czwartek, 2 grudnia 2021

Bachowskie Oratorium na Boże Narodzenie w trzech odsłonach

Co jakiś czas nie wiedzieć czemu wybucha moda na jakiś konkretny utwór. Na przykład na wiosnę 2020 roku Pasję wg św. Jana Johanna Sebastiana Bacha planowało Narodowe Forum Muzyki, Festiwal Actus Humanus, Festiwal Misteria Paschalia, Polska Opera Królewska i Warszawska Opera Kameralna. Uczestniczenie we wszystkich koncertach graniczyłoby z cudem. Ale jak wiadomo nadejście pandemii skutecznie zniweczyło te plany i koniec końców nie wykonano żadnej z zapowiadanych Pasji

Ta sytuacja przypomniała mi się całkiem niedawno, kiedy Facebooka zalały reklamy wykonań Oratorium na Boże Narodzenia Johanna Sebastiana Bacha - w grudniu, w Warszawie, tym razem tylko trzech, a właściwie dwóch i pół.

Oratorium na Boże Narodzenie (BWV 248) to tytuł na wyrost. Tak naprawdę jest to zbiór sześciu kantat Bachowskich do wykonania podczas świąt Bożego Narodzenia, Nowego Roku i Trzech Króli. Są to po kolei: I: Jauchzeit, Frohlocket, auf, preiset die Tage; II: Und es waren Hirten in derselben Gegend; III: Herrscher himmels, erhore das Lallen; IV: Fallt mit Danken, fallt nit Loben; V: Ehre sei dir, gott, gesungen; VI: Herr, wenn die stolzen Feinde schnauben. Wykonanie wszystkich sześciu naraz jest trudne, dlatego najczęściej wykonuje się trzy pierwsze na jednym koncercie i trzy pozostałe na drugim.

Taką metodę przyjęła Polska Opera Królewska, która obie części Oratorium przedstawiła na Zamku Królewskim 1 i 2 grudnia. Zagrała oczywiście Capella Regia Polona pod dyrekcją Krzysztofa Garstki. W każdej części skład solistów był nieco inny, jednak przyciągały znane i lubiane głosy Iwony Lubowicz, Jana Jakuba Monowida, Jarosława Bręka, a także Jacka Szponarskiego i Tomasza Krzysicy. Nie zabrakło oczywiście chóru, czyli Zespołu Wokalnego POK.

Identyczną metodę przyjęła Filharmonia Narodowa, w której wszystkie kantaty zostaną wykonane 17 i 18 grudnia. Zagra Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyrekcja Stephena Laytona. Jako soliści wystąpią natomiast: Ingrida Gapova, Guy James, Nick Pritchard i Neal Davies. Zaśpiewa także Chór Filharmonii.

Skromniej na tym tle wypada Warszawska Opera Kameralna, która zaprasza na Zamek Krółewski 12 grudnia. Podczas tego koncertu zostaną wykonane trzy pierwsze kantaty składające się na Bachowskie Oratorium. Zagra oczywiście Zespół Instrumentów Dawnych WOK Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pod dyrekcją Dirka Vermeulena, a wystąpią Dorota Szczepańska, Jan Jakub Monowid, Aleksander Kunach i Artur Janda. 

Jak widać z tego przeglądu - do wyboru, do koloru. Można zaliczyć Oratorium na Boże Narodzenie kilkakrotnie, można wybrać najciekawszą opcję. Korzystajmy, póki obostrzenia pandemiczne jeszcze nie zniweczyły tych planów!

sobota, 27 listopada 2021

Britten w Łazienkach

To moje drugie spotkanie z operą współczesną, po poruszającym monogramie Iaina Bella na festiwalu w Świdnicy. Inscenizacja Gwałtu na Lukrecji Benjamina Brittena zainteresowała mnie i ze względu na temat, i ze względu na interesujące zdjęcia i migawki z tego spektaklu. Postanowiłam sprawdzić, jak opera bardziej współczesna niż Haendel czy Mozart, a nawet Moniuszko, zabrzmi w Teatrze Królewskim w Łazienkach. Obejrzałam spektakl wczoraj, 26 listopada z Dorotą Lachowicz w partii tytułowej (gra tę rolę wymiennie z Anną Radziejewską).

Gwałt na Lukrecji to opera kameralna. Powstała w 1946 roku i szczupłość obsady zarówno instrumentalnej (13-osobowa orkiestra), jak i wokalnej (8 solistów) była uwarunkowana trudnościami powojennej rzeczywistości scenicznej. Jednak na warunki teatru w Łazienkach taka kameralna obsada wykonawcza wydaje się wręcz wymarzona. 

Historia jest prosta, oparta na wydarzeniach opisanych przez Tytusa Liwiusza w jego historii Rzymu, a podejmowana również przez twórców w wiekach późniejszych, żeby nie szukać daleko np. przez Williama Szekspira w jego poemacie The Rape of Lucrece. Kanwą opery Brittena jest jednak sztuka Le Viol de Lucrece autorstwa Andre Obeya, którą zaadaptował zaprzyjaźniony z kompozytorem Roland Duncan. A w dzisiejszej dobie, gdy rośnie świadomość kultury gwałtu i sprzeciw wobec niej, ta historia nabiera szczególnego znaczenia. 

Lukrecja i Kollatyn to kochające się małżeństwo. Podczas kampanii wojennej pod nieobecność Kollatyna pod jego dach wprasza się książę Tarkwiniusz i nocą gwałci panią domu. Lukrecja nie może znieść tego, co ja spotkało, i choć wstrząśnięty małżonek próbuje ukoić zrozpaczoną żonę, ta na jego oczach popełnia samobójstwo. Część wydarzeń, takich jak pijackie rozmowy w obozie rzymskich wojaków, przybycie Tarwiniusza do domu Kollatyna, scenę gwałtu i samobójstwo Lukrecji obserwujemy na własne oczy, część zaś jest nam relacjonowana przez dwie postaci narratorów, uosabiające chór męski i żeński. Nie tylko opowiadają nam o tym, co dzieje się poza sceną, ale też komentują wydarzenia. O ile relacje są zwykle ciekawe, o tyle komentarze próbujące w cała historię wpleść wątki chrześcijańskie, wydają się tyleż niestosowne, co pretensjonalne. Ten niepotrzebny wkład Duncana w opowiadaną historię jest najsłabszą stroną opery.

Muzyka angielskiego kompozytora jest natomiast wspaniała - nie tylko nadąża za akcją wydarzeń i je ilustruje, ale też w zupełnie niebywały sposób modeluje emocje odbiorcy. I od razu muszę oddać sprawiedliwość orkiestrze POK - mimo zaledwie 13 instrumentalistów brzmienie jest bogate, nasycone i w niektórych scenach wręcz monumentalne. Orkiestrę prowadziła Lilianna Krych i to prowadziła świetnie - wszystkie niuanse muzyczne wygrane zostały znakomicie, do ostatniej nuty.

Soliści z obsady, którą słyszałam są również godni pochwały. Dorota Lachowicz to przecież znakomity głos. Jej męscy protagoniści, czyli Remigiusz Łukomski jako Kollatyn i Grzegorz Żołyniak jako Tarkwiniusz starali się jej dorównać. Ja jednak chciałabym szczególnie wyróżnić oba chóry, czyli Joannę Talarkiewicz i Rafała Żurka. Oboje nasycili swoje partie do granic możliwości - emocją, refleksją i liryzmem. Interpretacja muzyczna w pełni wynagradzała bolesną niekiedy miałkość treści.

Inscenizacja Kamili Siwińskiej wyjęła historię spoza ram czasu, scenografia i kostiumy, bardzo oszczędne i neutralne, nadały historii wymiar uniwersalny: przemoc i tragedia wybrzmiały w pełni. Większość pomysłów inscenizacyjnych była bardzo trafiona. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie scena nocnego galopu Tarkwiniusza, opowiedziana przez chór, i liryczna scena prządek w domu Kollatusa - obie świetnie pomyślane i znakomicie "wygrane". 

Stwierdzam, że warto wyjść czasem poza barokową "bańkę" i przeżyć coś zupełnie innego. A Gwałt na Lukrecji to spektakl, który warto zobaczyć!



czwartek, 18 listopada 2021

Nowy/stary "Castor et Pollux"

Po półtorarocznej przerwie Warszawska Opera Kameralna powraca do swego niezrealizowanego projektu, czyli polskiej prapremiery opery Jeana-Philippe'a Rameau Castor et Pollux. Pierwotnie spektakl wyreżyserowany przez Dedę Cristinę Colonnę miał się odbyć 21 marca 2020 roku, ale ze względów pandemicznych premierę tę odwołano. Nad projektem zapadła cisza, która dopiero niedawno została przerwana. Na szczęście projekt nie został całkowicie porzucony, a prapremiera pod nowym kierownictwem muzycznym Benjamina Bayla i z tylko częściowo zmienioną obsadą odbędzie się w WOK 26 listopada. Zważywszy na niewątpliwie świetne przedstawienie Armidy Lully'ego, poprzedniej premiery Colonny w Operze Kameralnej, również ze scenografią i kostiumami Francesca Vitali i pod kierunkiem muzycznym Benjamina Bayla, powrót do Rameau niezmiernie cieszy. Trzymam kciuki i życzę powodzenia. I oby obecna sytuacja pandemiczna nie zakłóciła tego znakomicie zapowiadającego się wydarzenia!

niedziela, 14 listopada 2021

Bydgoska Scena Barokowa - finał

 

Ten post jest niestety mocno spóźniony, ale poziom finałowego koncertu Bydgoskiej Sceny Barokowej 2021 zasługuje jednak na szczególne podkreślenie. Koncert, o którym mowa, odbył się 7 listopada w Bydgoszczy i zwieńczył znakomicie tegoroczną edycję festiwalu.

Na koncert finałowy wybrano premierę opery Domenica Scarlattiego Tolomeo e Alessandro. Wystawiono oczywiście wersję koncertową, nieco skróconą, najprawdopodobniej o część recytatywów. Na scenie mogliśmy zobaczyć trzech niewątpliwie najbardziej "gorących" polskich kontratenorów: Rafała Tomkiewicza, Kacpra Szelążka i Michała Sławeckiego. Więcej szczegółów dotyczących przedstawienia w naszej zakładce Relacje i na stronie dolcetormento.pl.


czwartek, 4 listopada 2021

"Platea" Rameau w Łodzi

To jedna z najmilszych niespodzianek, z jakimi sie ostatnio zetknęłam. Odkryłam mianowicie, że dziś i jutro (4 i 5 listopada) w Akademii Muzycznej w Łodzi odbędzie sie premiera sceniczna opery Jeana-Philippe'a Rameau "Platee". To bardzo znane dzieło, tzw. ballet bouffon, czyli tłumacząc na język potoczny - opera komiczna z dużym udziałem baletu. Spektakl realizują studenci trzech muzycznych uczelni: Akademii Muzycznej w Łodzi, Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie i Haute Ecole de Musique w Genewie, a także studenci baletu z łódzkiej AM. Spektakl reżyseruje Natalia Kozłowska, kierownictwo muzyczne sprawuje Marcin Sompoliński. Grać będzie Międzyuczelniana Orkiestra Barokowa, którą przygotowuje Jakub Kościukiewicz. Jednym słowem - grono opiekunów zacne i sprawdzone.

Dzieło Rameau jest znane i obecne na światowych scenach, jednak w Polsce nigdy nie było wystawiane, jak wiele innych dzieł mistrza, choć materiał muzyczny i sceniczny jest w nim bardzo wdzięczny. Opera francuska nie ma u nas wielu fanów, popularniejsza jest oczywiście opera włoska. W ogóle dzieła barokowe spotkać można tylko na specjalnych scenach, takich jak Warszawska Opera Kameralna czy Polska Opera Królewska - duże teatry akceptują opery dopiero "od Mozarta". Jednak Natalia Kozłowska ma już na koncie kilka realizacji Rameau, np. Les Indes Galantes w Bydgoszczy czy Pigmaliona dla Warszawskiej Opery Kameralnej. Dlatego ogromnie mnie cieszy ten spektakl - w dodatku w pełej wersji scenicznej i - jak twierdzi sama reżyserka - uwspółcześnionej. Zresztą fabuła tego dzieła - intryga polegająca na zainscenizowaniu niby romansu Jowisza z żabią nimfą Plateą, aby z jednej strony rozbroić zazdrośc Junony, z drugiej zaś obśmiać brzydką żabę - aż sie prosi o współczesny sztafarz. Będzie więc o szkolnym prześladowaniu i wykluczeniu i sądzę, że młodzi wykonawcy będa się w tym czuli szczególnie dobrze.

Dokładne informacje o spektaklu na stronie. A przy okazji zapraszam do przeczytania wywiadu z Natalią Kozłowską, którego udzieliła mi kilka lat temu (jak ten czas leci!). Wybieram się dopiero jutro na drugą premierę, całemu zespołowi przygotowującemu to wydarzenie życzę powodzenia!

czwartek, 28 października 2021

Oratorium Haendla - finał Baroku w Radości

Tegoroczny X Festiwal Barok w Radości będzie miał naprawdę mocny finał. Koncert odbędzie sie w
bardzo spektakularnym miejscu, czyli w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królwskich, a zabrzmi tam najbardziej chyba znane oratorium Georga Friedricha Haendla Il Trionfo del Tempo e del Disinganno.

To pierwsze, najstarsze oratorium, powstałe jeszcze podczas pobytu młodego artysty we Włoszech, ma zresztą strunkturę stricte operową - niewiele recytatywów, arie, duety, a nawet kwartet, zupełny brak chórów. Jest to właściwie moralitet, w którym Piekno i Przyjemność odrzucają właściwą sobie płochość i ustepuja przed mocą Czasu. Operowa konstrukcja zachęcała wykonawców do przedstawienia oratorium w wersji scenicznej, co przy kompletnym braku fabuły nie jest łatwym zadaniem. Najbardziej spektakularną inscenizację opracował Krzysztof Warlikowski - pokazano ją na festiwalu a Aix-en-Provance w 2016 roku. W naszym archiwum mamy relację z tego przestawienia autorstwa Gosi Cichockiej.

Oratorium najczęściej wystawiano jednak koncertowo, a śpiewali w nim najlepszi wykonawcy. Nic zresztą dziwnego - to znakomity materiał, prawdziwa kopalnia tematów i motywów, wykorzystywanych później przez samego Haendla w znanych operach, żeby wymienić choćby najbardziej znaną arię Lascia la spina, która w operze Rinaldo przeobraża się w słynny Haendlowski przebój Lascia ch'io pianga.

Informacje o niedzielnym koncercie już sa na naszej stronie, zamiast opisu akcji zamieściłam spis arii (za włoską wikipedią), może byc pomocny w odbiorze.

To arcydzieło Haendla załuguje na stała obecnośc na scenach, bardzo się cieszę, że Barok w Radości pozwala nam na taką niebywała przygode, jak spotkanie z tym cudownym dziełem. Wykonawcom życzymy poiwodzenia!

niedziela, 24 października 2021

Monteverdi w Bydgoszczy

Na festiwal Bydgoska Scena Barokowa wybierałam sie już w ubiegłym roku, ale niestety premiera opery Filandro Porpory padła ofiarą drugiej fali pandemii i została odwołana - można było jedynie obejrzeć fragmenty on line. W tym roku organizatorzy zapraszają 7 listopada na premierę opery Domenica Scarlattiego Tolomeo e Alessandro, mam nadzieję, że tym razem premiera dojdzie do skutku. 

Ale oprócz operowego finału, festiwal zaprasza również na kilka ciekawych i różnorodnych koncertów. To zarówno recitale, jak i koncerty monograficzne. Taki własnie koncert zatytułowany Il ciel e la terra, a poświęcony madrygałowej twórczości Claudia Monteverdiego, mogliśmy wysłuchać w ostatnią sobotę 23 października w bydgoskim kinie Pomorzanin. 

Grono wykonawców sobotniego koncertu w komplecie; od prawej Ingrida Gapova, Elżbieta Izdebska, Matylda Staśko-Kotuła, Szymon Szetela, Aleksander Rewiński i Marcin Pawelec; fot. IR

O mojej miłości do Monteverdiego nie musze chyba przekonywać. Wystarczy przypomniec sobie, jak nazywa się ten blog. Każdy poświęcony madrygałom mistrza koncert jest w stanie wyrwać mnie z bezruchu i zmusić do podróży. Tak było i tym razem. Podejście do tej niezwykłej muzyki jest bardzo różne. Można Monteverdiego nieco "ułatwić" i podać jak zbiór przebojów, co od lat robi - z niezłym skutkiem - Christina Pluhar i jej L'Arpeggiata. Można z madrygałów zrobić nieziemskie misterium, podczas którego czas staje w miejscu a słuchacze przenoszą się w równoległą rzeczywistość, co stało się moim udziałem podczas koncertu Lest Arts Florissants - grupy pod kierunkiem Paula Agnew - na Fastiwalu Actus Humanus w Gdańsku. Twórcy sobotniego koncertu w Bydgoszczy stanęli jakby w pół drogi pomiędzy tymi skrajnościami. Nie była to zabawa konwencją i muzyką, ale do perfekcji i magii Les Arts Florissants było też dość daleko. Aranżacje Doroty Zimnej, grającej na klawesynie, były dopracowane, z pomysłem, dobór madrygałów z VII i VIII księgi dość przewidywalny i przebojowy. Wykonawcy stanęli na wysokości zadania, śpiewali z zaangażowaniem i należytą ekspresją. Wyróżniłabym Ingidę Gapovą (świetne Lamento della ninfa), Aleksandra Rewińskiego i Marcina Pawelca. Nie mam też zastrzeżeń do gry formacji Intemperata, kameralnej, ale brzmiącej harmonijnie i stylowo. Wielkim plusem był pomysł wyświetlania przetłumaczonych tekstów w tle sceny, co bardzo ułatwiało odbiór poszczególnych utworów. Madrygały to przecież 'poezja śpiewana', więc ten zabieg znakomicie ułatwiał zarówno podążanie za tekstem pieśni, jak i uchwycenie tego, jak za treścia poezji podąża muzyka mistrza z Cremony.

Jednym słowem - dla wszystkich fanów Monteverdiego - udany wieczór.