poniedziałek, 18 grudnia 2017

Co za nami, co przed nami...

Actus Humanus Nativitas za nami - dziesięć koncertów, recital Ann Halenberg jako mocny finał.
W międzyczasie, w sobotę, Orfeusz i Eurydyka Glucka w Operze Wrocławskiej z Wrocławską Orkiestra Barokową. Co do Glucka to jest jeszcze szansa - powtórka jutro, 19 grudnia!
No a potem, chyba czas zająć się przygotowaniami do świąt.
I zerknąć do kalendarium, co w najbliższych miesiącach Nowego Roku. A będzie się działo!




Przede wszystkim pojedynek Actus Humanus Resurrectio vs. Misteria Paschalia! Pojedynek zażarty! Kulminacja w Wielką Niedzielę 1 kwietnia, czyli bitwa na Handlowskie oratoria: Samson w Krakowie vs. Il Trionfo del Tempo w Gdańsku.

Na szczęście nie będą się pojedynkować na Bacha: Msza h-moll w Gdańsku 28 marca, Pasja wg św. Mateusza w Krakowie 30 marca. A dla wytrwałych - Pasja wg św. Jana 18 marca w katowickim NOSPR. Można sobie zrobić Bachowskie turnee!
No i nie zapominajmy o Alcisie i Galatei Handla w Katowicach i to już 12 stycznia!
No i o Akademii Vivaldiowskiej we Wrocławiu - L'Olimpiade 4 marca w finale!
Wobec takich emocji już w najbliższym czasie blednie na szczęście mizeria Opera Rara...

niedziela, 10 grudnia 2017

Bach by Minkowski w NOSPR

W piątek 8 grudnia w sali koncertowej NOSPR w Katowicach kolejny punkt w tegorocznym abonamencie muzyki dawnej. Po spektakularnym koncercie Philippe'a Jarousskiego - tym razem kaliber cięższy - Johann Sebastian Bach i jego Weihnachts-Oratorium BWV 248.
Oratorium to nazwa nieco myląca, bowiem nie jest to utwór oratoryjny typu Haendlowskiego. To zbiór sześciu kantat do wykonania w okresie Bożego Narodzenia, czyli pomiędzy Wigilią a Świętem Trzech Króli.
Minkowski wybrał cztery kantaty z tego zbioru: pierwszą - na pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, drugą - na drugi dzień świąt, czwartą - na Święto Ofiarowania i szóstą - na Święto Epifanii, czyli na Trzech Króli właśnie.
Jak to zwykle Bach w rękach Minkowskiego - przeważa silna emocja. Zespół przyjechał w znacznie - jak na Musiciens du Louvre - zmniejszonym składzie: niespełna trzydziestka instrumentalistów, z tym że skład zmieniał się w zależności od utworu i w zasadzie nigdy nie grali wszyscy równocześnie. Świetne trąbki - a było ich całkiem sporo, piękne, liryczne oboje d'amore.
Do tego 11-osobowy chór - siódemka z nich śpiewała też partie solowe. Poziom w zasadzie wyrównany, na wyróżnienie zasługują przede wszystkim Helena Rasker - niebywały, głęboki, przepiękny alt z Holandii - szkoda, że tylko jedna aria - i Valerio Contaldo, włoski tenor,  jako Ewangelista.

NOSPR, 8 grudnia 2017; fot. IR

Kantaty mają charakter radosny, triumfalny i zostały wykonane w zawrotnym tempie i wyjątkowo energetycznie. Sam maestro aż podskakiwał na swoim podwyższeniu, pobudzając muzyków i śpiewaków do jeszcze mocniejszego tempa i silniejszego akcentowania fraz. Za to w drugiej kantacie, której tematem jest pokłon pasterzy, zarówno Sinfonia, jak większość tematów mają charakter pastoralny, idylliczny - Minkowski podał go w charakterystycznej dla siebie rozlewnej, miękko-lirycznej wersji (piękna aria tenorowa z towarzyszeniem fletu "Frohe Hirten"). Warto wyróżnić arię "Flosst, mein Heiland" z towarzyszeniem oboju, którą zaśpiewała sopranistka Lenneken Ruiten, z towarzyszeniem oboju i drugiej z sopranistek, Helene Walter, odtwarzającej echo z drugiego balkonu - bardzo efektowne!
W sumie - maestro Minkowski niezawodny i w dobrej formie. Piękny koncert, radość i miód dla duszy. Na bis dostalismy fragment kantaty piątej - jeszcze szybciej i jeszcze radośniej!

środa, 6 grudnia 2017

Israel in Egypt w Krakowskiej Filharmonii

Filharmonia Krakowska 3.12.2017 - Isreal in Egypt; fot;. IR
Aktywność Jana Tomasza Adamusa i prowadzonej przez niego Capelli Cracoviensis jest imponująca.
W dodatku poczynania Capelli maja w sobie często ujmująca świeżość i bezpretensjonalność - tak jak Haendlowska "Muzyka na wodzie" grana na krakowskich mostach czy Opera party w Sukiennicach, podczas którego publiczność z lampką szampana w dłoni może słuchać opery na tle "Pochodni Neron" Siemiradzkiego. Kupuję takie pomysły i jestem ogromnie wdzięczna Adamusowi i Capelli, bo ich wierność muzycznemu barokowi, a ściślej Haendlowi powoduje, że dość regularnie mamy okazje obcować z tym dla mnie bezsprzecznie największym z mistrzów XVIII-wiecznej opery.
Osobną kategorią są Haendlowskie oratoria. Capella ma ich kilka "na stanie", gra je zresztą w różnych renomowanych miejscach, ale szczęśliwie nie zapomina o krakowskiej scenie.
Tak też było w niedzielę 3 grudnia, gdy zarówno chór, jak i orkiestra Capelli Cracoviensis przedstawiła w Filharmonii Krakowskiej oratorium "Israel in Egypt" Georga Friedricha Haendla (HWV 54) - dzieło w jego dorobku szczególne. Przede wszystkim dlatego, że nie ma klasycznego libretta. Tekst oratorium budują fragmenty wyjęte wprost z Biblii i dzieje się tak tylko w dwóch przypadkach: oratoriów "Israel in Egypt" i "Messiah". Teksty obu opracowywał ten sam człowiek - Charles Jennens. Widać był specjalista od takich zadań.
Istnieją różne wersje tego oratorium, w zasadzie jest trzyczęściowe, ale część pierwszą (lament Izraelitów po śmierci Józefa) najczęściej się pomija. Po premierze w 1739 roku sam kompozytor postanowił usunąć tę część i nieco przemeblować resztę i w wersji dwuczęściowej z uwerturą oratorium zyskało sporą popularność i było wykonywane właściwie przez cały wiek XIX. Tę właśnie wersje przygotowała Capella.
Całość składa się w większość z partii chóralnych  - około dwie trzecie całości, ale mamy też recytatywy, arie i duety, czyli cały arsenał operowy. Adamus podzielił chór Capelli na dwie niewielkie sześcioosobowe grupy, a wielu chórzystów wykonywało też partie solowe. Ten zabieg spowodował, że nie mieliśmy być może tego wrażenia chóralnej potęgi, ale te partie oratorium wypadły przyzwoicie. Gorzej radzili sobie śpiewacy jako soliści, blado i cicho śpiewał alcista (Łukasz Dulewicz), ale za to duety sopranów (Joanna Radziszewska i Michalina Bienkiewicz lub Magdalena Łukawska - nie mogę zidentyfikować na podstawie programu) i basów (Jacek Ozimkowski i Sebastian Szumski) były bardzo udane.
Muzyka Israela jest specyficzna, szalenie ilustracyjna (bzyczące smyki podczas ustępu na temat plagi szarańczy czy przepiękna, wykonana pianissimo ilustracja zapadających ciemności!), ale ma w sobie Haendlowską śpiewność i liryzm. Nie jest to klasyczne dla tego kompozytora w jego późnej twórczości "oratorium z trąbami" - trąb było zresztą niewiele, a spisywały się nieźle. Nie mam tym razem żadnych zarzutów do partii instrumentalnych - Capella to naprawdę znakomita orkiestra , która na dodatek Haendla czuje i gra świetnie!
W sumie wieczór bardzo udany, czemu dała wyraz publiczność w kilku owacjach, wymuszając nawet dwa bisy.

sobota, 25 listopada 2017

Jaroussky w NOSPR

Sala koncertowa NOSPR w Katowicach,
fot. IR
Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach - w przeciwieństwie do innych, np. warszawskiej Filharmonii - przygotowała dla wielbicieli dawnej muzyki całkiem zgrabny abonament. Jego inauguracja, czyli koncert francuskiego kontratenora Philippe'a Jarousskiego - odbył się w piątek 24 listopada. To była moja pierwsza bytność w tej legendarnej już sali koncertowej i przyznaję, że akustyka i atmosfera tego miejsca są nadzwyczajne. Słuchanie muzyki - każdej, jak sadzę - w takich warunkach to niebywała przyjemność!
Jaroussky wystąpił z zespołem Artaserse, z którym zresztą koncertuje bardzo często. Na ten recital przygotował arie z oper Haendla - przede wszystkim Flavia, Radamista, Giustinia i Tolomea, a poszczególne punkty programu przedzielały utwory instrumentalne - uwertura z Radamista, Symfonia z oratorium Salomon i odpowiednio dobrane części Concerti grossi Haendla - to ten kompozytor był bowiem bohaterem wieczoru.
Zespół Artaserse gra go zresztą coraz lepiej - z werwą i niemal niemiecka precyzją. Od strony instrumentalnej - występ bez zarzutu.
Obserwuje karierę Jarousskiego od lat i to bodaj siódmy koncert, na którym go słyszałam. Zdecydowanie obniżył skalę - arie dobrał w taki sposób, żeby nie forsować głosu w wysokich rejestrach. Niestety, jego anielski sopran nie brzmi dziś tak lekko, jak sześć-siedem lat temu. Już zresztą występ na ubiegłorocznej Wratislavii był tego świadectwem. Widać, że zdaje sobie z tego sprawę i dobiera repertuar do zmienionych nieco warunków głosowych.
Niewątpliwie pozostał bez uszczerbku jego ogromny urok i sceniczna charyzma. Potrafi wzbudzić entuzjazm publiczności jak nikt inny, zawsze też przygotuje na koniec jakiś muzyczno-sceniczny żart, którym "kupuje" publiczność. Po dwóch częściach recitalu wykonał cztery bisy, wymuszone przez rozentuzjazmowanych fanów przez kolejne stnading ovation. Jednym słowem - mimo niedostatków - Jaroussky wciąż w niezłej formie, a wieczór nadzwyczaj przyjemny!
No i za dwa tygodnie w NOSPR - Minkowski!

Philippe Jaroussky i zespół Artaserse w NOSPR; fot. IR

środa, 22 listopada 2017

Koncerty, koncerty, koncerty...

Philippe Jaroussky; fot. Simon Fowler
Dla fanów muzyki baroku nadchodzi gorący okres. chyba na przekór listopadowej szarudze i grudniowym ciemnościom - muzycznie będzie ciekawie! Już w najbliższy piątek, czyli 24 listopada - koncert w katowickim NOSPR, czyli Philippe Jaroussky - fanom przedstawiać nie trzeba, wielu nie-fanom zresztą też. Repertuar sprawdzony - arie z oper Haendla, czyli uczta!
A już w niedzielę 26 listopada koncert w cyklu 200 kantat Bacha na 200-lecie UW - tym razem soliści i Orkiestra Barokowa krakowskiej Akademii, a w programie BWV 21, 70 i 161.
A w pierwsza grudniowa niedzielę - Izrael w Egipcie Haendla. Na jedyny koncert w Filharmonii Krakowskiej zaprasza Capella Cracoviensis. To kolejne oratorium przygotowane przez Capellę. Przyznam, że "oratoria z trąbami" to nie do końca mój klimat (zdecydowanie wolę opery), ale ponieważ Haendla wciąż mi mało, ciesze się bardzo z tej możliwości.
A 8 grudnia w Katowicach Marc Minkowski i Les Musiciens du Louvre. No i Oratorium na Boże Narodzenie Johanna Sebastiana. Po Pasji Mateuszowej Minkowskiego na krakowskich Misteriach - nie mogłabym sobie tego darować! Niektórzy uważają jego interpretacje za zbyt emocjonalne, ale dla przeżycia, które dają, warto wybrać się w każdą podróż.
12 grudnia początek festiwalu Actus Humanus w Gdańsku. A 16 grudnia we Operze Wrocławskiej Orfeusz i Eurydyka Glucka i Wrocławska Orkiestra Barokowa.
Szczegółowy program w naszym kalendarium.
I niech ktoś mi powie, że życie nie jest piękne!

poniedziałek, 13 listopada 2017

Barok francuski w Warszawskiej Operze Kameralnej

Armide na scenie WOK 14.11.2017; fot. IR
Z zaskoczeniem i nadzieją przyjęłam niedawno wiadomość o premierze "Armide" Lully'ego na
scenie Warszawskiej Opery Kameralnej, a tu okazuje się, że dostaniemy jeszcze "Pigmaliona" Rameau w pakiecie, szumnie okrzykniętym Festiwalem Oper Barokowych. Do tego z numerem IX. Poprzedni, czyli VIII odbył się na przełomie 2000/2001, więc nawiązanie jakby nieco naciągane. Zresztą poprzednia edycja to dwanaście premier, więc chyba lepiej nie snuć porównań...
Ponieważ niedawno opłakiwaliśmy upadek i dewastację WOK, cieszymy się z tego, że wieści o śmierci Opery Kameralnej wydają się przesadzone i że udało się jednak coś przygotować i przedstawić publiczności złaknionej dobrej barokowej muzyki.
Tegoroczny festiwal poświęcono muzyce francuskiej i stąd w repertuarze Lully i Rameau.
Premiera "Armidy" udała się bardzo, szczegółowa relacja tutaj. Po premierze 5 listopada przewidziano tylko kilka spektakli, ostatnia szansa jutro, czyli we wtorek 14.11.
A już 17 listopada "Pigmalion" Rameau. Jak się on ma do premiery sprzed zaledwie dwóch lat? Wówczas również pokazano "Pigmaliona" wespół z "Dardanusem", reżyserowała spektakl Natalia Kozłowska, a partię tytułową dość brawurowo zaśpiewał Karol Kozłowski (relacja tutaj). Orkiestrę poprowadzi znów Benjamin Bayl, a reżyserii podjęła się Romana Agnel, która przygotowywała choreografię przed dwoma laty. Tańczyć będzie znów Cracovia Danza, a partię Pigmaliona zaśpiewa Aleksander Kunach (jako Renaud w "Armide" radził sobie bardzo dobrze). Bardzo jestem ciekawa, jak się mają do siebie te inscenizacje. Tylko trzy spektakle pomiędzy 17 i 19 listopada.

środa, 1 listopada 2017

Po prostu... Filharmonia! zaczyna od... Bacha

Cykl edukacyjny „Po prostu... Filharmonia!” to propozycja Filharmonii Narodowej skierowana głównie do młodzieży licealnej i studentów. W sezonie artystycznym 2017/2018 przewidziano aż sześć odsłon tego cyklu. Na pierwszą z nich, złożoną z trzech koncertów, Filharmonia zaprasza w dniach 2, 5 i 8 listopada.Pierwszy tegoroczny projekt nosi tytuł "Nad mapą barokowej Europy".
Jean Rondeau; mat. prom, FN
Pierwszy koncert 2 listopada zatytułowany "Gdy w Gdańsku cierpiano na bezsenność" poświęcono jednemu z najbardziej zadziwiających dzieł Bacha – "Wariacjom Goldbergowskim".
Bach napisał je dla hrabiego Hermana Karla von Keyserling pochodzącego z Kurlandii rosyjskiego dyplomaty działającego w Rzeczypospolitej, zasłużonego m.in. dla wyboru na tron polski Stanisława Augusta Poniatowskiego (którego uczył logiki i matematyki!), odznaczonego nawet Orderem Orła Białego. Hrabia Keyserling cierpiał na uporczywą bezsenność, a lekarstwem na nią miały być właśnie Bachowskie wariacje.
Bach był zafascynowany numerologią i "Wariacje Goldbergowskie" są prawdziwą kopalnią matematycznych zagadek. Tańce mają znaczenie symboliczne, na przykład polonez nawiązuje do unii polsko-saskiej. Wariacje wirtuozowskie ułożył od najprostszych do najbardziej skomplikowanych i trudnych. Kanony natomiast są oparte na kolejnych interwałach – począwszy od prymy aż po nonę. Wszystkie przyjęte założenia zrealizował Bach z żelazną, matematyczną konsekwencją. Nic dziwnego, że była to ulubiona kompozycja słynnego kanibala-estety Hannibala Lectera, bohatera "Milczenia owiec"!
Wykonawcą pierwszego koncertu w Filharmonii jest francuski klawesynista Jean Rondeau, który gościł już podczas poprzednich odsłon cyklu "Po prostu... Filharmonia!" w minionych sezonach.
Drugi koncert 5 listopada zatytułowany "Gdy Lipsk był muzyczną stolica Europy" to wybór kompozycji familii Bachów, a więc nie tylko Johanna Sebastiana, ale również Johanna Christopha, Carla Philippa Emanuela i Johanna Christiana. Do Bachowskiej familii dołączono też Telemanna i jedną z jego uwertur. Tym razem Jeanowi Rondeau towarzyszyć będzie kameralna formacja Orkiestra Kore.
Trzeci koncert 8 listopada zatytułowany "Gdy do Lubeki wędrowano po naukę" to wybór sonat Bacha i Buxtehudego w wykonaniu tria Les Timbres.