Festiwal Chopin i jego Europa nie jest w moim
kalendarzu festiwalem numer jeden, ale oczywiście staram się uczestniczyć we
wszystkich barokowych wydarzeniach podczas tej imprezy. W tym roku wypatrzyłam
dwa ważne koncerty z tej właśnie puli i trzeba przyznać, że oba były w swoim
gatunku doskonałe!
 |
Soliści wtorkowego koncertu i orkiestra Collegium 1704, ostatni po lewej Vaclav Fuks; fot. IR |
W wtorek 24 sierpnia wystąpił znany i wielokrotnie obecny w
Polsce (choćby w końcu lipca na festiwalu Sopot Classic) zespół z Pragi
Collegium 1704 – zarówno zespół
wokalny, jak i orkiestra – prowadzone przez
Vaclava Fuksa. W pierwszej części usłyszeliśmy fragmenty
Missa Triumphalis Marcina Mielczewskiego
i
Missa 14 Bartłomieja Pękiela, w
drugiej –
Missa 1724 Jana Dismasa Zelenki, kompozytora, w którego
twórczości specjalizuje się ta czeska orkiestra. Ukłon w polską stronę okazał
się udany – zarówno kompozycje Mielczewskiego, jak i fragmenty mszy Pękiela,
zagrane w kameralnym składzie instrumentalnym, subtelnie i z właściwym muzyce
XVII-wieku liryzmem, pięknie zabrzmiały w wykonaniu czeskiego ensemblu. Swoje
skrzydła rozwinęli w pełni jednak dopiero podczas mszy Zelenki.
Msza 1724 nie
powstała jako jeden cykl, została złożona przez Luksa z kilku osobnych
fragmentów, jednak skomponowanych przez Zelenkę mniej więcej w tym samym
czasie. A był to dla kompozytora trudny okres po stracie ojca – nastrój żałobny
dało się uchwycić także w tej mszy. Zarówno skład instrumentalny orkiestry, jak
i znakomity chór, którego członkowie śpiewali również partie solowe były wykonane
znakomicie i koncert zakończył się zasłużoną owacją na stojąco!
 |
Maestro Herreweghe (na zdjęciu tyłem) prowadzi swoją genialną maszynerię |
Zupełnie inny nastrój zapanował w filharmonii w piątek 27
sierpnia. Z programem
Dolcissima mia vita wystąpił zespól
wokalny
Collegium Vocale Gent
prowadzony przez
Philippe'a Herreweghe.
I było to
prawdziwe misterium! Artyści wykonali cztery pięciogłosowe madrygały
z piątej księgi (1611) Carla Gesualdo. Sam Gesualdo to postać godna filmu, a
może nawet thrillera – książe, dziwak i odludek, pasjonat muzyki i kompozytor,
a zarazem szaleniec i morderca – a całe to pomieszanie znakomicie widoczne w
jego twórczości! Przyznam, że nie znam jej bardzo szczegółowo, najbardziej
znane są chyba
Responsoria tenebrae i tych udało mi się kilkakrotnie wysłuchać. Na piątkowy koncert wybrano
cztery madrygały świeckie, które jednak pełne są właściwej temu kompozytorowi
niebywałej ekspresji, muzyki pełnej dysonansów i kontrastów, przepełnionej bólem
i goryczą, tak silnie kontrastującymi z tytułowym wyznaniem o 'najsłodszym życiu'.
Ale największe wrażenie zrobiło na mnie zupełnie niebywały wykonanie – śpiewacy
prowadzeni ręką mistrza Herreweghe funkcjonowali jak jeden organizm, każdy głos
słyszalny osobno, a równocześnie wszystkie fantastycznie współbrzmiące, z
wyrazistą dynamiką, intensywną i poruszającą harmonią. Tak perfekcyjnego
'zgrania' zespołu wokalnego chyba jeszcze nie słyszałam. Może tylko w 2016
podczas koncertu Huelgas Ensemle Paula van Nevela. Nawet opisywany przeze mnie niedawno
w superlatywach występ nomen omen The Gesualdo Six w Świdnicy nie zrobił na mnie takiego
wrażenia. Absolutna perfekcja, prawdziwe misterium muzyki i emocji, z których
nie sposób się otrząsnąć, wielka klasa. Cudowny wieczór!