piątek, 26 kwietnia 2019

"Il pasto fido" w Gliwicach, czyli Haendel na scenie

Właśnie na takie wydarzenia czekamy! Na scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach zobaczymy 1 maja prawdziwą Haendlowską premierę! W ramach XII Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Dawnej Improwizowanej All'Improvviso odbędzie się premiera (polska prapremiera?) wczesnej opery Georga Friedricha Haendla Il pastor fido.
Festiwal All'improvviso ma już swoja renomę. Ubiegłoroczna premiera Gismondo, re di Polonia Leonarda Vinciego była wydarzeniem dużej muzycznej klasy - świetna {oh!} Orkiestra Historyczna pod wodzą niezawodnej Martyny Pastuszki, znakomita obsada na czele z Maxem Emanuelem Cencicem, z udziałem takich śpiewaków jak Juriy Mynenko, Sophie Junker czy Dilyara Idrisowa, powtórzona wkrótce potem z sukcesem w Theater an der Wien - jest tego najdobitniejszym dowodem (obszerna relacja tutaj).
Tym razem organizatorzy, a więc przede wszystkim Towarzystwo Kulturalne FUGA we współpracy z Teatrem Miejskim w Gliwicach oraz Handel-Festspiele w Halle pokusili się o pełną wersję sceniczną. Przedstawienie wyreżyseruje Daniel Pfluger, Zagra oczywiście {oh!} Orkiestra Historyczna, a zaśpiewają głównie młodzi wykonawcy, spośród których najbardziej cieszy mnie kolejny występ Sophie Junker. Podczas ubiegłorocznej premiery była jednym z najjaśniejszych punktów obsady i jestem odtąd wielbicielką nie tylko jej głosu i muzycznego talentu, ale również nieprzeciętnej urody! Również kontratenora Nicholasa Tamagna mogliśmy usłyszeć podczas ubiegłorocznego przedstawienia w drugoplanowej partii Hermana.
Nic mi nie wiadomo o jakiejkolwiek inscenizacji Il pastor fido w Polsce, sądzę więc, że będzie to prapremiera na naszych scenach. A zobaczyć u nas Haendla w wersji scenicznej to absolutny rarytas!
Dla ciekawych informacji o tej operze zapraszam tutaj, a szczegóły dotyczące tej własnie inscenizacji już przedstawione tutaj. Obszerna relacja pewna!

środa, 24 kwietnia 2019

"Scene buffe" w Teatrze Królewskim

Scene buffe w Teatrze Królewskim, 23 kwietnia próba generalna; fot. IR
No i po tygodniu muzycznej uczty festiwalowej dla miłośników muzyki dawnej, mamy wreszcie coś dla fanów baroku - premierę operową na scenie Teatru Królewskiego w Łazienkach. A jest to premiera ze znaczącym backgroundem.
Partytury intermezzi Alessandra Scarlattiego przywiózł z Drezna do Polski Stefan Sutkowski jeszcze w latach 70. XX wieku. Do realizacji wybrał trzy z nich. Do tej historycznej realizacji odwołuje się dziś Polska Opera Królewska, dedykując premierę Scene buffe swojemu zmarłemu patronowi i mistrzowi, którego druga rocznica śmierci przypadała właśnie 22 kwietnia.
Premierowe przedstawienia obu obsad odbywają się 24 i 25 kwietnia, a ja miałam okazję obserwować próbę generalną we wtorek poświąteczny 23 kwietnia.
Przypomnijmy: krótkie jednoaktowe sceny komiczne wplatano jako odskocznię i odpoczynek pomiędzy akty "właściwego" operowego dzieła. Robili tak niemal wszyscy ze znanych kompozytorów włoskich, a ściślej - neapolitańskich. Robił tak również Scarlatti, a odkryty w drezdeńskiej bibliotece zbiór osiemnastu intermezzi zawiera aż dziesięć partytur tego kompozytora. Z tego zbioru wybrano trzy scenki: Gl'inganni felici, Dafni i Il pawstore di Corinto.
Wszystkie są do siebie podobne: występują w nim dwie postaci, czyli frywolna nimfa/pasterka i ubiegający się o jej względy pasterz, treścią są zawsze scenki przekomarzania się tych par, wszystkie także mają niewątpliwie lekką, frywolną wymowę i równie lekką formę muzyczną. Scarlatti - mistrz neapolitańskiej sceny i kompozytor około stu oper - był również mistrzem tych scenek, a ich muzyczna klasa i wdzięk są niewątpliwe.
Realizację reżyserską powierzono Jitce Stokalskiej, scenografię niezawodnej Marlenie Skoneczko, choreografię Przemysławowi Śliwie. Scenki są dość wiernie utrzymane w zwiewnej rokokowej stylistyce, czemu sprzyjają białe kostiumy, scenografia złożona z ozdobionych kwiatami ruchomych płyt i ruch sceniczny nawiązujący do sielskiej komedii pastoralnej. Spektakl podzielono na dłuższy akt pierwszy z dwoma scenkami i drugi - z trzecią z historyjek. Na scenie przewija się sześcioro postaci - w każdej odsłonie dwoje bohaterów scenki i pozostała czwórka w charakterze pomocników - uczestników i świadków wydarzeń, podających rekwizyty i demonstrujących tytuły poszczególnych scenek na ozdobnych transparentach.  Przygotowano dwie obsady - w kolejnych intermezzi: Iwona Lubowicz/Marta Huptas i Robert Szpręgiel/Karol Skwara, Marta Boberska/Anna Parysz i Sławomir Jurczak/Paweł Michalczuk, Agnieszka Kozłowski/Julita Mierosławska i Witold Żołądkiewicz/Michał Janicki.
Kierownictwo muzyczne całości sprawuje Krzysztof Garstka, dyrygujący od klawesynu muzykami Capelli Regia Polona i akompaniujący solistom. Zarówno instrumentaliści, jak i soliści trzymają poziom. Pod względem muzycznym to przedsięwzięcie udane. A stylowe wnętrze Teatru Królewskiego jest przecież stworzone do takiego repertuaru.
Całość sprawia wrażenia nieco zakurzonej muzealnej błahostki, choć dobrze wykonanej i starannie podanej. Myślę, że Stefan Sutkowski ogląda z góry przedstawienie z życzliwą aprobatą.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Weekend z Pergolesim

Pośrodku Krzysztof Garstka kierujący Capellą, obok niego
Katarzyna Krzyżanowska i Sylwester Smulczyński; fot. IR
Wczorajszy koncert na Zamku Królewskim - mimo utrudnień komunikacyjnych - cieszył się pełną widownią. Może to zasługa oryginalnego repertuaru, bo konia z rzędem temu, kto często ma okazje posłuchać utworów Dietricha Buxtehudego, zwłaszcza jego kantat.
Oczywiście nazwanie tego kompozytora nauczycielem Bacha jest pewną przesadą, jednak jego wpływ na młodego Jana Sebastiana jest niewątpliwy. Uważa się go głównie za kompozytora utworów organowych, ale zachowało się także sporo dzieł wokalnych, pośród których Membra Jesu nostri patientis sanctissima BuxWV 75 zajmuje miejsce szczególne. To zbór kantat opisujących kolejne części ciała umęczonego Jezusa (czyli tytułowe membra), które prawdopodobnie stanowiły całość, być może wykonywaną łącznie, być może w kolejnych dniach Wielkiego Tygodnia. Niewątpliwie stanowią formę zamkniętą, co podkreśla finałowe Amen (powtórzone wczoraj na bis).
Kolejne kantaty mają podobną budowę - krótkie instrumentalne concerto, chór, trzy króciutkie arie (ariosa?) solowe, w duecie bądź trio, i powtórzenie chóru. Wyróżnia się kantata szósta, poświęcona sercu Jezusa - nie tylko dużą emocjonalnością, ale również wprowadzeniem consortu viol da gamba. Poszczególne kantaty są różne w nastroju - część bardzo liryczna, część ekspresyjna bądź dysonansowa.
To niewątpliwie muzyka zupełnie inna niż ta, którą uprawiał Bach, ale jej uroda jest niewątpliwa - zwłaszcza dla miłośników XVII-wiecznego baroku z jego lekkością i zamiłowaniem do improwizacji. Mnie koncert zachwycił, zwłaszcza że był całkiem przyzwoity wykonawczo - zespół grający w Polskiej Operze Królewskiej na instrumentach dawnych, czyli Capella Regia Polona niewątpliwie się rozwija, co obserwuję ze wzrastającą satysfakcją. Śpiewały Marta Boberska i Katarzyna Krzyżanowska oraz Sylwester Smulczyński i Patryk Rymanowski.
Z miłych nowinek: na 24 kwietnia POK przygotowuje nową premierę barokową w Teatrze Królewskim w Łazienkach. Będą to trzy intermedia Alessandra Scarlattiego ułożone jeszcze przez Stefana Sutkowskiego w przedstawienie pod tytułem Scene Buffo.
A barokowa passa trwa: dziś kantaty Bacha w ramach cyklu Bach 200, jutro na Stabat Mater Pergolesiego w Bemowskim Centrum Kultury zaprasza Warsaw Camerata, w sobotę Pasja Janowa na Zamku w realizacji Warszawskiej Opery Kameralnej, która również w niedzielę 14 kwietnia zaprasza do Wilanowa na koncert poświęcony w największej części Stabat Mater Pergolesiego. Uff...
A od poniedziałku Misteria Paschalia, czyli trzeba się pakować do Krakowa!

czwartek, 4 kwietnia 2019

Muzyczna Wielkanoc

Trzeba przyznać, że okres przed Wielkanocą jest muzycznie bardzo intensywny. Przede wszystkim
przed każdym miłośnikiem muzyki dawnej staje dylemat: Gdańsk czy Kraków, czyli Actus Humanus Recutectio czy Misteria Paschalia. Oba festiwale mają fantastyczny repertuar, znakomite programy i znanych, często wybitnych wykonawców. Najgorzej, jak ktoś mieszka w pół drogi pomiędzy oboma miastami - np. w Warszawie - dylemat może wręcz sparaliżować!
Czas wielkopostny jest też okresem wzmożonego zainteresowania Bachem i jego Pasjami, Haendlem i jego Mesjaszem i w ogóle barokowymi kantatami, których obecność w repertuarze scen muzycznych w tym własnie czasie wydaje się konieczna. Dlatego zaplanowanie kolejnej odsłony cyklu Bach 200. 200 kantat Bacha na 200-lecie Uniwersytetu Warszawskiego na 11 kwietnia w kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy w ogóle mnie nie dziwi. Tym razem usłyszymy kantaty BWV 8 39 i 14 w wykonaniu młodych śpiewaków i Międzyuczelnianej Orkiestry Barokowej pod wodzą Zbigniewa Plicha, a niewątpliwym bonusem jest wstęp wolny na koncert.
Polska Opera Królewska natomiast postawiła - ku mojemu zdziwieniu - na pewną oryginalność i w najbliższym tygodniu w środę 10 kwietnia zaprasza na koncert ze swojego cyklu Muzyka dawna na Zamku Królewskim na kantaty... Dietricha Buxtehudego z cyklu Membra Jesu Nostri. Zaśpiewają wokaliści związani z ta sceną (Marta Boberska, Katarzyna Krzyżanowska, Sylwester Smulczyński i Patryk Rymanowski i chór POK), a zagra oczywiście Capella Regia Polona.
A w kolejnym tygodniu - już festiwalowo!

wtorek, 12 marca 2019

Muzyczne dylematy cd.

Ten długowłosy blondyn wyglądający jak
członek zespołu haevy metalowego ze Szwecji to
Bjorn Schmelzer, szef Graindelavoix; fot. Nowe Epifanie
Jak już sygnalizowałam wcześniej - marzec jest w tym roku wyjątkowo bogaty muzycznie, a
miłośnicy muzyki dawnej naprawdę mają w czym wybierać.
Ważna i trudna decyzja przed nami już jutro! Na festiwalu Nowe Epifanie w kościele Ewangelicko-Reformowanym wystąpi 13 marca zespół wokalny Graindelavoix. Po ubiegłorocznym koncercie, który odbył się w niezwykłej scenerii Muzeum Geologicznego i w jego świetnej akustyce, tym razem miejscem muzycznej uczty będzie kościół w Alejach Solidarności, często wykorzystywany muzycznie, więc nie tak niezwykły. Koncert też nie będzie tak długi, jak ubiegłoroczny - usłyszymy Nuper rosarium Flores Guilliaume'a Dufay, ale znając możliwości Graindelavoix, będzie to z pewnością muzyczne misterium.
A jeśli ktoś - z jakiś zupełnie niezrozumiałych przyczyn - nie trafi na ten koncert, może z podniesioną głową uczestniczyć w kolejnej odsłonie Muzyki dawnej na Zamku i posłuchać kantat Bacha HWV 17, 7 i 22 w wykonaniu artystów Polskie Opery Królewskiej.
A tym, którzy wybiorą w środę Graindelavoix, pozostaje na pociechę drugi koncert POK. W piątek 15 marca w Studio Lutosławskiego koncert Synowie Bacha, a w nim wybór utworów Carla Philippa Emanuela, Johanna Christiana, Wilhelma Friedemanna i Johanna Berharda. Niezłe pocieszenie!

poniedziałek, 11 marca 2019

Gluck doskonały w każdym calu

Uczestniczenie w zaledwie dwugodzinnym spektaklu Orfeusza i Eurydyki Christopha Willibalda Glucka w Warszawskiej Operze Kameralnej było przyjemnością na wielu poziomach.
Przede wszystkim niebywałą przyjemnością plastyczną. Oprawa inscenizacyjna Katarzyny Sobańskiej i Marcela Sławińskiego składała się z minimalistycznej scenografii ograniczonej do przesuwanych i przekładanych sześcianów, służących do odgrywania sprzętów i przedmiotów. Białe kostiumy śpiewaków i tancerzy i ich makijaże nawiązywały do wizji "białego antyku", czyli tej wersji antycznych rzeźb, które znamy współcześnie, a które jak już dziś wiadomo, naprawdę wyglądały zupełnie inaczej (były polichromowane i bajecznie kolorowe), a równocześnie podkreślały umiejscowienie akcji w sferze mitycznej opowieści.
Zdjęcie z premiery oddaje klimat spektaklu - tu Orfeuszem jest Artur Janda;
fot. WOK
Ale największe zasługi należy to przypisać reżyserii Magdaleny Piekorz i choreografii Jakuba Lewandowskiego. To dzięki ich pomysłom wydarzenia rozgrywają się płynnie, a na scenie cały czas coś się dzieje, nie ma ani chwili przestoju i statycznego wyśpiewywania kwestii "ku publiczności". To płynne zgranie śpiewu i tańca samo sprawie wrażenie wręcz baletowe! A sprzyja mu również znakomita reżyseria światła Pawła Murlika.
Tak więc wizualna strona spektaklu przedstawiała się wyjątkowo pięknie. Ale prawdziwego melomana interesuje również, a może bardziej, jego strona muzyczna. I tu muszę podkreślić naprawdę znakomitą grę Zespołu instrumentów Dawnych Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pod wodzą Stefana Plewniaka. Miałam już okazję słyszeć Plewniaka i jako skrzypka, i jako dyrygenta, m.in. w dwu opera Rameau. Mając do dyspozycji tak doświadczoną i zgrana orkiestrę, poprowadził ją znakomicie, z właściwą sobie energią i pasją muzyczną.
Znakomicie wypadły też słynne żałobne chóry. Umiejscowienie śpiewaków na balkonach było zabiegiem świetnym, tworząc w niewielkim wnętrzu bardzo efektowną przestrzeń muzyczną. Najsłabiej wypadła opera Glucka jako popis pięknych głosów. Solistów była zaledwie trójka - Orfeusza śpiewał Szymon Komasa, role kobiece - Eurydyki i Amora kreowały Maria Domżał i Eliza Safjan. Wszystkie partie poprawne, z dobrą dramaturgią, niezłe też aktorsko. Ale nie były porywające.
Obsada w bieli, reżyserka i dyrygent w czerni; fot. IR
Zastanawiając się nad moim odbiorem w drodze powrotnej ze spektaklu doszłam do wniosku, że po prostu to kwestia wyboru wersji - ta z przetransponowaną na baryton partią Orfeusza, choć wydaje się bliższa współczesnej wrażliwości, dla miłośnika śpiewu barokowego, a zwłaszcza kontratenorowego, wydaje się obca. Zaczęłam nagle rozumieć poczynania Trelińskiego w Teatrze Wielkim przez kilku laty - uwspółcześniając opere Glucka, również posłużył się wersją wiedeńską z transpozycją na baryton, ale poszedł dalej - odrzucił sztuczny happy end, tak charakterystyczny dla dawnej opery, i w finale, po ponownej utracie Eurydyki przez Orfeusza, powrócił do żałobnych chórów z pierwszego aktu. Choć oberwał za to od purystów operowych, stworzył jednak wersję spójną i konsekwentną, w której uwspółcześniona materia muzyczna dobrze współgrała z bardziej realistycznym przebiegiem akcji.
To jednak refleksje poboczne i niczego nie ujmujące realizacji WOK. Spektakl naprawdę świetny i szkoda, że grany zaledwie czterokrotnie. Mam nadzieję, że jeszcze wróci na deski tej sceny.

czwartek, 7 marca 2019

Muzycznie w Warszawie

Orfeusz i Eurydyka na scenie WOK; fot. mat. prom WOK
Podobno od przybytku głowa nie boli. To oczywista nieprawda. Nie ma gorszego dylematu, jak
pytanie - który koncert wybrać, jeśli oba wydają się ciekawe i warte posłuchania. Cała seria takich dylematów czeka nas w przyszłym tygodniu: Polska Opera Królewska zaprasza na dwa koncerty Bachowskie - w środę i piątek, Warszawska Opera Kameralna do Studio Lutosławskiego na WOK Baroque, a festiwal Nowe Epifanie na występ Graindelavoix - genialnego zespołu wokalnego specjalizującego się w muzyce średniowiecza i renesansu. Niestety część koncertów będzie wymagała wyboru - ja mam swoje typy, ale ich tu przedwcześnie nie zdradzę.
Na szczęście ten weekend można jakoś przejść suchą nogą - w piątek i sobotę można obejrzeć najnowszą premierę Warszawskiej Opery Kameralnej, czyli Orfeusza i Eurydykę Glucka (wersję wiedeńską) w reżyserii Magdaleny Piekorz i pod kierownictwem muzycznym Stefana Plewniaka. Po pólscenicznej realizacji Orfeusza Monteverdiego na Zamku Królewskim - kolejne spotkanie z magicznym greckim mitem wydaje się wyjątkowo dobrą opcją!
A w niedzielę Polska Opera Królewska zaprasza do kościoła środowisk twórczych na Placu Teatralnym na koncert pasyjny. Ufff...