niedziela, 20 października 2019

Nowy sezon w Polskiej Operze Królewskiej

W środę 16 października Polska Opera Królewska zaprosiła grono zaprzyjaźnionych mediów na konferencję prasową poświęconą z jednej strony rozpoczynającemu się własnie kolejnemu sezonowi, z drugiej - pierwszemu ważnemu wydarzeniu tego sezonu, czyli zbliżającej się premierze opery Henry'ego Purcella Dido and Aeneas. O premierze za chwilę, a na początek kilka ważnych informacji o nowym sezonie w POK.
Andrzej Klimczak, który jest już pełnoprawnym dyrektorem POK, deklaruje kontynuację specyficznego klimatu, jaki scenie w Łazienkach nadał jej twórca, czyli Ryszard Peryt. Stąd zastrzeżenia, że będzie "po Bożemu", stąd liczne paralele i szukanie rocznic i nawiązań. A w nowym sezonie w tym własnie nurcie tradycyjnym premiery Cyrulika sewilskiego Rossiniego (20.12) i La finta gardiniera Mozarta (czerwiec?), obie wyreżyseruje Jitka Stokalska, a poprowadzi David Runtz, który stał się chyba stałym dyrygentem orkiestry POK.
Nie porzuca też POK baroku (na szczęście!), stąd premiera opery Purcella (26 i 27.10), a w drugiej połowie sezonu Haendlowska Rodelinda, którą wyreżyseruje Janusz Wiśniewski. W obu spektaklach grać będzie Capella Regia Polona pod Krzysztofem Garstką.
POK uczci, oczywiście, stulecie urodzin papieża-Polaka, ale zrobi to w sposób nieoczekiwany, premierą zamówionej specjalnie na tę okazję opery Krzesimira Dębskiego Hiob na motywach dramatu Karola Wojtyły z 1940 roku o tym tytule. Operę wyreżyseruje Tomasz Cyz, a premierę przewidziano na 14/15 maja przyszłego roku. Dzieło jest in statu nascendi i nikt go jeszcze nie słyszał, ale znając Cyza, może to nie być tak całkiem "po Bożemu".
Komplet premier obejmuje również przewidziany na połowę listopada Śpiewnik domowy Moniuszki w reżyserii Andrzeja Strzeleckiego i koncertową wersję Requiem Tomasza Opałki w Studio S1 (24.04).
Większą część spotkania poświęcona jednak Purcellowi, z nostalgią wspominając jego WOK-owską
wersję z lat 90-tych ubiegłego wieku - występowała w niej m.in. Olga Pasiecznik, która teraz będzie jedną z Dydon, obok Anety Łukaszewicz, a Belindę - podobnie jak obecnie - śpiewała Marta Boberska. Padła deklaracja, że tej Perytowskiej wersji "pozostaniemy wierni". To mnie nieco przeraziło, bo co prawda nie widziałam tej opery w WOK w latach 90-tych, ale miałam okazję obejrzeć jej wznowienie w 2015 i naprawdę nie chciałabym znów oglądać jej na scenie! (Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego - moja relacja z tego spektaklu tutaj). Na szczęście reżyserii podjęła się Natalia Kozłowska, w której gust i kompetencje ufam, a która przygotowywała własnie to dzieło Purcella jako swoją pracę dyplomową w Collegium Nobilium w 2010 roku. Mówiła zresztą o swojej wizji opery ze swobodą i entuzjazmem, co pozwala mieć nadzieję na spektakl nieprzypominający wizyty w rekwizytorni starego teatru. Jest zresztą jedną z najzdolniejszych reżyserek operowych w Polsce, co potwierdziła wielokrotnie, równiez na scenie w Łazienkach. (O swoim stosunku do barokowego repertuaru mówiła ciekawie w wywiadzie w 2016 roku). O swojej interpretacji Wiedźmy opowiadała też Dorota Lachowicz (również ze starej obsady), za to Eneaszem będzie młody tenor Michał Janicki i różnica wieku pomiędzy głównymi protagonistami w operze będzie zdaje się jednym z ciekawych wątków tej inscenizacji. Opera jest krótka, ale będzie bogatsza o prolog ujęty - wg słów reżyserki - jako "teatr w teatrze". Tak więc - mimo początkowych obaw - zawieszę swój sceptycyzm na kołku i dam szanse Purcellowi i scenie w Łazienkach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz