wtorek, 30 czerwca 2026

Lang Lang gra Beethovena

Sezon festiwalowy w Warszawie trwa - Polska Opera Królewska ma swój letni festiwal, Warszawska Opera Kameralna Festiwal Mozartowski, a obie spotykają się nieoczekiwanie na nowym festiwalu Centralny Plac Muzyki. Ma placu przed Pałacem Kultury zbudowano scenę, ustawiono ogromne telebimy, widownię z krzesełkami (potwornie niewygodnymi nota bene), wokół miejsca stojące i barierki i program bardzo ciekawy, wart nawet tego, żeby w zbyt ciepły czerwcowy wieczór wyruszyć na te event.

Gwiazdą wczorajszego koncertu był niesamowity chiński pianista Lang Lang, występujący w Polsce po wielu latach nieobecności. Otwierający koncert wspominał wykonane przez niego w filharmonii oba koncerty fortepianowe Chopina, ja natomiast przypomniałam sobie, jak w lutym 2016 roku grał w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu z Symfonikami Waszyngtońskimi Koncert fortepianowy a-moll Griega - było to dla mnie przeżycie nie lada, pisałam o nim zresztą na tym blogu. 

Fot. IR

Tym razem zagrała Orkiestra Polskiego Radia pod kierunkiem Bassema Akiki, grając w pierwszej części uwerturę do Koriolana Beethovena i dialogującą z muzyką mistrza Con brio Jorga Widmanna (kompozycja z 2008 roku). A po krótkiej przerwie już Lang Lang i V Koncert fortepianowy Es-dur "Cesarski". Przy całym wzięciu pod uwagę nagłośnienia i być może niezbyt fortunnego wzmocnienia fortepianu, a zwłaszcza jego basów (patrz relacja Doroty Szwarcman na jej blogu w Polityce), brawura wykonawcza, swoboda, oryginalność interpretacji, a zwłaszcza niesamowite piana i pianissima Lang Langa były łatwo rozpoznawalne. Po 10 latach od wrocławskiego koncertu interpretacja nie wydawała mi się aż tak kontr-tradycyjna jak ówczesna, ale z pewnością wywiera własne piętno na wszystkim, czego tknie. Na bis dostaliśmy Mazurek D-dur Chopina (miodzio!) i Clair de lune Debyssy'ego w tak subtelnej interpretacji, jakiej nigdy jeszcze nie słyszałam. Przy tym ostatnim utworze błogosławiłam wzmocnienie fortepianu, a przeklinałam ryczących na warszawskich ulicach motocyklistów. 

A w środę Czarodziejski flet i Polska Opera Królewska!

środa, 6 maja 2026

"The Fairy Queen" zaskakująco świeże

Plany przenikają się i nakładają na siebie; 
fot. Karolina Jóźwiak
Tak jak zapowiadałam, oglądałam pierwszą premierę maski Henry'ego Purcella The Fairy Queen w Polskiej Operze Królewskiej. Spektakl okazał się bardzo ciekawie zainscenizowany, a zarówno reżyseria Kamili Siwińskiej, jak i kostiumy Doroty Kołodyńskiej były znakomicie wymyślone. Mimo pozornie komediowej fabuły spektakl poruszał całkiem poważne i bardzo współczesne problemy, takie jak
toksyczne związki czy manipulacje uczuciowe. Wykorzystano wszystkie możliwe środki wyrazu, a więc zarówno muzykę, śpiew, grę aktorską, jak i projekcje filmowe. Dokonano tego jednak z wyjątkową precyzją, tak że nakładające się na siebie obrazy i wątki przeplatają się i uzupełniają harmonijnie.

Nie zawodzą też wykonawcy, przede wszystkim Capella Regia Polona prowadzona przez Krzysztofa Garstkę. W scenach aktorskich grają młodzi wykonawcy, w projekcjach otrzymujemy kolejną warstwę teatralną m.in. z Tytanią w interpretacji Ewy Błaszczyk. A chór i grono solistów spisują się znakomicie!

Żałuję, że nie widziałam drugiej obsady, choć o pierwszej mogę się wyrazić tylko w superlatywach, co też czynię w mojej dość obszernej relacji na dolcetormento.pl. Zapraszam do lektury i mam nadzieję, że w następnym sezonie spektakl pojawi się znowu. Gorąco polecam!

środa, 22 kwietnia 2026

Purcell ante portas

W sobotę 25 kwietnia Polska Opera Królewska przedstawi premierowe przedstawienie The Fairy Queen Henry'ego Purcella. Z tej okazji zorganizowano konferencję prasową, na której przedstawiono jego twórców, oraz pokazano fragmenty spektaklu.

Dzieło Purcella to semi-opera, albo - używając nomenklatury angielskiej - maska. Libretto jest oparte na znanej komedii Szekspira - przygotowując premierę, POK chce uczcić 410 rocznicę śmierci mistrza ze Stanford. Jak wiadomo, maska była specyficznie angielską formą sceniczną, w której poszczególne części sztuki w wykonaniu aktorów przeplatały się z muzyką. The Fairy Queen to jednak dzieło monumentalne - przewidziana przez kompozytora całość trwałaby około pięciu godzin. Na to oczywiście realizatorzy się nie porwali i przytomnie dokonali skrótów. 

Od lewej: Krzysztof Garstka, Jarosław Staniek (ruch sceniczny), Dorota Kołodyńska (kostiumy), Kamila Siwińska i dyrektorka POK Magdalena Kaczorowska, a także prowadzący konferencję; fot. IR

Warto tu wspomnieć o dwóch zabiegach, jakich dokonała reżyserująca spektakl Kamila Siwińska. Pierwszy to uwspółcześnienie aktorskich scen spektaklu, i to nie tylko kostiumowe czy sceniczne, ale także dokonane dzięki przygotowaniu przez Małgorzatę Sikorską-Miszczuk nowego tłumaczenia libretta i fragmentów dzieła Szekspira. Mogliśmy to zobaczyć i usłyszeć podczas scenicznej prezentacji. Drugi z istotnych zabiegów to przeniesienie części granej przez autorów sztuki w świat wirtualny - oglądamy jej projekcję z Tytanią - Ewą Błaszczyk i Oberonem - Krzysztofem Strużyckim w rolach głównych. Natomiast aktorskie sceny z dwiema zagubionymi w ateńskim lesie parami kochanków odgrywać będą aktorzy na żywo. 

Na te całkiem nieoczekiwane warstwy nakłada się muzyka w wykonaniu Capelli Regia Polona prowadzonej przez Krzysztofa Garstkę oraz śpiew solistów i chóru POK. Wśród solistów większość stałej grupy obsadzającej opery w Łazienkach z Olgą Pasiecznik na czele. W programie przedstawiono dwie obsady, przewidziano też dwa spektakle. Występujący soliści i chór noszą kostiumy nawiązujące do XVII-wiecznych sukni dworskich, co wygląda malowniczo i oryginalnie. Niestety, na razie przewidziano tylko dwa przedstawienia, ale mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie będzie więcej możliwości obejrzenia i posłuchania dzieła Purcella.

Szczegóły obsady wkrótce na dolcetormento.pl. Pojawi się tam także sprawozdanie z premiery z 25 kwietnia. Z pokazanych fragmentów i z wypowiedzi reżyserki wynika, że Polska Opera Królewska oddaliła się nareszcie od swego wieloletniego credo, czyli "po Bożemu". Spektakl wydaje się zaskakująco oryginalny i ciekawy. Jak w gąszczu przenikających się warstw teatru i opery odnajdzie się dzieło Purcella - dowiemy się już w sobotę!

poniedziałek, 30 marca 2026

Wielki Tydzień muzyczny

Rozpoczyna się właśnie Wielki Tydzień, a z nim dwa wydarzenia konkurujące o uwagę miłośników muzyki dawnej: krakowskie Misteria Paschalia i gdańskie Actus Humanus Resurrectio. Wybór trudny, zwłaszcza że oba wydarzenia od lat cieszą się renomą, a organizatorzy zapraszają na festiwale znanych i popularnych wykonawców. 

I tak w tegorocznych misteriach znajdziemy m.in. Collegium Vocale 1704 z Responsoria i Miserere Zelenki, Vox Luminis z Pasją Sebastianiego i Stabat mater Steffaniego, Le Concert de la Loge z Resurrectio Haendla, a oprócz tego wiele innych koncertów, w tym najbardziej spektakularny w kopalni w Wieliczce, a także wystawy, warsztaty, wykłady i wiele innych atrakcji.


A co w Gdańsku? Ensemble Correspondances z kantatami Bacha, Tallis Scholars, Accademia Bizantina z programem z sobotniego koncertu w NOSPR i Lezione Porpory, Les Musiciense de Saint-Julien z kompozycjami Purcella i Blowa - z dwoma kontratenorami: Timem Meadem i James'em Hallem. A to tylko kilka punktów w programie tego festiwalu. 

Pozostaje zazdrościć mieszkańcom Krakowa i Gdańska. niestety Warszawa - choć zaprasza na Festiwal Beethovenowski - nie ma żadnej propozycji dla wielbicieli muzyki dawnej. Smuteczek.



Pergolesi w opałach

Sobotni koncert Śladami Pergolesiego (28.03.26) w pięknej sali NOSPR miał niestety posmak słodko-gorzki. O ile Accademia Bizantina grała naprawdę wspaniale, a Concerto Grosso Geminianiego było doskonałe, o tyle kompozycje Pergolesiego nie zabrzmiały tak, jak tego oczekiwałam. Susanne Jerosme była niedysponowana, dlatego przewidziane dla niej Salve Regina a-moll wypadło z repertuaru. W Stabat mater zastąpiła ją młodziutka sopranistka Paulina Makarowska, studentka katowickiej uczelni i oczywiście zaśpiewała jak na studentkę całkiem nieźle, zademonstrowała silny, czysty głos sopranowy, wielce obiecujący na przyszłość. Ale do doskonałości interpretacyjnej tak specyficznego dzieła jak Stabat mater Pergolesiego trochę jej jednak brakowało.

Druga z solistek Delphine Galou, która wystąpiła w Salve Regina f-moll i jako drugi głos w Stabat mater była też najwyraźniej niedysponowana - ledwo dało się ją słyszeć. Mam nadzieję, że to chwilowa niedyspozycja, a jej piękny alt, który tyle razy miałam już okazję podziwiać - choćby w Orlando furioso Vivaldiego na Opera Rara w Krakowie w 2011 - nie umilkł na stałe. 

Tak więc mimo starań maestro Dantone, koncert nie był niestety udany i choć publiczność nagrodziła wykonawców, a zwłaszcza młodą sopranistkę burzą oklasków, to jednak rozczarowanie przeważało - po cudownej muzyce Pergolesiego i statusie zapowiadanych wykonawców spodziewać się należało czegoś znacznie więcej.

czwartek, 26 marca 2026

Pergolesi w Katowicach

Jak na czas przed Wielkanocą przystało, instytucje muzyczne prezentują repertuar religijny związany z tym okresem w liturii. NOSPR postawił na Giovanniego Battistę Pergolesiego, a zwłaszcza na jego oszałamiająco piękne Stabat mater. Z tym dziełem zawita do Katowic 28 marca Accademia Bizantina ze swoim liderem Ottaviem Dantone. Do zespołu dołączą dwie solistki - sopranistka Suzanne Jersosme i alcistka Delphine Galou - obie już kilkakrotnie występujące w Polsce.

Accademia Biznatina, mat. prom. NOSPR

Stabat mater poprzedzą dwie kompozycje Salve Regina - a-moll na sopran i f-moll na głos altowy - również Pergolesiego, a w pierwszej, instrumentalnej części koncertu usłyszymy Concerto Grosso op. 3 nr 6 Francesca Geminianiego. Znakomita orkiestra i dwie świetne solistki to gwarancja kolejnego udanego koncertu w akustycznie doskonałej sali NOSPR. Koncert wart podróży!

wtorek, 17 marca 2026

Pergolesi na Kamionku


Po intensywnym lutym marzec rozkręca się leniwie. Ale zanim na pojadę do Katowic na występAccademia Bizantina z Susanne Jerosme i Delphine Galou Śladami PegolesiegoSinfonia Varsovia zaprasza w czwartek 19 marca o 19.30 na koncert w kościele na Kamionku. Zagra Sinfonia, a zaśpiewa znakomita para solistów, czyli Dorota Szczepańska i Rafał Tomkiewicz. Tu w planach również nieziemsko piękne Stabat master Pergolesiego, a ponadto dwa utwory orkiestrowe z czasów zdecydowanie późniejszych: Ralpha Williamsa Fantazja na temat Thomasa Tallisa z 1910 i ...and birds are still... Takashi Yoshimatsu z 1998 roku. 

Zestawienie ciekawe, a na dokładkę wstęp wolny. Polecam całym sercem!