środa, 6 kwietnia 2022

Na Wielkanoc - Bachowskie "Pasje"

Właściwie to nic dziwnego. Po Pasje Johanna Sebastiana Bacha sięgają artyści od zawsze. Nic lepiej nie ilustruje tragicznej i mistycznej strony męczeńskiej śmierci Zbawiciela, jak muzyka kantora z Lipska.

Plakat autorstwa Anety Kosin

Melomani dziela sie oczywiście na zwolenników Pasji wg św. Jana i Pasji wg św. Materusza, chyba mniej więcej po połowie. Pasja Mateuszowa jest dłuższa, wymaga większego aparatu wykonawczego i chyba mocniej oddziałuje na emocje słuchaczy. Za to Pasja Janowa jest bardziej spójna i cechuje ją "surowa prostota".

W pamiętnym 2020 roku Pasja Janowa królowała na polskich scenach. doliczyłam sie wówczas chyba sześciu planowanych wykonań, z których żadna nie doszła do skutku z powodu lockdowanu. W tym roku również Pasja wg św. Jana ma liczebną przewagę, ale wielbiciele Pasji wg św. Mateusza mają też swoją szansę. A pasyjny sezon zaczyna już w najbliższy piątek 8 kwietnia Filharmonia Opolska, zapraszając na Pasję wg św. Mateusza. W zaplanowanym koncercie wystapi wielu znakomitych solistów, m.in. Anna Radziejewska i Jarosław Bręk.

A 9 kwietnia mamy do wyboru dwa wykonania Pasji Janowej. Warszawska Opera Kameralna zaprasza do archikatedry św. Jana w Warszawie na koncert, podczas którego wystapią m.in. Simone Kermes, Rafał Tomkiewicz i Artur Janda, grać będzie oczywiście Musiacae Antiquae Collegium Varsoviense prowadzone przez Michała Maciaszczyka. Za to w Ruinach Teatru Victowia Gliwicach w ramach festiwalu All'Imporovviso Pasję Janową wykonają soliści z Ensemble Polyharmonique, a zagra zespół Arte dei Suonatori pod dyrekcją Marcina Świątkiewicza. Koncert zostanie powtórzony nazajutrz w Bielsku Białej.

To oczywiście nie wszystko. Na Pasję Janową zaprasza również Polska Opera Królewska, która wykona dzieło na Zamku Królewskim w Warszawie 13 kwietnia. Zaśpiewają znani soliści POK, m.in. Marta Boberska i Robert Gierlach, a zagra oczywiście Capella Regia Polona prowadzona przez Krzysztofa Gastkę.

A dla tych, którzy mają problem z wyborem, którą Pasję wolą, Jan Tomasz Adamus z Capellą Cracoviensis przygotował na 10 kwietnia w Krakowie Bach EXTREME, czyli wykonanie obu Pasji jednago dnia: Janowej o 14.00 w Teatrze Słowackiego i Mateuszowej o 18.00 w Filharmonii Krakowskiej.

Szczegóły z Kalendarium. Zapraszam!

niedziela, 3 kwietnia 2022

Serenata Hassego w Łazienkach

 Finałowy koncert festiwalu In tempore regum Polskiej Opery Królewskiej 2 kwietnia wypełniła w całości serenata Johanna Adolfa Hassego Marc'Antonio e Cleopatra. to drugie wykonanie tego niewielkiego rozmiarami, ale zachwycającego materiałem muzycznym dziełka, jakie zanotowałam. Pięć lat temu serenata gościła na festiwalu Opera Rara. I nic dziwnego - jest wyjątkowo błyskotliwym i wdzięcznym utworem, daje też skromnej liczebnie ekipie, bo zaledwie dwojgu solistom znakomity materiał do wykazania swoich umiejętności. Z tej okazji skorzystali Dagmara Barna i Rafał Tomkiewicz, którym towarzyszyła Capella Regia Polona prowadzona tym razem przez Władysława Kłosiewicza. Serenata Hassego w ich wykonaniu zachwyciła publiczność, której entuzjastyczny aplauz zachęcił artystów do bisu - finałowy duet w postaci niemal tanecznego duetu zabrzmiał po raz wtóry.

Wieczór bardzo udany, udowadniający ponad wszelką wątpliwość, że wystawienie nawet niewielkiego dzieła dużej klasy daje dobry efekt. I nic dziwnego - to dzięki powodzeniu tej serenaty Hasse zyskał swoją prestiżowa posadę maestro di capella na królewskim dworze w Dreźnie i stał się nadwornym kompozytorem Augusta III. 

Bohaterowie wieczoru, czyli Rafał Tomkiewicz i Dagmara Barna, przy klawesynie Władysław Kłosiewicz; fot. IR

Przyznać muszę, że nie słyszałam wykonania serenaty w krakowskich Sukiennicach pięć lat temu, czego po wczorajszym koncercie bardzo żałuję. Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie z tym dziełem.

Bardziej szczegółowa relacja na stronie dolcetormento.pl.

piątek, 1 kwietnia 2022

In tempore regum - kantaty w Łazienkach

Festiwal In tempore regum trwa w najlepsze, na kolejnym koncercie w Teatrze Królewskim 31 marca wysłuchaliśmy Kantat dla królowej Marii Józefy. Tytuł trochę na wyrost - pierwsza z kantat dedykowana była młodziutkiej księżniczce, w drugiej sama wystąpiła. Tym niemniej z obiema miała coś wspólnego, więc tytuł koncertu nie był zupełnie abstrakcyjny. 

Podczas wczorajszego koncertu zmieniono zapowiadaną kolejność utworów i jako pierwsza zabrzmiała kantata Il giorno natalizio dell'imperatrice Amalia Wilhelmina Giuseppe Porsilego do tekstu Pietra Paratiego z roku 1717. W kantacie występowały pierwotnie dwa soprany i trzy alty, ale podczas koncertu wystąpiły cztery solistki: Marta Boberska, Anna Radziejewska, Iwona Lubowicz i Aneta Łukaszewicz - ta ostatnia wykonywała dwie partie. Solistkom towarzyszyło tylko basso continuo prowadzone od klawesynu przez Liliannę Stawarz. Całość była nieco przydługa i monotonna. Osoby dramatu to alegoryczne postacie Sławy, Chwały, Wiosny, Flory i Jutrzenki, recytatywy przeplatały się z ariami dość regularnie, wychwalając na wszelkie możliwe sposoby jubilatkę, której zadedykowano utwór. Kantata jakich na dworach powstawały dziesiątki, nie porywała kompozytorską inwencją. Prawdę mówiąc, tylko znakomitej klasie solistek zawdzięczałam opór przed ogarniającą mnie sennością. 

Stoją: Marta Boberska, Anna Radziejewska, Kacper Szelążek,
Lilianna Stawarz, Iwona Lubowicz i Aneta Łukaszewicz; fot.IR.
Drugie z dzieł, kantata L'Istro Francesca Contiego do libretta Apostolo Zeno powstała dla uczczenia zaślubin księżniczki Marii Józefy z saskim księciem, późniejszym Augustem III, a została wykonana podczas uroczystości weselnych 20 sierpnia 1717 roku. To kantata solowa, pierwotnie wykonywał ją kastrat Tonino, w Łazienkach tę wysoką, sopranową partię wykonał - przyznać trzeba bardzo efektownie - Kacper Szelążek. Partytura jest stosownie do wydarzenia bardzo uroczysta, a jej charakter podkreślają często używane trąbki. Podczas wczorajszego koncertu trąbki zaczęły fałszywie, ale na szczęście szybko się rozegrały i w dalszej części kantaty brzmiały już nieźle, zwłaszcza, że ich linia melodyczna często była równoległa do partii śpiewanych i to współbrzmienie aż prosiło się o perfekcję. Utwór był zdecydowanie krótszy, bardziej efektowny i łatwiejszy w odbiorze. Orkiestra prowadzona przez Liliannę Stawarz spisywała się nieźle, usiłując wydobyć zawarte w partyturze bogactwo brzmieniowe utworu. 

A w sobotę 2 kwietnia efektowne zakończenie festiwalu - serenata Hassego Marc'Antonio i Cleopatra ze znakomitą parą solistów: Dagmarą Barną i Rafałem Tomkiewiczem.

niedziela, 27 marca 2022

In tempore regum - inauguracja

In tempore regum to jeden z festiwali firmowanych przez Polską Operę Królewską - nieodmiennie zachwyca mnie nieustająca aktywność tej instytucji. Festiwal In temopore regum jest poświęcony muzyce czasów Sasów, na muzycznej scenie pojawia się po raz drugi. Nie jest to festiwal bardzo znany, ma na razie charakter lokalny, ale jego konsekwentnie barokowy repertuar i ambicje Opery Królewskiej dobrze wróżą. Niewątpliwie najciekawszym punktem tego festiwalu będzie kantata Antoniusz i Kleopatra Hassego, przewidziana na finał 22 kwietnia, w której zaśpiewają Dagmara Barna i Rafał Tomkiewicz. 

Koncert inauguracyjny 26 marca - przeniesiony z Zamku, zajętego w ten wieczór przez prezydenta Bidena, na scenę w Łazienkach - był w całości Bachowski. W pierwszej części usłyszeliśmy Suitę orkiestrową C-dur BWV 1066, w drugiej natomiast kantatę Lass uns sorgen, lass uns wachen BWV 213, nietypową, bo zdecydowanie świecką, a nawet mitologiczną. Była dedykowana przez kompozytora księciu Fryderykowi Chrystianowi, synowi Augusta III, na dzień jego urodzin 5 września 1733 roku. Autorem libretta tej kantaty zatytułowanego "Herkules na rozdrożu" jest Picander, a treścią utworu są wahania tytułowego bohatera, który spotykając na swej drodze Rozkosz i Cnotę, musi wybrać jedną z nich. Herkules wybiera oczywiście Cnotę, a zstępujący z niebios Merkury dokonuje śmiałego porównania cnotliwego herosa z młodym księciem, któremu dedykowany jest utwór. Jest to więc typowa kantata dworska z czwórką solistów i chórem otwierającym i zamykającym utwór.

Jako soliści wstąpili Marta Boberska jako Rozkosz, Jacek Szponarski jako Cnota, Jakub Foltak jako Herkules i Paweł Michalczuk jako Merkury. Uwagę zwraca przede wszystkim Jakub Foltak, który coraz śmielej podejmuje się coraz ambitniejszych zadań muzycznych, wróżę mu nie od dziś dużą karierę. Jego wysoki kontratenor świetnie predestynuje go do barokowego śpiewu, widać też rosnące umiejętności techniczne.

Komplet wykonawców, czyli soliści, chór i Capella ukryta w kanale orkiestrowym; fot. IR

Największe uznanie należy się jednak Zespołowi Instrumentów Dawnych POK, czyli Capelli Regia Polona, prowadzonemu od pozytywu przez Krzysztofa Garstkę. Ten zespół wciąż robi postępy, a od pierwszych występów w roku bodajże 2018(?) dzielą go lata świetlne. Znaną i bardzo popularną Suitę C-dur wykonali z odpowiednią brawurą i niemal bezbłędnie, w kantacie nieco kulały rogi, ale nie tak znów bardzo, a zresztą to pięta achillesowa wszystkich zespołów barokowych. Słucham ich z rosnącą przyjemnością i cieszę się, że po renomowanych kapelach z Wrocławia, Krakowa i Katowic także Warszawa zyskuje pomału zespół instrumentalistów, którego nie musi się wstydzić. Mam nadzieję, że ten postęp będzie stały, za co trzymam kciuki


niedziela, 13 marca 2022

Żądze górą, czyli "Koronacja Pompei" w Operze Królewskiej

Nowy spektakl przygotowany rzez polska Operę Królewską, czyli L'incoronazione di Poppea Claudia Monteverdiego miał dwie premiery (5 i 6 marca) i jedno przedstawienie 8 marca. Udało mi się uczcić Dzień Kobiet obejrzeniem właśnie tego spektaklu i było to wyjątkowo udane święto.

Monteverdi napisał operę, której treść od zawsze uważana jest za kontrowersyjną. Oparte na faktach libretto Busenella opowiada, jak Poppea i Neron zostają małżeństwem, pozbywając się swoich dotychczasowych małżonków i wszystkich przeciwników tego związku, zwłaszcza mentora Nerona, czyli Seneki. Genialna muzyka Monteverdiego jest tym razem ilustracją miłości występnej, a co gorsza - zwycięskiej. Podziwiam odwagę mistrza, który porzucił obowiązkowe w wielu dziełach operowych tego czasu moralizowanie i obdarzył występnych kochanków najpiękniejszymi muzycznymi frazami.

Spektakl zrealizowany przez Operę Królewską opiera się na znakomitych wykonawcach, w tym przede wszystkim na kreującym rolę Nerona Kacprze Szelążku. Neron niemal nie schodzi ze sceny, a wyrazisty, mocny i pełen emocji głos tego znakomitego kontratenora służy tym razem oddaniu uczuć i poczynań okrutnego cesarza. 

Komplet wykonawców wraz z prowadzącym orkiestrę Krzysztofem Garstką; fot. IR

Inscenizacja opery, którą wyreżyserowała Natalia Babińska, łączy w sobie elementy antyczne i barokowe, wiele w niej zabawy rozmaitymi konwencjami, nie brak też humoru - zresztą w samej operze patos i głębokie emocje są przeplatane groteską i żartem. Wszystko to udało się ująć całkiem udatnie, głównie dzięki grupie niezawodnych solistów i instrumentalistów. 

Więcej wrażeń w relacji na dolcetormento.pl

wtorek, 8 marca 2022

Graindelavoix i Josquin Nieumarły

Belgijski zespół Graindelavoix jest od lat obecny na festiwalu Nowe Epifanie. Jego szef Bjorn Schmelzer nie tylko kieruje tym zespołem, lecz jest równocześnie twórcą multimedialnym - w tym roku prezentuje np. swój film "Van Eyck Diagrams. Spuścizna historyka sztuki Gerarda van den Ackera". 

Dla miłośników muzyki dawnej koncert Graindelavoix jest zawsze wydarzeniem. Nie tylko ze względu na ciekawy repertuar - w 2018 zaprezentowali Nieszpory cypryjskie i Ciemne jutrznie Gesualda, i oba koncerty były niezapomniane. W tym roku poświęcili koncert twórczości Josquina des Prez, a ściślej wyborowi jego utworów, który zawarli na swojej płycie Josquin Nieumarły.

Rok 2021 był rokiem Josquina des Prez ze względu na przypadającą wówczas 500 rocznicę jego śmierci. Stąd wiele koncertów, żeby wspomnieć choćby występ The Gesualdo Six na Festiwalu Bach Świdnica czy znakomity koncert  Ensamble Celement Janequin na festiwalu Barok w Radości. 

Jednak to, co prezentuje Graindelavoix brzmi zupełnie inaczej. Zespół dokonuje specyficznej interpretacji muzyki, prezentując niezwykle oryginalną manierę wykonawczą: wyrazistą dynamikę, os subtelnego wyciszonego śpiewu po niemal krzyk, specyficzną ozdobność prowadzenia linii melodycznej, wyraźne inspiracje śpiewem wschodnim, chętne operowanie dysonansem. Wszystko to, co znamy z poprzednich koncertów, zostało zaprezentowane także wczoraj, 7 marca, w kościele Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie. Solistom towarzyszyli tym razem instrumentaliści grający na cytrze i lutni. Monotonny, a jednak przykuwający uwagę i wprowadzający niemal w trans śpiew zespołu w zupełnie wyciemnionym wnętrzu kościoła był przeżyciem niezwykłym. 

A Bjorn Schmelzer nadal wygląda jak fan wardruny, który właśnie zsiadł z Harleya. Jak dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają!



niedziela, 6 marca 2022

Mineccia na Zamku

No i doczekaliśmy się wreszcie w Warszawie recitalu jednego z najlepszych obecnie kontratenorów scen europejskich, czyli Filippa Minecci. Artysta występował już w Polsce wielokrotnie, sama miałam okazję dwukrotnie go słuchać na koncertach w ramach festiwalu Opera Rara: jako Unulfa w Haendlowskiej Rodelindzie w 2013 i jako Ottone w L'incoronazione di Poppea w 2015. Natomiast jego koncert podczas Misteria Paschalia (nie pamiętam już w którym roku) nie doszedł do skutku - Mineccia się rozchorował i zastąpiła go wówczas, śpiewając z oh! Orkiestra Historyczną, Sonia Prina. Sam Mineccia występował też bodajże dwukrotnie na Cromer Biecz Festiwal z własnym, bardzo oryginalnym programem przygotowanym specjalnie na to wydarzenie. Dziś znakomity kontratenor wystąpił z recitalem na Zamku Królewskim, a wydarzeniu patronował Warszawska Opera Kameralna.

Koncert został zatytułowany Barok Neapolitański i rzeczywiście, został poświęcony twórczości jednego z całkiem zapomnianych neapolitańskich twórców oper barokowych Domenico Sarro, konia z rzędem temu, kto zna jego twórczość (bycie muzykologiem się nie liczy). Jednak Wikipedia wymienia aż 33 tytuły jego oper, podkreśla również jego twórczość kantatową. Jak mogliśmy się zorientować podczas koncertu i jak nas poinformował sam artysta - Sarro to typowy przedstawiciel neapolitańskiej opery, a w jego twórczości - wybrane arie z kilku oper zostały ułożone niemal chronologicznie - zaobserwować możemy znakomicie rozwój jego stylu: od wczesnego, inspirowanego Scarlattim, po opery w stylu galant. Program został starannie ułożony, arie di brawura przeplatały się z lirycznymi, usłyszeliśmy również jedna arię z Cantata a tre voci z towarzyszeniem basso continuo i wiolonczeli (na której zresztą przepięknie grał Jakub Kościukiewicz).

Klasa i poziom Filippa Minecci to rzeczywiście najwyższa artystyczna półka. Znakomicie panuje nad głosem, wykorzystując wszystkie jego walory, głębokie, intensywne brzmienie, zróżnicowaną dynamikę i przede wszystkim jest mistrzem interpretacji. Opowiadając o tematyce przygotowanych przez siebie arii żartobliwie skwitował, że 85 procent jest o miłości. Ale tylu odcieni miłości, jakie usłyszeliśmy dziś na Zamku, naprawdę rzadko można odnaleźć.

Artyście towarzyszyła Orkiestra Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varcoviense prowadzona od skrzypiec przez Radosława Kamieniarza. Orkiestra brzmiała jak marzenie, dawno nie była w tak świetnej formie! Dynamiczna, precyzyjna w utworach brawurowych, grająca miękko i subtelnie w ariach lirycznych. Już pierwsza uwertura z opery Le gare generose została wykonana perfekcyjnie. Dalej było tylko lepiej.

Na bis Filippo Mineccia wykonał zachwycającą arię Dormi, o fulmine di guerra z oratorium Giuditta Alessandra Scarlattiego. Musi ją bardzo lubić, bo na youtube znajduje się kilka nagrań tej arii w jego wykonaniu z towarzyszeniem różnych orkiestr. Przesłuchałam wszystkie, ale to, co zdarzyło się dziś na Zamku bije wszystkie te nagrania na głowę. To była prawdziwa magia, którą mogą czarować tylko prawdziwi mistrzowie! Publiczność nagrodziła ten występ owacją na stojąco. Bo też tyle tylko mogliśmy zrobić, żeby wyrazić nasz zachwyt. Cudowny wieczór!