poniedziałek, 27 lipca 2026

Bach Festiwal Świdnica 2026

Jeden z najciekawszych i najbardziej klimatycznych festiwali w Polsce, czyli Bach Festiwal Świdnica, ma niestety formułę niesprzyjającą przyjezdnym. Trwa ponad dwa tygodnie (18 lipca-2 sierpnia plus weekend 21.08-23.08) i najlepiej byłoby ten czas poświęcić wyłącznie muzyce. Wydarzeń mnóstwo i z doświadczenia wiem, że choć nie wszystkie są najwyższej próby, to jednak wszystkie śniadania na trawie, matinee, nabożeństwa kantatowe i koncerty w dziesiątkach miejsc rozrzuconych po całym Dolnym Śląsku tworzą niepowtarzalną atmosferę i wprowadzają w swoisty muzyczny rytm.

Dawnych wspomnień czar, czyli L'Arpeggiata w Świdnicy w 2021; fot. IR

W tym roku nie zabrakło sławnych gości, przede wszystkim Philippe'a Jarouskiego (22 lipca) i Julii Lezhnevej (25 lipca), ale także Graindelavoix, którzy wystąpią w Strzegomiu 23 sierpnia, a którzy już kilkakrotnie urzekali swoją magią w innych miejscach w Polsce. Z wydarzeń trzeba też wymienić wykonanie Wielkiej Mszy h-moll Bacha w Jedlinie Zdroju 31 lipca, a więc w najbliższy piątek, w interpretacji Capelli Cracoviensis pod swoim szefem Janem Tomaszem Adamusem.

No i oczywiście wielu innych wykonawców, np. Poeme Harmonique (18 i 19 lipca), a wszystko w niesamowitych wnętrzach, przede wszystkim w świdnickiej Świątyni Pokoju, którą trudno porównać z czymkolwiek. Szczęściarze mają wrażeń na długie tygodnie, pozostali zazdroszczą i marzą, że może w kolejnym roku się uda?

poniedziałek, 6 lipca 2026

Centralny Plac Muzyki cd.

Za nami koncert finałowy 5 lipca z Mozartowską Galą przygotowaną przez Warszawską Operę Kameralną na 35-lecie Festiwalu Mozartowskiego. Rocznica zacna, a obchody udało się uczcić zaproszeniem gwiazdy pierwszej wielkości, czyli Joyce do Donato. Donato śpiewa Mozarta równie dobrze, jak wszystko inne, choć wzmocniony mikrofonem wokal nie oddaje w najmniejszym stopniu jej prawdziwego mistrzostwa. Była jednak odporna na chłód i wykazała poczucie humoru, co należy zapisać na wielki plus. Orkiestra MACV pod dyrekcją Benjamina Bayla grała świetnie i potwierdziła swoja klasę.

Joyce di Donato na scenie Centralnego Placu Muzyki; fot. IR

W międzyczasie uczestniczyłam 1.07 w półscenicznym spektaklu Czarodziejskiego fletu Mozarta przygotowanym przez Polską Operę Królewską - całkiem przyzwoitym, choć w drugiej części zaatakowanym przez spektakularną ulewę. No i w przepięknym występie 2.07 fantastycznej Kate Liu, która zagrała Koncert fortepianowy f-moll Fryderyka Chopina. Interpretacja jak zwykle subtelna i oryginalna. Wielkie uznanie dla dyrygującego Orkiestrą Filharmonii Narodowej jej szefa, czyli Krzysztofa Urbańskiego, który z niezwykłą uwagą prowadził orkiestrę i pozwalał pianistce realizować jej wizję tego utworu. W drugiej części tego koncertu usłyszeliśmy IX Symfonię "Z Nowego Świata" Dvoraka i był to właściwy wybór repertuaru, bo patetyczne westernowe dźwięki zagłuszały nawet słyszalne od czasu do czasu karetki i ryczących motocyklistów.


wtorek, 30 czerwca 2026

Lang Lang gra Beethovena

Sezon festiwalowy w Warszawie trwa - Polska Opera Królewska ma swój letni festiwal, Warszawska Opera Kameralna Festiwal Mozartowski, a obie spotykają się nieoczekiwanie na nowym festiwalu Centralny Plac Muzyki. Ma placu przed Pałacem Kultury zbudowano scenę, ustawiono ogromne telebimy, widownię z krzesełkami (potwornie niewygodnymi nota bene), wokół miejsca stojące i barierki i program bardzo ciekawy, wart nawet tego, żeby w zbyt ciepły czerwcowy wieczór wyruszyć na te event.

Gwiazdą wczorajszego koncertu był niesamowity chiński pianista Lang Lang, występujący w Polsce po wielu latach nieobecności. Otwierający koncert wspominał wykonane przez niego w filharmonii oba koncerty fortepianowe Chopina, ja natomiast przypomniałam sobie, jak w lutym 2016 roku grał w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu z Symfonikami Waszyngtońskimi Koncert fortepianowy a-moll Griega - było to dla mnie przeżycie nie lada, pisałam o nim zresztą na tym blogu. 

Fot. IR

Tym razem zagrała Orkiestra Polskiego Radia pod kierunkiem Bassema Akiki, grając w pierwszej części uwerturę do Koriolana Beethovena i dialogującą z muzyką mistrza Con brio Jorga Widmanna (kompozycja z 2008 roku). A po krótkiej przerwie już Lang Lang i V Koncert fortepianowy Es-dur "Cesarski". Przy całym wzięciu pod uwagę nagłośnienia i być może niezbyt fortunnego wzmocnienia fortepianu, a zwłaszcza jego basów (patrz relacja Doroty Szwarcman na jej blogu w Polityce), brawura wykonawcza, swoboda, oryginalność interpretacji, a zwłaszcza niesamowite piana i pianissima Lang Langa były łatwo rozpoznawalne. Po 10 latach od wrocławskiego koncertu interpretacja nie wydawała mi się aż tak kontr-tradycyjna jak ówczesna, ale z pewnością wywiera własne piętno na wszystkim, czego tknie. Na bis dostaliśmy Mazurek D-dur Chopina (miodzio!) i Clair de lune Debyssy'ego w tak subtelnej interpretacji, jakiej nigdy jeszcze nie słyszałam. Przy tym ostatnim utworze błogosławiłam wzmocnienie fortepianu, a przeklinałam ryczących na warszawskich ulicach motocyklistów. 

A w środę Czarodziejski flet i Polska Opera Królewska!

środa, 6 maja 2026

"The Fairy Queen" zaskakująco świeże

Plany przenikają się i nakładają na siebie; 
fot. Karolina Jóźwiak
Tak jak zapowiadałam, oglądałam pierwszą premierę maski Henry'ego Purcella The Fairy Queen w Polskiej Operze Królewskiej. Spektakl okazał się bardzo ciekawie zainscenizowany, a zarówno reżyseria Kamili Siwińskiej, jak i kostiumy Doroty Kołodyńskiej były znakomicie wymyślone. Mimo pozornie komediowej fabuły spektakl poruszał całkiem poważne i bardzo współczesne problemy, takie jak
toksyczne związki czy manipulacje uczuciowe. Wykorzystano wszystkie możliwe środki wyrazu, a więc zarówno muzykę, śpiew, grę aktorską, jak i projekcje filmowe. Dokonano tego jednak z wyjątkową precyzją, tak że nakładające się na siebie obrazy i wątki przeplatają się i uzupełniają harmonijnie.

Nie zawodzą też wykonawcy, przede wszystkim Capella Regia Polona prowadzona przez Krzysztofa Garstkę. W scenach aktorskich grają młodzi wykonawcy, w projekcjach otrzymujemy kolejną warstwę teatralną m.in. z Tytanią w interpretacji Ewy Błaszczyk. A chór i grono solistów spisują się znakomicie!

Żałuję, że nie widziałam drugiej obsady, choć o pierwszej mogę się wyrazić tylko w superlatywach, co też czynię w mojej dość obszernej relacji na dolcetormento.pl. Zapraszam do lektury i mam nadzieję, że w następnym sezonie spektakl pojawi się znowu. Gorąco polecam!

środa, 22 kwietnia 2026

Purcell ante portas

W sobotę 25 kwietnia Polska Opera Królewska przedstawi premierowe przedstawienie The Fairy Queen Henry'ego Purcella. Z tej okazji zorganizowano konferencję prasową, na której przedstawiono jego twórców, oraz pokazano fragmenty spektaklu.

Dzieło Purcella to semi-opera, albo - używając nomenklatury angielskiej - maska. Libretto jest oparte na znanej komedii Szekspira - przygotowując premierę, POK chce uczcić 410 rocznicę śmierci mistrza ze Stanford. Jak wiadomo, maska była specyficznie angielską formą sceniczną, w której poszczególne części sztuki w wykonaniu aktorów przeplatały się z muzyką. The Fairy Queen to jednak dzieło monumentalne - przewidziana przez kompozytora całość trwałaby około pięciu godzin. Na to oczywiście realizatorzy się nie porwali i przytomnie dokonali skrótów. 

Od lewej: Krzysztof Garstka, Jarosław Staniek (ruch sceniczny), Dorota Kołodyńska (kostiumy), Kamila Siwińska i dyrektorka POK Magdalena Kaczorowska, a także prowadzący konferencję; fot. IR

Warto tu wspomnieć o dwóch zabiegach, jakich dokonała reżyserująca spektakl Kamila Siwińska. Pierwszy to uwspółcześnienie aktorskich scen spektaklu, i to nie tylko kostiumowe czy sceniczne, ale także dokonane dzięki przygotowaniu przez Małgorzatę Sikorską-Miszczuk nowego tłumaczenia libretta i fragmentów dzieła Szekspira. Mogliśmy to zobaczyć i usłyszeć podczas scenicznej prezentacji. Drugi z istotnych zabiegów to przeniesienie części granej przez autorów sztuki w świat wirtualny - oglądamy jej projekcję z Tytanią - Ewą Błaszczyk i Oberonem - Krzysztofem Strużyckim w rolach głównych. Natomiast aktorskie sceny z dwiema zagubionymi w ateńskim lesie parami kochanków odgrywać będą aktorzy na żywo. 

Na te całkiem nieoczekiwane warstwy nakłada się muzyka w wykonaniu Capelli Regia Polona prowadzonej przez Krzysztofa Garstkę oraz śpiew solistów i chóru POK. Wśród solistów większość stałej grupy obsadzającej opery w Łazienkach z Olgą Pasiecznik na czele. W programie przedstawiono dwie obsady, przewidziano też dwa spektakle. Występujący soliści i chór noszą kostiumy nawiązujące do XVII-wiecznych sukni dworskich, co wygląda malowniczo i oryginalnie. Niestety, na razie przewidziano tylko dwa przedstawienia, ale mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie będzie więcej możliwości obejrzenia i posłuchania dzieła Purcella.

Szczegóły obsady wkrótce na dolcetormento.pl. Pojawi się tam także sprawozdanie z premiery z 25 kwietnia. Z pokazanych fragmentów i z wypowiedzi reżyserki wynika, że Polska Opera Królewska oddaliła się nareszcie od swego wieloletniego credo, czyli "po Bożemu". Spektakl wydaje się zaskakująco oryginalny i ciekawy. Jak w gąszczu przenikających się warstw teatru i opery odnajdzie się dzieło Purcella - dowiemy się już w sobotę!

poniedziałek, 30 marca 2026

Wielki Tydzień muzyczny

Rozpoczyna się właśnie Wielki Tydzień, a z nim dwa wydarzenia konkurujące o uwagę miłośników muzyki dawnej: krakowskie Misteria Paschalia i gdańskie Actus Humanus Resurrectio. Wybór trudny, zwłaszcza że oba wydarzenia od lat cieszą się renomą, a organizatorzy zapraszają na festiwale znanych i popularnych wykonawców. 

I tak w tegorocznych misteriach znajdziemy m.in. Collegium Vocale 1704 z Responsoria i Miserere Zelenki, Vox Luminis z Pasją Sebastianiego i Stabat mater Steffaniego, Le Concert de la Loge z Resurrectio Haendla, a oprócz tego wiele innych koncertów, w tym najbardziej spektakularny w kopalni w Wieliczce, a także wystawy, warsztaty, wykłady i wiele innych atrakcji.


A co w Gdańsku? Ensemble Correspondances z kantatami Bacha, Tallis Scholars, Accademia Bizantina z programem z sobotniego koncertu w NOSPR i Lezione Porpory, Les Musiciense de Saint-Julien z kompozycjami Purcella i Blowa - z dwoma kontratenorami: Timem Meadem i James'em Hallem. A to tylko kilka punktów w programie tego festiwalu. 

Pozostaje zazdrościć mieszkańcom Krakowa i Gdańska. niestety Warszawa - choć zaprasza na Festiwal Beethovenowski - nie ma żadnej propozycji dla wielbicieli muzyki dawnej. Smuteczek.



Pergolesi w opałach

Sobotni koncert Śladami Pergolesiego (28.03.26) w pięknej sali NOSPR miał niestety posmak słodko-gorzki. O ile Accademia Bizantina grała naprawdę wspaniale, a Concerto Grosso Geminianiego było doskonałe, o tyle kompozycje Pergolesiego nie zabrzmiały tak, jak tego oczekiwałam. Susanne Jerosme była niedysponowana, dlatego przewidziane dla niej Salve Regina a-moll wypadło z repertuaru. W Stabat mater zastąpiła ją młodziutka sopranistka Paulina Makarowska, studentka katowickiej uczelni i oczywiście zaśpiewała jak na studentkę całkiem nieźle, zademonstrowała silny, czysty głos sopranowy, wielce obiecujący na przyszłość. Ale do doskonałości interpretacyjnej tak specyficznego dzieła jak Stabat mater Pergolesiego trochę jej jednak brakowało.

Druga z solistek Delphine Galou, która wystąpiła w Salve Regina f-moll i jako drugi głos w Stabat mater była też najwyraźniej niedysponowana - ledwo dało się ją słyszeć. Mam nadzieję, że to chwilowa niedyspozycja, a jej piękny alt, który tyle razy miałam już okazję podziwiać - choćby w Orlando furioso Vivaldiego na Opera Rara w Krakowie w 2011 - nie umilkł na stałe. 

Tak więc mimo starań maestro Dantone, koncert nie był niestety udany i choć publiczność nagrodziła wykonawców, a zwłaszcza młodą sopranistkę burzą oklasków, to jednak rozczarowanie przeważało - po cudownej muzyce Pergolesiego i statusie zapowiadanych wykonawców spodziewać się należało czegoś znacznie więcej.

czwartek, 26 marca 2026

Pergolesi w Katowicach

Jak na czas przed Wielkanocą przystało, instytucje muzyczne prezentują repertuar religijny związany z tym okresem w liturii. NOSPR postawił na Giovanniego Battistę Pergolesiego, a zwłaszcza na jego oszałamiająco piękne Stabat mater. Z tym dziełem zawita do Katowic 28 marca Accademia Bizantina ze swoim liderem Ottaviem Dantone. Do zespołu dołączą dwie solistki - sopranistka Suzanne Jersosme i alcistka Delphine Galou - obie już kilkakrotnie występujące w Polsce.

Accademia Biznatina, mat. prom. NOSPR

Stabat mater poprzedzą dwie kompozycje Salve Regina - a-moll na sopran i f-moll na głos altowy - również Pergolesiego, a w pierwszej, instrumentalnej części koncertu usłyszymy Concerto Grosso op. 3 nr 6 Francesca Geminianiego. Znakomita orkiestra i dwie świetne solistki to gwarancja kolejnego udanego koncertu w akustycznie doskonałej sali NOSPR. Koncert wart podróży!

wtorek, 17 marca 2026

Pergolesi na Kamionku


Po intensywnym lutym marzec rozkręca się leniwie. Ale zanim na pojadę do Katowic na występAccademia Bizantina z Susanne Jerosme i Delphine Galou Śladami PegolesiegoSinfonia Varsovia zaprasza w czwartek 19 marca o 19.30 na koncert w kościele na Kamionku. Zagra Sinfonia, a zaśpiewa znakomita para solistów, czyli Dorota Szczepańska i Rafał Tomkiewicz. Tu w planach również nieziemsko piękne Stabat master Pergolesiego, a ponadto dwa utwory orkiestrowe z czasów zdecydowanie późniejszych: Ralpha Williamsa Fantazja na temat Thomasa Tallisa z 1910 i ...and birds are still... Takashi Yoshimatsu z 1998 roku. 

Zestawienie ciekawe, a na dokładkę wstęp wolny. Polecam całym sercem!


niedziela, 22 lutego 2026

Oliński Cezarem

Nasz kontratenor eksportowy, czyli Józef Jakub Orliński, zawita do Filharmonii Narodowej jako... Juliusz Cezar. 23 i 25 lutego odbędą się dwa przedstawienia Giulio Cesare in Egitto Haendla w wersji koncertowej. Obok Orlińskiego znakomite grono, m.in. Sabine Deveilhe i Yuriy Mynenko, a także orkiestra Il Pomo d'Oro prowadzona przez Francesca Corti.

Wiadomość elektryzuje nie tylko fanów naszego kontratenora, a jest ich grono liczne i niekoniecznie zbieżne z gronem melomanów, ale też miłośników operowego baroku, którzy nie tak dawno mieli okazję podziwiać  w Operze Kameralnej tę samą operę z... Mynenką właśnie jako Juliuszem Cezarem (ciekawych zapraszam na szczegółową relację na dolcetormento.pl). Spektakle w WOK były świetne, tym ciekawsza będzie konfrontacja z wykonaniem opery w innej konfiguracji.

Ja zaś jestem ogromnie ciekawa występu Sabine Deveilhe, która wciąż widzę jako niezapomnianą Bellezzę za sceny w Aix-en-Provance (na tym blogu opisaną przez Gosię Cichocką) w oratorium Il Trionfo del Tempo e del Disinganno w inscenizacji Warlikowskiego. 



sobota, 21 lutego 2026

Opera ekwilibrystyczna, czyli Teseo bez Teseo

No cóż, takie rzeczy się zdarzają. David Hansen się rozchorował. Przedstawienia haendlowskiego Teseo musiały się obyć bez tytułowego bohatera i głównej gwiazdy. Ostatni akord premier tegorocznego festiwalu Opera Rara wypadł przez to słabiej, niż się spodziewałam. 

Najsłabiej wypadli w tej sytuacji organizatorzy, którzy podali tylko wzmiankę na facebooku, ale przed samym koncertem nie znalazł się odważny, by wystąpić przed publicznością i wyjaśnić sprawę. Czy uważano, że zmiana to niewielka, czy sądzono, że publiczność się nie połapie, że w operze o Tezeuszu nie ma Tezeusza? Naprawdę nie wiem. Ale sądzę, że kilka słów i jedno przepraszam chyba się publiczności należały, zwłaszcza że niektórzy przyjechali specjalnie na ten koncert...

O samym koncercie jeszcze napiszę, ale tych kilka gorzkich słów pod adresem festiwalu, którego jestem wiernym widzem od blisko piętnastu lat, jednak się organizatorom należało.


poniedziałek, 16 lutego 2026

Po 'Poro' a przed 'Teseo'

Finałowe Coro; fot. IR
Prapremiera wykonania w Polsce opery Haendla Poro, Re dell'Indie odbyła się w ostatni piątek 13 lutego w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie - Nowej Hucie, w ramach festiwalu Opera Rara. Po premierze dano jeszcze dwa przedstawienia 14 i 15 lutego. Trzygodzinna opera Przedstawiona została ze stosunkowo niewielkimi skrótami, jednak w wersji półscenicznej. Usadowienie w fotelach twarzą do publiczności soliści w odpowiedniej kolejności planowanych arii zajmowali miejsca na umiejscowionych za nimi podestach. Orkiestra Capella Cracoviensis grała w tle. Tradycyjnie już operę podzielono na dwie części z jedną przerwą w połowie drugiego aktu.

Przestawienie mimo skromnej, lecz przemyślanej inscenizacji było bardzo dobre, co zawdzięczamy muzyce Haendla i oczywiście wykonawcom. Zespół solistów z Rafałem Tomkiewiczem i Dorotą Szczepańską nie zawiódł. Orkiestra prowadzona przez skrzypka Alessandra Tampieri grała wspaniale! Szczegóły na dolcetormento.pl

I czas się przygotować na Teseo - ostatni operowy koncert tej edycji Opera Rara. Już w środę i czwartek!

niedziela, 8 lutego 2026

Hasse na Zamku Królewskim


A tymczasem, w ramach odpoczynku od opery, koncert na Zamku Królewskim. 
Z
Rafał Tomkiewicz; fot. IR
Mszą d-moll
Miserere c-mol Johanna Adolfa Hassego wystąpią m.in. Marta Boberska, Rafał Tomkiewicz i Aleksander Rewiński, zorganizowany przez Polską Operę Królewską. Wystąpi też Chór POK i Capella Regia Polona
Taki przerywnik z muzyką stricte religijną będzie - mam nadzieję - stanowił dobrą przeciwwagę do operowych miłosnych uniesień a la Haendel. No i Hasse, tak rzadko niestety grywany/śpiewany w Polsce. Myślę, że warto.

Pierwszy akt Opera Rara, czyli Orlando

Pół sceniczna inscenizacja Haendlowskiego Orlanda na Opera Rara - oglądałam 4 lutego - była
wydarzeniem nie tyle inscenizacyjnym, co muzycznym. Mimo kakofonii migających projekcji, udało się posłuchać całkiem dobrego wykonania tej cudownej opery, która tak rzadko gości na naszych scenach - niestety. Szczegóły w relacji, a ja powoli szykuję się na kolejny weekend, w którym usłyszymy i zobaczymy kolejną operę Haendla, czyli Poro. Tym razem w rolach głównych polscy soliści i moi ulubieńcy, czyli Rafał Tomkiewicz i Dorota Szczepańska. No i chyba pełna wersja sceniczna?, bo w Teatrze Łaźnie Nowa.

A przy okazji z mojej strony pełna mobilizacja i powrót do aktualizacji strony Relacje z obietnicą stopniowego uzupełnienia braków z ostatnich lat. Orlando już tam jest. Trzymajcie mnie za słowo!


środa, 4 lutego 2026

Opera Rara 2026

No i doczekaliśmy się festiwalu Opera Rara właściwie w całości barokowego. Wydarzeń mnóstwo, ale trzytygodniowy festiwal to niestety propozycja tylko dla mieszkańców Krakowa. Podróżnicy np. z Warszawy, muszą wybierać  i oczywiście wybierają głównie premiery operowe. A są w tym roku aż trzy i to wyłącznie Haendlowskie (dla mnie to nie wada!). Pierwsza miała miejsce wczoraj - to Orlando. Będę miała okazję posłuchać tego koncertu w czwartek, ale już ostrzę sobie zęby na piękny koloraturowy sopran Joanny Sojki. W obsadzie również Tim Mead jako Orlando, Kangmin Justin Kim jako Medoro, Julia Pliś jako Dorinda oraz Nicolas Brooymans jako Zoroastro. Capellą Crakoviensis dyryguje Thibault Noally.


Wczoraj premiera, dziś transmisja w Dwójce, a jutro... do Krakowa! Wrażenia zrelacjonuję oczywiście obszernie, a tym czasem zapraszam na dolcetromento.pl, gdzie podaje dane dotyczące opery oraz do porównania wrażeń z inscenizacji z 2015 roku w Łazienkach (relacja).

czwartek, 13 listopada 2025

"Orfeusz i Eurydyka" w Krakowie

Strona tytułowa wersji paryskiej 
Aktywność Capelli Cracoviensis jest imponująca - abstrahując od jakości ich propozycji, te propozycje sypią się jak z rękawa! Moją uwagę przykuły dwa zaproponowane koncerty w Filharmonii Krakowskiej - w obu będzie można usłyszeć operę Glucka Orfeusz i Eurydyka. Ale dwóch różnych wersjach kompozytorskich i wykonawczych!. 

27 listopada możemy wysłuchać wersji włoskiej Orfeo ed Euridice z 1762 roku z Jakubem Foltakiem jako Orfeuszem, Natalią kawałek jako Eurydyką i Anną Koehler jako Amorem. Capellą będzie dyrygował Owain Park.

A już 4 grudnia zostanie wykonana wersja francuska z 1776 Orphee et Euridice w zmienionym składzie wykonawczym. Orkiestrą dyrygować będzie Camille Delaforge, a wystąpią Juan Sancho jako Orfeusz, Dorota Szczepańska Jako Eurydyka i Michalina Bienkiewicz jako Amor.

Obie propozycje zapowiadają się nad wyraz ciekawie i ogromnie żałuję, że nie będę mogła żadnej z nich wysłuchać. Ale naprawdę warto śledzić propozycje Capelli! Można też po cichu zazdrościć melomanom z Krakowa...

niedziela, 9 listopada 2025

"Semele" Heandla na Opera Rara

Tak jak się spodziewałam, Haendlowska Semele przestawiona 6 listopada w sali krakowskiego ICE byłaznaczącym wydarzeniem. Zwłaszcza w prowadzeniu Christiny Pluhar i w świetniej obsadzie, w której błyszczał przede wszystkim Valerio Contaldo jako Jupiter. Pozostała część obsady to soliści polscy z Rafałem Tomkiewiczem jako Athamasem, Dorotą Szczepańską jako Iris, Joanną Zauchą w roli tytułowej, Sebastianem Szumskim jako Kadmusem, Somnusem i Kapłanem, a i przede wszystkim przykuwającą uwagę Magdaleną Plutą w podwójnej roli Ino i Junony. O szczegółach koncertu na dolcetormento.pl już wkrótce. 

Tu westchnę tylko: gdybyż tak Opera Rara wróciła do źródeł i fundowała nam kilka oper barokowych w roku na takim poziomie, jak czwartkowy spektakl! Marzenia!

środa, 22 października 2025

Denis Orellana w Pszczynie

 Bardzo lubię słuchać muzyki barokowej w kameralnych, zabytkowych wnętrzach. Nawet jeśli nie mają dobrej akustyki, mają za to odpowiedni klimat. (Wszystko to nie dotyczy koncertów w kościołach, w których z akustyką bywa jednak bardzo różnie). Majętni mecenasi zamawiali i finansowali kompozytorów i ich dzieła, które wykonywano w należących do nich pałacach lub teatrach. Szczególnie dobrze w takich wnętrzach brzmią koncerty kameralne i recitale, dlatego bardzo mnie cieszą wszelkie inicjatywy zapraszania muzyków do pięknych wnętrz pałacowych. 

Jedną za takich inicjatyw są koncerty w pałacu w Pszczynie, zwanym obecnie Muzeum Zamkiem. Cykl koncertów barokowych nosi nazwę Wieczory u Telemanna. W najbliższą sobotę 25 października odbędzie się czwarty w tym roku koncert z tego cyklu w znakomitej obsadzie. Wystąpi {oh!} Orkiestra pod kierunkiem Martyny Pastuszki, a solistą będzie fenomenalny męski sopran Dennis Orellana. Tytuł koncertu "Re, arie di bravura" zapowiada, czego możemy się spodziewać. W repertuarze głównie arie z oper Vinciego, więc będzie to z pewnością niezapomniany wieczór! 

wtorek, 21 października 2025

Festiwal Barokowy Polskiej Opery Królewskiej

Już czwarty raz Polska Opera Królewska zaprosiła nas na swój Festiwal Barokowy, tym razem poświęcony muzyce francuskiej, rzadko obecnej na naszych scenach. Repertuar okazał się oryginalny, co było widoczne zwłaszcza w przygotowanej specjalnie na ten festiwal premierze opery Titan et l'Aurore  Jean-Josepha Cassanea de Mondoville - kompozytora mało u nas znanego, żeby nie powiedzieć nie znanego w ogóle. Odnalazłam wzmianki o jego 12 operach, a wykonanie w wersji koncertowej Titon et l'Aurore odnalazłam w początku lat 90-tych XX wieku w Wersalu pod niezawodnym Markiem Minkowskim (to również jedyne zarejestrowane na płycie wydanej przez Erato). Inscenizacja w Łazienkach była na tyle ciekawa, że poświęcę jej osobną relację na dolcetormento.pl już wkrótce.

Fot. IR
Poza tym POK zaproponowała kilka koncertów, z których udało mi się uczestniczyć w sobotnim (18 października) Te Deum na Zamku Królewskim. W repertuarze wielki motet Super flumina Babylonis Michaela Delalande, kameralna suita Marina Marais i - oczywiście tytułowe Te Deum Marc-Antoina Charpentiera. Całość wykonana starannie i stykowo i mimo nieco nudnawej suity Marais, energetycznie i z właściwą francuskiemu barokowi bogactwem i różnorodnością faktur i brzmień. Orkiestra pod wodzą Krzysztofa Garstki niezła, soliści (Julia Pliś, Iwona Lubowicz, Aneta Łukaszewicz, Aleksander Rewiński i Paweł Michalczuk) i chór POK bardzo sprawni. W sumie koncert udany i w Sali Balowej Zamku brzmiący w pełni na swoim miejscu. No i miła odskocznia do wszechogarniającego ostatnio Chopina!

poniedziałek, 2 czerwca 2025

Paryskie klimaty

Bardzo rzadko uczestniczę w koncertach za granicami Polski - do tej pory nie miałam po prostu takich możliwości. Nie jest to chyba jaskółka zmian, ale udało mi się trafić na paryski koncert - jednorazowe wydarzenie - które zawitało 23 maja do Teatre des Champs-Elysees, gdzie zaprezentowano koncertową wersję oratorium George'a Friedricha Haendla Deborah. To niezbyt popularne oratorium mistrza, choć jak zwykle wiele w nim miejsc przepięknych i  wartych wysłuchania fragmentów. A wisienką na torcie była obsada tego wydarzenia, czyli nazwiska pary głównych bohaterów: Sophie Junker w partii tytułowej i Jakuba Józefa Orlińskiego w głównej roli męskiej. Oboje byli w świetnej formie interpretowali swoje role z dużą ekspresją, a dwa duety, w których wystąpili wspólnie, były naprawdę urzekające. W partiach drugoplanowych towarzyszyli im Wolf Matthias Friedrich i Sophia Patsi, a także kilkoro członków chóru w rolach epizodycznych.


Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie prowadzenie całości przez holenderskiego dyrygenta Tona Koopmana, dzięki któremu brzmienie Amsterdam Baroque Orchestra & Choir było fantastyczne. Dzięki nadaniu całości ciekawego, mocno zróżnicowanego charakteru, a zwłaszcza bardzo wyrazistej dynamice gry i chóralnego śpiewu, oratorium, któremu - trzeba uczciwie przyznać - brakuje nieco charakterystycznego dla Haendla dramatycznego i teatralnego wyrazu, broniło się na scenie i ani przez chwilę nie wydawało się nużące. 

Publiczność wypełniała szczelnie widownię teatru i reagowała żywo na co piękniejsze arie i duety. Miły wieczór w stylowych dekoracjach!