czwartek, 19 października 2017

Bach 200 UW

W oczekiwaniu na premierę Lully'ego w Warszawskiej Operze Kameralnej weekend pod znakiem Bacha.
W Pałacu Kazimierzowskim kolejna odsłona cyklu "Bach 200 UW - 200 kantat Bacha na 200-lecie Uniwersytetu Warszawskiego".
Tym razem kantaty świeckie, w tym dwie w języku włoskim!
Usłyszymy BWV 203 "Amore traditore", BWV 202 "Weichet nur batraubte Schatten" i BWV 209 "Non sa che sia dolore". Zagra zespół Scepus Baroque pod kierownictwem Andrzeja Zawiszy (formacja odpowiedzialna za festiwal Barok na Spiszu!), zaśpiewają Katarzyna Wiwer i Dawid Biwo.

poniedziałek, 9 października 2017

Warszawska Opera Kameralna - zmartwychwstanie?

Mimo jak najgorszego stylu, w jakim rozbito i zdziesiątkowano zespół Warszawskiej Opery
Kameralnej i mimo pozbycia się z niego najwybitniejszych polskich specjalistów śpiewu barokowego - WOK zdaje się jednak funkcjonować! Przedstawienia trwają, a na listopad zapowiedziano wreszcie barokowa premierę! Na dokładkę jest to coś do tej pory na polskich scenach kompletnie nieobecnego - Jean-Baptiste Lully! Nie mogę wprost wyjść ze zdumienia.
5 listopada WOK przedstawi premierę Armidy Lully'ego, wyreżyserowanej przez Dedę Cristine Colonnę. Zapowiedziano sześć przedstawień. Nazwiska wykonawców nic mi nie mówią, zagra Musicae Antiquae Collegium Varsoviense, czyli zespół dawnych instrumentów.
A 8 grudnia następna premiera - Tango Mikołaja Dobrzyńskiego wg Mrożka.
Ha! Pożyjemy, zobaczymy. Może trzeba będzie ogłosić, że wiadomości o śmierci Opery Kameralnej były przesadzone. Oby! Zrobiłabym to z największą przyjemnością.

środa, 27 września 2017

Max Emanuel Cencic w Gliwicach

Max Emanuel Cencic; fot. Anna Hoffmann
To dość niespodziewane wydarzenie. Festiwal Muzyki Dawnej Improwizowanej All Improvviso jest co prawda dość znany, ale tak znamienitego kontratenora chyba jeszcze nie miał okazji gościć. Max Emanuel Cencic to najwyższa półka - na szczęście lubi śpiewać w Polsce. gościł wielokrotnie na Opera Rara w Krakowie, a także na festiwalu Actus Humanus w Gdańsku. Tym razem zaśpiewa w Ruinach Teatru Victoria w Gliwicach 30 września, a będzie mu towarzyszyła {oh!}Orkiestra Historyczna. W programie popisowe arie Haendla, Vivaldiego i Porpory, czyli to, co lubimy najbardziej!
Niestety nie uda nam się pojechać do Gliwic - na osłodę nasze ulubione zdjęcie Cencica, zwane familiarnie 'Max w warzywniaku'...

piątek, 22 września 2017

Nieszpory Braniewskie

Zespół Męski Gregorianum; fot. IR
Niewielki, kameralny koncert. Dziś w kościele jezuickim na Świętojańskiej wystąpił Zespół Męski Gregorianum z arcyciekawym repertuarem - zbiorem utworów liturgicznych - psalmów, responsoriów i antyfon - zebranych pod wspólnym mianem Nieszporów Braniewskich. A to z tej okazji, że utwory pochodzą ze zbiorów Collegium Hosianum, czyli pierwszej szkoły jezuickiej powstałej w 1564 roku jako fundacja Biskupa warmińskiego Stanisława Hozjusza. Zbiory padły łupem Szwedów podczas potopu, jednak zachowały się druki i rękopisy z XVI i początków XVII wieku w bibliotece uniwersyteckiej w Uppsali. Utwory opracował i częściowo zrekonstruował Jacek Iwaszko (muzykolog z UW, jeden z członków zespołu) - mieliśmy okazję wysłuchać premiery tego materiału muzycznego po blisko 400 latach zapomnienia.
Zespół Męski Gregorianum to grupa kilku (dziś śpiewało ośmiu) śpiewaków, kierowanych przez Berenikę Jozajtis. Specjalizują się w muzyce renesansowej, a ich konikiem jest repertuar wawelskich rorantystów. W zespole śpiewają utalentowani wokaliści, a niektórzy robią nawet międzynarodową karierę, jak to się zdarzyło Jakubowi Józefowi Orlińskiemu, którego w Gregorianum mogliśmy posłuchać jeszcze kilka lat temu, a który występuje dziś na najlepszych scenach operowych Europy!

wtorek, 19 września 2017

Mozart by Currentzis

Currentzis przyjmuje owację; fot. IR
Po dwóch dobach od finału Wratislavii, czyli od niedzieli 18 września - a był to, o czym za chwilę, finał bardzo mocny - kilka słów refleksji o zamykającym festiwal koncercie. Wedle zapowiedzi miał to być spektakl w Operze Wrocławskiej - La clemenza di Tito Wolfganga Amadeusa Mozarta. Mimo operowej sceny, nie był to jednak spektakl, a wersja koncertowa - co oczywiście zrozumiałe. Ale czy to na pewno była Łaskawość Tytusa Mozarta? Nie jestem muzyczną purystką, ale mam niejakie wątpliwości.
Teodor Currentzis jest dyrygentem ekscentrycznym, choć odnosi liczne sukcesy. Jego inscenizacja Don Giovanniego w Permie - gdzie jest dyrektorem artystycznym opery i baletu - ma świetną opinię. Sformowane przez niego Orkiestra i Chór MusicAeterna (powstała w 2004 w Nowosybirsku, ale przeniosła się w 2010 ze swoim założycielem do Permu) prezentuje poziom wybitny. To było zresztą słychać już od pierwszych taktów - lekka, niebywałe dynamiczna uwertura wydawała się uosobieniem mozartowskiego stylu. Sam Currentzis w dość luźnym czarnym  stroju tańczył, dyrygując, a grupa skrzypków, grająca na stojąco (!), tańczyła wraz z nim.
Ale Currentzis nie byłby sobą, gdyby nie przerobił Mozarta po swojemu. Zmiany dynamiki - długie zawieszenia-chwile ciszy pomiędzy frazami, skrajne zmiany tempa - zawrotne i lekkie na przemian z ciężkim i mrocznym rozwleczonym niemal do granic, zdecydowany prymat emocji nad konstrukcją formy, a w końcu komentarz do akcji opery, który stanowiły fragmenty Mszy c-moll Mozarta wplecione pomiędzy poszczególne akty (także wyjątkowo oryginalnie podane) - wszystko to uczyniło ze spektaklu absolutnie 'autorską' wersję Łaskawości Tytusa. Czułam się trochę jak na koncercie Lang Langa w lutym ubiegłego roku, podczas którego genialny Chińczyk grał Koncert fortepianowy a-moll Griega - gdybym nie znała niemal każdej nuty, nie poznałabym wówczas Griega, a w niedzielę - Mozarta. I sama nie wiem, czy to zarzut...

Od lewej: Janine De Bique, Anna Lucia Richter. Karina Gauvin, Stephanie d'Oustrac i Maximilian Schmitt. bokiem stroi bohater wieczoru Teodor Currentzis; fot. IR
W porównaniu z grająca zupełnie nieprawdopodobnie orkiestrą i doskonale z nią zgranym chórem, soliści wypadli nieco bladziej. Karina Gauvin w roli Vitelli trzymała swój dobry poziom, świetna była Stephanie d'Oustrac - szalenie dramatyczna w roli rozdartego pomiędzy miłością a przyjaźnią Sesta, podporządkowana bez reszty wizji dyrygenta (manieryczna wersja "Parto"), nieźle śpiewała Jeanine De Bique partię Annia i Sir Willard White - Poublia. Zupełnie nieprzekonujący był dla mnie Maximilian Schmitt jako tytułowy Tito i zbyt subretkowa Anna Lucia Richter jako Servilla.
W sumie - całość oszałamiająca, wieloznaczna i dająca do myślenia. Mocny finał Wratislavii!

niedziela, 17 września 2017

"Brockes-Passion" Telemanna na Wratislavia Cantans

Owacja na zakończenie koncertu 16.09.2017; fot. IR
Jeśli kiedykolwiek znów zadam sobie pytanie, dlaczego kocham barok w muzyce, do liryki Monteverdiego, uczuciowości Haendla, wirtuozerii Vivaldiego i metafizyki Bacha na pewno włączę Telemanna i jego theatum musicum. W jego Brockes-Passion jest wszystko, co w baroku kocham najbardziej. Precyzyjna przemyślana forma, konsekwencja w jej budowie, a równocześnie kłębowisko uczuć i emocji niemal nieokiełznane. Wszystko to uosabia gigantyczne przedsięwzięcie, którego podjął się dyrektor artystyczny festiwalu Wratislavia Cantans, Giovanni Antonini ze swoją orkiestrą Il Giardino Armonico, świetną grupą solistów i oboma chórami Narodowego Forum Muzyki, realizując oratorium pasyjne Georga Philippa Telemanna, znane pod nazwą Brockes-Passion. Dwa koncerty z 15 i 16 września stanowiły jeden z końcowych punktów programu festiwalu, który nieuchronnie, ku żalowi melomanów, zmierza do końca. 
Wrażenia z Telemanowskiej Pasji tutaj. A ja przygotowuję się do finału - dziś La clemenza di Tito Mozarta w Operze Wrocławskiej w doborowej obsadzie!

piątek, 15 września 2017

Missa Votiva Zelenki na Festiwalu Oper Barokowych

Wykonawcy odbierają zasłużone brawa; fot. IR
III Festiwal Oper Barokowych w Teatrze Królewskim powoli dobiega do końca. Przed nami mocny finał - powtórka z ubiegłorocznego otwarcia, czyli Sognando la morte - popisowy występ niewątpliwie największej gwiazdy tego festiwalu, czyli Anny Radziejewskiej. A dziś, 15 września, koncert przedostatni, tym razem musica sacra - czyli Missa Votiva Jana Dismasa Zelenki w archikatedrze Świętojańskiej na Starym Mieście.
Zelenka jest w Polsce właściwie nieobecny - trudno go znaleźć w repertuarze jakiegokolwiek zespołu. A przecież to kompozytor wybitny, na dodatek - choć nie Polak, a Czech - z Polską jakoś związany. a to z racji pracy na dworze obu saskich królów - Augusta II i Augusta III. Był kapelmistrzem ich orkiestry, komponował muzykę do świąt i nabożeństw katolickich, a więc z pewnością grywano go w Warszawie.
W swojej muzyce Zelenka - jak napisano w programie koncertu - łączył słowiańską melodyjność z niemiecką precyzją. Missa Votiva to dziękczynienie kompozytora za przywrócone zdrowie po ciężkiej chorobie - a więc msza o charakterze radosnym, dynamicznym, pełnym energii i formalnego bogactwa. I takież było dzisiejsze wykonanie - bardzo dynamiczne, niektóre części wykonywano w niemal zawrotnym tempie. Nie było mimo to żadnej monotonii - części chóralne (Chór Kameralny Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego) przeplatały się z solowymi (soliści: Paulina Tuzińska, Joanna Lalek, Artur Janda i Przemysław Baiński). Chórem solistami i zespołem instrumentalnym Royal Baroque Ensemble dyrygował Andrzej Borzym. Akustyka w archikatedrze kiepska, orkiestry niekiedy nie było niemal słychać - choć kilka fragmentów - zwłaszcza z solistami - brzmiało pięknie. Mnie urzekło najbardziej Benedictus na sopran i orkiestrę.
Dobrze byłoby, gdyby polscy wykonawcy sięgali częściej po Zelenkę - naprawdę warto!