mieszka w pół drogi pomiędzy oboma miastami - np. w Warszawie - dylemat może wręcz sparaliżować!
Czas wielkopostny jest też okresem wzmożonego zainteresowania Bachem i jego Pasjami, Haendlem i jego Mesjaszem i w ogóle barokowymi kantatami, których obecność w repertuarze scen muzycznych w tym własnie czasie wydaje się konieczna. Dlatego zaplanowanie kolejnej odsłony cyklu Bach 200. 200 kantat Bacha na 200-lecie Uniwersytetu Warszawskiego na 11 kwietnia w kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy w ogóle mnie nie dziwi. Tym razem usłyszymy kantaty BWV 8 39 i 14 w wykonaniu młodych śpiewaków i Międzyuczelnianej Orkiestry Barokowej pod wodzą Zbigniewa Plicha, a niewątpliwym bonusem jest wstęp wolny na koncert.
Polska Opera Królewska natomiast postawiła - ku mojemu zdziwieniu - na pewną oryginalność i w najbliższym tygodniu w środę 10 kwietnia zaprasza na koncert ze swojego cyklu Muzyka dawna na Zamku Królewskim na kantaty... Dietricha Buxtehudego z cyklu Membra Jesu Nostri. Zaśpiewają wokaliści związani z ta sceną (Marta Boberska, Katarzyna Krzyżanowska, Sylwester Smulczyński i Patryk Rymanowski i chór POK), a zagra oczywiście Capella Regia Polona.
A w kolejnym tygodniu - już festiwalowo!

wtorek, 12 marca 2019

Muzyczne dylematy cd.

Ten długowłosy blondyn wyglądający jak
członek zespołu haevy metalowego ze Szwecji to
Bjorn Schmelzer, szef Graindelavoix; fot. Nowe Epifanie
Jak już sygnalizowałam wcześniej - marzec jest w tym roku wyjątkowo bogaty muzycznie, a
miłośnicy muzyki dawnej naprawdę mają w czym wybierać.
Ważna i trudna decyzja przed nami już jutro! Na festiwalu Nowe Epifanie w kościele Ewangelicko-Reformowanym wystąpi 13 marca zespół wokalny Graindelavoix. Po ubiegłorocznym koncercie, który odbył się w niezwykłej scenerii Muzeum Geologicznego i w jego świetnej akustyce, tym razem miejscem muzycznej uczty będzie kościół w Alejach Solidarności, często wykorzystywany muzycznie, więc nie tak niezwykły. Koncert też nie będzie tak długi, jak ubiegłoroczny - usłyszymy Nuper rosarium Flores Guilliaume'a Dufay, ale znając możliwości Graindelavoix, będzie to z pewnością muzyczne misterium.
A jeśli ktoś - z jakiś zupełnie niezrozumiałych przyczyn - nie trafi na ten koncert, może z podniesioną głową uczestniczyć w kolejnej odsłonie Muzyki dawnej na Zamku i posłuchać kantat Bacha HWV 17, 7 i 22 w wykonaniu artystów Polskie Opery Królewskiej.
A tym, którzy wybiorą w środę Graindelavoix, pozostaje na pociechę drugi koncert POK. W piątek 15 marca w Studio Lutosławskiego koncert Synowie Bacha, a w nim wybór utworów Carla Philippa Emanuela, Johanna Christiana, Wilhelma Friedemanna i Johanna Berharda. Niezłe pocieszenie!