W czasach dawno minionyuch, czyli kilka miesięcy temu,
Polska Opera Królewska zapowiadała na lipiec tego roku wznowienie swojej marcowej premiery, czyli
Haendlowskiej Rodelindy (o tym spektaklu
tutaj). Jak wiadomo koronawirus zrewidował wszystkie plany, także ten. A brutalnie mówiąc - wywalił je w kosmos. Tak więc zapowiedź przedstawienia koncertowej wersji tej opery 17 lipca w Teaterze Królewskim w Łazienkach zelektryzowała fanów. Kto żyw, pędził do Łazienek, żeby znów zanurzyć się w magiczny świat barokowego artycydzieła.
Wersja koncertowa to zapowiedź nieco na wyrost. Opera Haendla trwa ponad trzy godziny, co w obecnych popandemicznych czasach jest nie do zrealizowania. Udział w koncercie to wg epidemologów spore zagrożenie zdrowotne zarówno dla artystów, jak i dla publiczności. Ale czego sie nie robi z miłości do baroku!
Ze spektaklu wybrano 10 arii, trzy recytatywy, duet i finalny chór. Spektaklu sie z tego nie dało skleić, ale piękny koncert - jak najbardziej!
 |
| Grupa wykonawców piątkowego koncertu w Łazienkach; fot. IR |
Otrzymalismy więc cztery arie tytułowej bohaterki w bajecznym wykonaniu
Olgi Pasiecznik. Mistrzymi scenicznej emocji nie zawiodła. Jej interpretacje za każdym razem wywołują zachwyt i... dreszcze!
Dwa redytatywy i dwie arie wykonał
Kacper Szelążek jak Bertarido, w tym brawurowe
Vivi tiranno!, którym wzbudził entuzjazm garstki widzów dopuszczonych do tego wydarzenia. Ten jeden z najlepszycjh obecnie polskich kontratenorów ma zdecydowanie świetny okres, od czasu gdy obserwuję jego karierę, chyba najlepszy. Oby mógł go wykorzystać na scenie!
No i oczywiście oboje, czyli Pasiecznik i Szelążek zachwycili interpretacją słynnego duetu
Io t'abbraccio - jednego z najpiekniejszych lirycznych duetów Haendla.
Pozostali bohaterowie także mieli swoje pięć minut. Grimoaldo, czyli
Sylwester Szmulczyński wykonał jeden recytatyw i dwie arie. Eudige interpretowała
Joanna Talarkiewicz - z dużą ekspresją. Arię Unulfa zaśpiewał
Rafał Tomkiewicz, przepięknie, podobnie jak na premierze. Ogromnie żałuję, że pandemia pokrzyżowała plany i nie pozwoliła mu zaistnieć w partii Bertarida, jak było to wcześniej planowane. Jestem ogromnie ciekawa, jak by ją zinterpretował.
I w końcu jako czarny charakter Garibaldo wystapił
Paweł Michalczuk, którego przed tygodniem mogliśmy posłuchać na premierze
La serva padrona Pergolesiego. W dynamicznej basowej arii
Tuo drudo e mio rivale wypadł naprawdę świetnie!
Ale prawdziwi bohaterowie tego koncertu to
Capella Regia Polona prowadzona przez
Krzysztofa Garstkę. Orkiestra grała zankomicie! Muzycy, choć przez miesiące pozbawieni możliwości występów na żywo, z pewnością nie próżnowali. Orkiestra wciąż dojrzewa i wciąż robi postępy. Brawurowa Uwertura, była zapowiedzią świetnego koncertu, a całość spełniła te oczekiwania. Brawo Capella! Trzymam za was kciuki równie mocno, jak za solistów. Mam nadzieję, że będzie wiele okazji do posłuchania was na scenie.